Wypadek w Buggenhout. Rodzice i kierowcy alarmują o stanie szkolnych autobusów
Bezpieczeństwo transportu szkolnego w szkolnictwie specjalnym budzi coraz więcej pytań po relacjach rodziców, kierowców i opiekunów – podaje dziennik HLN. Po wypadku w Buggenhout mnożą się...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Bezpieczeństwo transportu szkolnego w szkolnictwie specjalnym budzi coraz więcej pytań po relacjach rodziców, kierowców i opiekunów – podaje dziennik HLN. Po wypadku w Buggenhout mnożą się świadectwa dotyczące przestarzałych autobusów, kierowców pozostawionych bez wystarczającego nadzoru oraz skarg, które nie zawsze miały spotykać się z reakcją. Część rodziców mówi o zbyt szybkiej jeździe, niebezpiecznych przejazdach przez tory kolejowe oraz dzieciach, które po zdarzeniach w drodze do szkoły miały być straumatyzowane. Opiekunowie twierdzą natomiast, że wielokrotnie zgłaszali ryzykowne zachowania, lecz nie zawsze widzieli szybką odpowiedź ze strony odpowiedzialnych podmiotów.
Autobusy uznawane za przestarzałe
Krytyka dotyczy nie tylko zachowania części kierowców, ale również stanu technicznego pojazdów. Jedna z opiekunek cytowanych przez HLN twierdzi, że pracowała w autobusie, w którym na desce rozdzielczej migało kilka kontrolek, w tym kontrolka hamulców. Wspomina także o problemach z oświetleniem wewnętrznym i klimatyzacją oraz o trudnych przejazdach w czasie upałów. Również pytani kierowcy wskazują, że niektóre autobusy mają być niewystarczająco serwisowane. Jeden z nich twierdzi, że zgłosił usterkę hamulców, a mimo to polecono mu kontynuować jazdę. Dopiero później sam zdecydował się pojechać do warsztatu.
Kilku kierowców zwraca też uwagę na szczególne trudności związane z przewozem dzieci uczęszczających do szkół specjalnych. Część uczniów wymaga stałej uwagi, szczególnej opieki albo wsparcia w sytuacjach pobudzenia. Tymczasem kierowcy mówią, że nie otrzymują wystarczającego przygotowania do radzenia sobie z takimi przypadkami. Były pracownik jednej z firm transportowych twierdzi, że nadzór był niemal nieobecny, a kierowców czasem wysyłano w trasę samych, bez realnego przeszkolenia.
Skargi w centrum krytyki
Rodzice i opiekunowie krytykują również sposób rozpatrywania zgłoszeń. Niektórzy twierdzą, że informowali o niebezpiecznych zachowaniach szkołę, firmę transportową lub De Lijn, ale nie otrzymywali odpowiedzi, którą uznaliby za satysfakcjonującą. Brak formalnych dowodów, takich jak ustalenia policji, miał czasem utrudniać dalsze działania. Według części relacji kierowcy odsunięci od jednej trasy mieli później kontynuować pracę na innych połączeniach.
De Lijn, które organizuje transport szkolny za pośrednictwem podwykonawców, zapewnia w rozmowie z HLN, że każdy niepokojący sygnał traktuje poważnie. Rzecznik przedsiębiorstwa Jens Van Herp wskazuje, że co tydzień we Flandrii w ramach tego systemu przewożonych jest ponad 45 000 uczniów. De Lijn zapewnia, że zgłaszane zdarzenia są rejestrowane i monitorowane, a stosowane środki mogą obejmować upomnienie, zawieszenie lub zwolnienie. Przedsiębiorstwo podkreśla również, że w wielu przypadkach współpraca ze szkołami i firmami transportowymi przebiega pozytywnie.
Flamandzka minister mobilności Annick De Ridder apeluje natomiast o uspokojenie debaty. Przypomina, że nie należy wyciągać wniosków przed zakończeniem śledztwa dotyczącego wypadku w Buggenhout. Minister informuje, że poleciła De Lijn wprowadzenie w umowach z operatorami transportu szkolnego jasnego systemu rozpatrywania skarg, obejmującego obowiązek rejestrowania i obsługi każdego zgłoszenia. Podkreśla też, że zdecydowana większość kierowców codziennie wykonuje swoją pracę, często w trudnych warunkach.