„Nigdy nie chciałem nikogo zabić”: Paolo Falzone przedstawia swoją wersję tragedii w Strépy
Przed sądem przysięgłych prowincji Hainaut Paolo Falzone wrócił do wydarzeń z tragicznej nocy w Strépy-Bracquegnies, w której zginęło siedmiu uczestników folklorystycznej grupy „Les Boute-en-Train”....
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Przed sądem przysięgłych prowincji Hainaut Paolo Falzone wrócił do wydarzeń z tragicznej nocy w Strépy-Bracquegnies, w której zginęło siedmiu uczestników folklorystycznej grupy „Les Boute-en-Train”. Oskarżony przyznał się do skrajnie niebezpiecznej jazdy w trakcie nagrywania filmiku, jednocześnie zaprzeczając, jakoby miał zamiar kogokolwiek zabić. Proces toczy się w hali Lotto Mons Expo, dokąd przeniesiono obrady ze względu na skalę sprawy.
Spis treści
„Ani przez chwilę nie pomyślałem, że na drodze mogą znajdować się ludzie. Nigdy” – powiedział Paolo Falzone, z trudem powstrzymując emocje i rozglądając się po sali. Mówił cicho, a jego głos wyraźnie drżał. Podkreślił, że nie chciał nikogo zabić, choć przyznał, że dopuścił się poważnego błędu. Wyjaśnił, że jego celem było jedynie nagranie relacji do mediów społecznościowych i że poruszał się z rażąco nadmierną prędkością.
Przebieg dramatycznej nocy
Na pytania przewodniczącej sądu przysięgłych Martine Baes oskarżony reagował z widocznym napięciem. Przyznał, że dobrze znał tę drogę. W nocy 20 marca 2022 r. w Strépy-Bracquegnies panowały dobre warunki widoczności, a ograniczenie prędkości wynosiło 50 km/h, ponieważ obowiązywało w obszarze zabudowanym. Zapytany, dlaczego jechał tak szybko, odpowiedział, że chciał uniknąć spowodowania wypadku.
Falzone przypomniał bilans tragedii: siedem osób zginęło, a ponad 80 zostało rannych – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wspomniał o zdjęciach z miejsca zdarzenia, które – jak podkreślił – głęboko nim wstrząsnęły i pozostawiły trwały ślad.
Relacjonując przebieg dnia, oskarżony powiedział, że rano przez kilka godzin mył samochód, później udał się do fryzjera, a następnie przemieszczał się aż do wieczora. W lokalu Buddha Rouge panowała – jak twierdził – spokojna atmosfera. Wypił tam dwie lub trzy szklanki whisky, choć przyznał, że powinien był poprzestać na jednej. Wraz z pasażerem Antoninem Falzone, z którym nie jest spokrewniony, zwrócił uwagę na dwie kobiety obecne w lokalu. Następnie odprowadził jedną z nich i razem ruszyli w drogę powrotną. Już wtedy pojawiły się pierwsze nieprawidłowości – kierowca nie miał zapiętego pasa bezpieczeństwa, ponieważ – jak tłumaczył – mechanizm był uszkodzony, a on sam go zablokował, aby wyłączyć sygnał ostrzegawczy.
„Pierwsze nagrania były nieudane”
Przewodnicząca przypomniała wcześniejsze zeznania oskarżonego, w których przedstawiał się jako kierowca jadący nieznacznie powyżej dozwolonej prędkości i niekorzystający z telefonu w trakcie jazdy. W konfrontacji z nagraniami i analizami Falzone zmienił swoją wersję. Przyznał, że jechał bardzo szybko i jednocześnie nagrywał film – trzymając telefon w prawej ręce, a kierownicę w lewej, przy głośnej muzyce. W samochodzie odtwarzany był utwór „Intro” rapera Kaarisa.
Oskarżony potwierdził, że dawał sygnały świetlne nadjeżdżającym pojazdom. Tłumaczył, że chciał w ten sposób ostrzec innych kierowców o nietypowej sytuacji. Zapytany, czy zamierzał zwolnić, odpowiedział, że w tamtym momencie nie. Trzecia sekwencja nagrania obejmuje 58 sekund przed zderzeniem – w tym czasie włączony był tryb sportowy, oświetlenie w kabinie oraz muzyka. Falzone wyjaśnił, że wcześniejsze nagrania nie wyszły tak, jak chciał, dlatego rozpoczął filmowanie od nowa. Przyznał, że chciał zaimponować odbiorcom i pokazać prędkość na liczniku. Zapewnił przy tym, że w pewnym momencie hamował z całej siły obiema nogami.
Moment zderzenia
Sędzia przeszła następnie do samego momentu uderzenia. Samochód potrącił pierwsze osoby, z których dwie zostały odrzucone na przednią szybę. Zapytany, co widział w tej chwili, oskarżony odpowiedział, że nie zauważył mężczyzny, a jego wzrok był skupiony wyłącznie na kobiecie. Nie dokończył wypowiedzi i rozpłakał się.
Pojazd kontynuował jazdę przez tłum. Na pytanie, dlaczego nie utrzymał hamowania, Falzone odpowiedział, że był w szoku, słyszał krzyki i uderzenia w samochód. Twierdził, że obawiał się o własne życie i nie próbował uciekać, a samochód miał poruszać się dalej bez jego kontroli. Utratę panowania nad pojazdem tłumaczył problemem z pasem bezpieczeństwa oraz tempem wydarzeń. Ta wersja stoi jednak w sprzeczności z ustaleniami biegłych – dane z modułu poduszki powietrznej wskazują, że w chwili zdarzenia system ABS był aktywny, co podważa tezę o całkowitej utracie kontroli nad hamowaniem.
„To wszystko już dla mnie skończone”
Z zeznań świadków wynika, że doszło do krótkiego hamowania, po którym jeden z gilles upadł, a następnie pojazd ponownie przyspieszył, przejeżdżając po jego ciele. Oskarżony zaprzeczył, jakoby widział tę osobę lub świadomie hamował. Przyznał, że niczego nie poczuł i słyszał jedynie hałas, którego nie potrafił zidentyfikować. Przyznał również, że nie wezwał natychmiast pomocy. Tłumaczył to szokiem – zamiast tego zadzwonił do matki, informując ją, że zabił ludzi i trafi do więzienia. Rozmowa trwała ponad cztery minuty. Dodał, że jego życie w dotychczasowej formie się skończyło i nie chce mieć już nic wspólnego z samochodami ani prawem jazdy.
Na początku przesłuchania przewodnicząca skonfrontowała go z jego wcześniejszym zachowaniem i zamiłowaniem do szybkiej jazdy. Przywołano zeznania kilku byłych partnerek, które opisywały go jako osobę impulsywną, materialistyczną, próżną i arogancką, traktującą kobiety przedmiotowo. Jedna z nich wspomniała o jeździe z prędkością przekraczającą 200 km/h. Falzone przyznał, że taka sytuacja mogła mieć miejsce, zaznaczając jednocześnie, że po rozstaniu mogły pojawić się negatywne emocje. Ostatecznie przyznał, że lubił prędkość i związane z nią poczucie przewagi, choć zdawał sobie sprawę z obowiązujących przepisów i ocenił swoje zachowanie jako skrajnie nieodpowiedzialne.
Paolo Falzone, posiadający prawo jazdy od 2006 r., był już wcześniej karany za wykroczenia drogowe – przekroczenia prędkości, jazdę bez zapiętych pasów oraz prowadzenie pod wpływem alkoholu. Jak wyliczyła przewodnicząca, w ciągu dziesięciu lat zapłacił około 2 800 euro grzywien. Sam przyznał, że to znacząca suma.
W poniedziałkowy poranek, w napiętej atmosferze i wypełnionej po brzegi sali, trzeba było czekać ponad godzinę na pojawienie się oskarżonego w tymczasowej sali rozpraw w Lotto Mons Expo. Skala zainteresowania sprawą odzwierciedla jej wyjątkowy charakter i ciężar zarzutów.