Bruksela i Ottawa – dwie dwujęzyczne stolice, dwa różne losy szkół mniejszości językowej
Ottawa to federalna stolica licząca około 1,2 miliona mieszkańców, z dwoma językami urzędowymi i dwoma odrębnymi systemami edukacji. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że miasto zmaga się z...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Ottawa to federalna stolica licząca około 1,2 miliona mieszkańców, z dwoma językami urzędowymi i dwoma odrębnymi systemami edukacji. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że miasto zmaga się z wyzwaniami bardzo podobnymi do tych, z którymi mierzy się Bruksela. Porównanie obu stolic pokazuje jednak, że różnice są znacznie większe, niż można by przypuszczać – zarówno pod względem historii, struktury ludności, jak i sytuacji szkół prowadzących naukę w języku mniejszości.
Spis treści
- Historia i ustrój
- Podobna liczba ludności, inna struktura
- Jeszcze bardziej nierówna rywalizacja języków
- Prawo frankofonów do obsługi we własnym języku
- Nie brakuje dzieci francuskojęzycznych
- Ograniczenia w dostępie do szkół francuskojęzycznych
- Nauczyciele i powody do niepokoju
- Czy Bruksela powinna zrezygnować z tego celu?
Historia i ustrój
Obie stolice dzielą istotne różnice historyczne i instytucjonalne. Bruksela ma tysiącletnią historię – około 1460 r. stała się stolicą burgundzkich Niderlandów, a w 1831 r. została potwierdzona jako stolica niepodległej Belgii. Ottawę założono natomiast dopiero w 1826 r. W 1857 r. została stolicą brytyjskiej prowincji Kanady, a jako stolica niepodległego federalnego państwa kanadyjskiego została potwierdzona dopiero w 1931 r.
Region Stołeczny Brukseli jest ponadto jednostką federalną z własnym rządem i parlamentem, podczas gdy Ottawa jest gminą w ramach jednostki federalnej – prowincji Ontario. W 2001 r. miasto liczyło zaledwie 337 000 mieszkańców. Rząd prowincji zdecydował wówczas o przyłączeniu do niego 10 innych gmin, co zwiększyło liczbę ludności 2,3-krotnie, a powierzchnię 25-krotnie. Ottawa, wcześniej mniejsza od Brukseli, nagle stała się większa od Brabancji Flamandzkiej – mimo zaciekłego oporu wiejskich władz lokalnych, które nie chciały zostać wchłonięte przez miasto borykające się z problemami finansowymi.
Podobna liczba ludności, inna struktura
Obecnie liczba mieszkańców obu miast jest zbliżona. Bruksela ma nieco ponad 1,2 miliona mieszkańców, Ottawa nieco mniej, a oba miasta szybko rosną – od 2001 r. liczba ludności Brukseli zwiększyła się o 31 procent, a Ottawy o 44 procent. Wzrost ten wynika głównie z rosnącego udziału rodzin niedawnego pochodzenia zagranicznego. Kanadyjczycy, których co najmniej jedno z rodziców urodziło się za granicą, stanowią 42 procent mieszkańców Ottawy. W Brukseli odsetek Belgów z co najmniej jednym rodzicem urodzonym za granicą wynosi 41 procent.
Jest jednak jedna zasadnicza różnica. Ponad 37 procent mieszkańców Brukseli nie ma belgijskiego obywatelstwa, podczas gdy w Ottawie osoby bez obywatelstwa kanadyjskiego stanowią mniej niż 10 procent. W efekcie niemal połowa mieszkańców Ottawy to tzw. „Canadiens de souche", czyli Kanadyjczycy z dziada pradziada, natomiast tzw. „Belgo-Belges" stanowią obecnie niewiele ponad jedną piątą ludności Brukseli.
Jeszcze bardziej nierówna rywalizacja języków
Te dane stanowią tło dla sytuacji językowej. Znaczenie obu języków urzędowych w Ottawie i w całej Kanadzie można dokładnie oszacować dzięki spisowi powszechnemu przeprowadzanemu co pięć lat. Wyniki te można zestawić z mniej wiarygodnymi danymi ankietowymi – dla Brukseli z Taalbarometer, badania Vrije Universiteit Brussel (VUB), a dla całej Belgii z Eurobarometru Komisji Europejskiej.
Według danych z 2021 r. angielski jest językiem ojczystym dla 57 procent mieszkańców Kanady, a zna go 87 procent. Francuski jest językiem ojczystym dla 20 procent, a zna go 21 procent. W Ottawie angielski jest językiem ojczystym dla 63 procent mieszkańców, a zna go 97 procent. Francuski to język ojczysty 14 procent mieszkańców miasta, a posługuje się nim 39 procent.
W Belgii, według danych z 2024 r., niderlandzki jest językiem ojczystym dla 51 procent mieszkańców, a zna go 59 procent. Francuski to język ojczysty 39 procent, a zna go 66 procent. W Brukseli niderlandzki jest językiem ojczystym dla 12 procent mieszkańców, a zna go 22 procent, natomiast francuski jest językiem ojczystym dla 64 procent, a posługuje się nim 81 procent.
Porównanie wymaga ostrożności ze względu na różnice w sformułowaniu pytań. W przypadku języka ojczystego Taalbarometer pyta, w jakim języku lub językach respondent rozmawia z co najmniej jednym z rodziców i/lub w jakim języku rozmawiają ze sobą jego rodzice. Kanadyjski spis pyta natomiast, jakiego języka dana osoba nauczyła się najpierw w domu jako dziecko i nadal go rozumie – z możliwością wskazania kilku języków, jeśli były przyswajane równocześnie i nadal są rozumiane.
Mimo to liczby dobrze pokazują zasadnicze różnice między obiema sytuacjami. W Brukseli język ojczysty większości na poziomie lokalnym nie jest językiem ojczystym większości na poziomie krajowym. W Ottawie angielski jest najczęstszym językiem ojczystym i najpowszechniej znanym zarówno lokalnie, jak i w skali kraju – a do tego jest językiem wielkiego północnoamerykańskiego sąsiada i globalnym lingua franca. Można się więc spodziewać, że rywalizacja języków w Ottawie jest znacznie bardziej nierówna niż w Brukseli.
Prawo frankofonów do obsługi we własnym języku
Ponieważ decyzję o połączeniu gmin w 2001 r. podjęła prowincja, fuzja mogła objąć wyłącznie gminy położone w Ontario, a nie sąsiednie duże miasto Gatineau (300 000 mieszkańców), leżące w Quebecu. W rezultacie znacząco wzmocniła większość anglojęzyczną i pobudziła do działania frankofonów z Ottawy. Dopiero jednak w 2017 r. parlament Ontario nadał Ottawie oficjalny status gminy dwujęzycznej. Formalnie zagwarantowało to francuskojęzycznym mieszkańcom prawo do korzystania ze wszystkich usług publicznych we własnym języku – na podobnej zasadzie, na jakiej przepisy z 1966 r. przyznały to prawo niderlandzkojęzycznej mniejszości w Brukseli, która równie skrupulatnie pilnuje jego przestrzegania.
Niedawne badanie obejmujące całą Kanadę dodatkowo wzmocniło argumenty frankofonów z Ottawy, a przez analogię także niderlandzkojęzycznych mieszkańców Brukseli. Wynika z niego, że śmiertelność wśród osób francuskojęzycznych wzrasta o 11 procent, jeśli otrzymują one opiekę zdrowotną po angielsku, a nie we własnym języku.
To samo badanie wykazało jednak, że wśród osób posługujących się innymi językami niż francuski nadmierna śmiertelność związana z leczeniem w obcym języku sięga 27 procent. Warto przy tym zauważyć, że w Ottawie służby publiczne nie tylko mogą, ale wręcz są zachęcane do korzystania w miarę możliwości z innych języków niż urzędowe, jeśli poprawia to jakość opieki. W Brukseli belgijskie przepisy z 1966 r. co do zasady tego zabraniają, choć – jak zauważa autor analizy – często i słusznie są w tym zakresie łamane.
Nie brakuje dzieci francuskojęzycznych
Podobnie jak przetrwanie niderlandzkiego w Brukseli, przetrwanie francuskiego w Ottawie zależy nie tyle od jego obecności w usługach publicznych, co w edukacji. Szkoły niderlandzkojęzyczne w Brukseli stoją przed ogromnymi wyzwaniami. 75 procent ich uczniów nie mówi w domu po niderlandzku, a w wielu klasach nie ma ani jednego ucznia niderlandzkojęzycznego. Coraz trudniej jest też pozyskać i zatrzymać nauczycieli. Można by oczekiwać, że szkoły francuskojęzyczne w Ottawie są w jeszcze gorszym położeniu. Okazuje się jednak, że tak nie jest.
Podobnie jak w przypadku edukacji niderlandzkojęzycznej w Brukseli, udział szkolnictwa francuskojęzycznego w Ottawie rośnie – z 13 procent w 2002 r. do 23 procent w 2023 r. Skąd biorą się ci uczniowie? Bardzo niewielu z nich pochodzi z francuskojęzycznych rodzin „Canadiens de souche". Wskaźnik urodzeń w tych rodzinach jest niski, a wiele z nich przeprowadza się na zaplecze Quebecu. Podobnie w Brukseli niderlandzkojęzyczne rodziny „Belgo-Belges" mają niewiele dzieci, a wiele z nich wyprowadza się na tańsze, bardziej zielone i bezpieczniejsze flamandzkie przedmieścia.
W Brukseli ten niedobór w dużej mierze równoważy atrakcyjność szkół niderlandzkojęzycznych dla rodzin z większościowej wspólnoty językowej. W brukselskich szkołach niderlandzkojęzycznych dzieci wyłącznie francuskojęzycznych jest czterokrotnie więcej niż dzieci wyłącznie niderlandzkojęzycznych. W Ottawie tak nie jest.
Ograniczenia w dostępie do szkół francuskojęzycznych
Po pierwsze, znajomość francuskiego nie ma w Ottawie takiego znaczenia ekonomicznego jak znajomość niderlandzkiego w Brukseli. Po drugie, szkoły francuskojęzyczne w Ottawie znacznie mocniej bronią się przed „inwazją" angielskiego niż brukselskie szkoły niderlandzkojęzyczne przed „inwazją" francuskiego. Spośród dzieci kanadyjskich przyjmowane są do nich wyłącznie te, które mają co najmniej jednego francuskojęzycznego rodzica.
W Brukseli dzieci z co najmniej jednym niderlandzkojęzycznym rodzicem mają pierwszeństwo przy 65 procentach miejsc w wybranej szkole niderlandzkojęzycznej, ale ani w systemie francuskojęzycznym, ani niderlandzkojęzycznym nie obowiązuje kryterium językowe przy przyjęciu. W Ottawie nie ma natomiast symetrycznego ograniczenia w dostępie do szkół anglojęzycznych, co zapewnia prawo do nauki dzieciom, których rodzice nie mówią ani po francusku, ani po angielsku.
Co zatem sprawia, że szkołom francuskojęzycznym w Ottawie nie brakuje uczniów? Napływ imigrantów z krajów francuskojęzycznych, często przez Quebec – głównie z Haiti, Afryki Zachodniej i Afryki Północnej. W rezultacie, inaczej niż w brukselskich szkołach niderlandzkojęzycznych, język nauczania jest językiem ojczystym większości uczniów.
Do tych szkół uczęszczają również dzieci z rodzin pochodzenia zagranicznego, których językiem ojczystym nie jest ani francuski, ani angielski – prawo daje im wybór między oboma systemami. Większość wybiera jednak szkoły anglojęzyczne, a ich obecność w szkołach francuskojęzycznych nie wystarcza, by wyprzeć francuski jako wspólny język w szkole.
Nauczyciele i powody do niepokoju
A co z pozyskiwaniem nauczycieli? Wydaje się, że i tu nie ma większego problemu. Po pierwsze, cały system edukacji jest organizowany i finansowany na poziomie prowincji, a pensje nauczycieli w Ontario są nawet o 30 procent wyższe niż w Quebecu. Po drugie, w publicznych szkołach Quebecu obowiązuje zakaz noszenia hidżabu. Ontario nie wprowadziło takiego ograniczenia, co dodatkowo poszerza grono kandydatów do pracy w szkołach francuskojęzycznych w Ottawie.
W całej Kanadzie brakuje nauczycieli języka francuskiego, jednak bliskość Quebecu i jego polityka zdają się chronić szkoły francuskojęzyczne w Ottawie przed tym niedoborem – być może tylko tymczasowo. Brukselskie szkoły niderlandzkojęzyczne nie mogą liczyć na podobną różnicę między Brukselą a Flandrią w staraniach o pozyskanie i zatrzymanie nauczycieli. Gdy tylko nauczyciele zakładają rodziny, przenoszą się na flamandzkie przedmieścia Brukseli z tych samych powodów co inne niderlandzkojęzyczne rodziny.
Czy edukacja francuskojęzyczna w Ottawie ma jednak powody do niepokoju? Tak – chodzi o tzw. retencję, czyli zatrzymanie uczniów. Potrzebne są działania, by dzieci uczęszczające do francuskojęzycznej szkoły podstawowej kontynuowały naukę po francusku także w szkole średniej. Dotychczas przynoszą one efekty – udział edukacji francuskojęzycznej jest wyższy na poziomie średnim niż podstawowym. Większość uczniów, którzy idą na studia, wybiera jednak uczelnie anglojęzyczne. Stąd obawa, że ostatecznie nie wzmocnią oni wspólnoty francuskojęzycznych Kanadyjczyków, co jest jednym z wyraźnie deklarowanych celów edukacji francuskojęzycznej w anglojęzycznych prowincjach Kanady.
Czy Bruksela powinna zrezygnować z tego celu?
Czy edukacja niderlandzkojęzyczna w Brukseli ma podobny cel? Być może. Niektórzy flamandzcy politycy, zapytani o główne zadanie brukselskiego szkolnictwa niderlandzkojęzycznego – skoro nie można go już opisać jako zapewniania flamandzkim dzieciom w Brukseli nauki w języku ojczystym – określili je mianem „gemeenschapsvorming", czyli budowania wspólnoty.
Jednak ze względu na opisane różnice brukselskie szkolnictwo niderlandzkojęzyczne ma – zdaniem autora analizy – jeszcze mniejsze, a nawet znacznie mniejsze szanse na osiągnięcie tego celu niż francuskojęzyczne szkoły w Ottawie. Otwarte pozostaje pytanie, czy nie powinno po prostu z niego zrezygnować.