Wspólne patrole policji i wojska w brukselskich dzielnicach – minister spraw wewnętrznych chce rozszerzenia działań
Minister spraw wewnętrznych Bernard Quintin (MR) chce, aby wspólne patrole policjantów i żołnierzy pojawiły się również w dzielnicach Brukseli dotkniętych przemocą związaną z handlem narkotykami. W...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Minister spraw wewnętrznych Bernard Quintin (MR) chce, aby wspólne patrole policjantów i żołnierzy pojawiły się również w dzielnicach Brukseli dotkniętych przemocą związaną z handlem narkotykami. W rozmowie z portalem The Brussels Times polityk zapewnił, że ma w tej sprawie poparcie ministra obrony. Jak podkreślił, mimo serii ataków z ostatnich miesięcy pozostaje przekonany, że przyjęta strategia przynosi efekty.
Spis treści
Bruksela ma za sobą wyjątkowo niespokojne lato. Doszło m.in. do wybuchu, w którym zginął strażak, oraz do ostrzelania komisariatu policji na Anderlechcie. W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy w stolicy odnotowano aż 150 strzelanin i 22 eksplozje.
Atak na komisariat jako sygnał
Jak przyznaje minister, ostrzelanie budynku policji było zdarzeniem bez precedensu. „Z tego, co wiem, to pierwszy raz, gdy doszło do ataku na komisariat” – powiedział Quintin. W jego ocenie jest to niepokojące, ale jednocześnie może świadczyć o skuteczności działań służb, które zakłócają funkcjonowanie narkotykowego biznesu.
„Przyszli nam powiedzieć: zostawcie nas w spokoju i pozwólcie dalej handlować” – stwierdził minister. Jego zdaniem taki sygnał powinien być dla władz dodatkową motywacją do dalszego działania.
Patrole poza stacjami kolejowymi i metra
Quintin poinformował, że wspólnie z ministrem obrony Theo Franckenem (N-VA) uzgodnił zwiększenie liczby mieszanych patroli oraz rozszerzenie obszaru, na którym mogą one działać. Policjanci i żołnierze mieliby, tam gdzie będzie to konieczne, pełnić służbę również poza dworcami kolejowymi i stacjami metra, czyli bezpośrednio w dzielnicach najbardziej dotkniętych problemem.
Chodzi o miejsca, w których potrzeby są największe. Minister wymienił w tym kontekście Anderlecht i Molenbeek, zaznaczając jednocześnie, że lista nie jest zamknięta. Działania mają być prowadzone we współpracy z lokalną policją, ponieważ to do niej należą te obszary. Quintin zastrzegł, że obaj ministrowie zgadzają się co do samej zasady, ale propozycja musi jeszcze trafić pod obrady rządu.
Minister nie chciał podać, ilu dodatkowych policjantów i żołnierzy miałoby zostać skierowanych do służby. Przypomniał, że od objęcia urzędu kładzie nacisk na rozwój policji dzielnicowej. Funkcjonariusze dobrze znający swoje okolice mogą wspierać kolegów reagujących na wezwania, co jego zdaniem ma znaczenie zarówno dla rzeczywistego bezpieczeństwa, jak i poczucia bezpieczeństwa mieszkańców.
Minister broni skuteczności mieszanych patroli
Pytany, dlaczego jest przekonany o skuteczności takiego rozwiązania, mimo że po skierowaniu wojska do służby przemoc związana z handlem narkotykami nie zmalała, Quintin wskazał na dotychczasowe doświadczenia. Jego zdaniem wspólne patrole sprawdzają się dobrze, a na dworcach i stacjach metra widoczny jest spadek przestępczości. Jak dodał, trudno dokładnie zmierzyć ten efekt, ale z rozmów z mieszkańcami i krótkich badań wynika również, że wzrosło ich poczucie bezpieczeństwa.
Na uwagę, że wykonywanie zadań policyjnych nie należy do kompetencji wojska, minister odpowiedział, że przemoc narkotykowa została uznana za sprawę pilną dla całego kraju i dlatego wykorzystywane są wszystkie dostępne środki. Walka z tym zjawiskiem powinna być priorytetem każdego właściwego organu, w granicach jego kompetencji. „Być może przegraliśmy kilka bitew, ale musimy wygrać tę wojnę” – podkreślił.
Quintin odrzucił również sugestię, że większa liczba mundurowych na ulicach może prowadzić do eskalacji przemocy. Jak stwierdził, potrzeba więcej ludzi w terenie, a osoby zajmujące się handlem narkotykami powinny trafiać do więzień. Ulice, jak zaznaczył, należą do mieszkańców i policji, a nie do przestępców.
Bez szybkich rozwiązań i bez stref bez prawa
Minister przyznaje, że wielu mieszkańców Brukseli nie ocenia sytuacji równie optymistycznie, i apeluje o realizm. W jego ocenie nikt, kto twierdzi, że handel narkotykami i związaną z nim przestępczość zorganizowaną można opanować w ciągu kilku miesięcy, nie mówi prawdy. Problem dotyczy w różnym stopniu Belgii, Europy i całego świata.
Jednocześnie Quintin zdecydowanie odrzucił tezę o istnieniu w kraju obszarów pozostających poza kontrolą państwa. Jak zaznaczył, w Belgii są trudne dzielnice, ale nie ma miejsc, w których policja nie mogłaby działać ze względu na zbyt duże zagrożenie.
Odpowiedzialność i polityczne spory
Minister nie zgadza się z zarzutem, że politycy ograniczają się do zapowiedzi dotyczących walki z narkotykami, a w praktyce robią zbyt mało. Twierdzenie, że wszystko sprowadza się do komunikacji, uznał za niesprawiedliwe i lekceważące wobec policjantów, żołnierzy, pracowników ochrony oraz funkcjonariuszy brukselskiego przewoźnika STIB/MIVB, którzy każdego dnia pracują w terenie. Jego zdaniem o podejmowanych działaniach trzeba również informować, aby pokazać mieszkańcom, że służby są obecne i reagują.
Quintin odniósł się także do wzajemnego obarczania się odpowiedzialnością przez polityków. Jak stwierdził, każdy powinien wziąć na siebie swoją część odpowiedzialności, podczas gdy zbyt wiele osób uważa, że winę ponosi ktoś inny. Minister zgadza się z postulatem zakończenia politycznych gier, zwracając jednak uwagę, że nierzadko prowadzą je właśnie ci, którzy publicznie apelują o ich zakończenie. Zastrzegł przy tym, że nigdy nie twierdził, iż za sytuację odpowiada wyłącznie kilku brukselskich burmistrzów. Uznał jednak, że zbyt łatwo przychodzi im stwierdzenie, że nie odpowiadają za to, co dzieje się na terenie ich gmin.
Młodzi ludzie wykorzystywani przez siatki przestępcze
Istotną częścią problemu jest, zdaniem ministra, wykorzystywanie młodych osób pozbawionych perspektyw. Coraz więcej z nich angażuje się w handel narkotykami oraz w tzw. przestępczość na zlecenie („crime as a service”). Dotyczy to zwłaszcza małoletnich przebywających w Belgii bez opieki, którzy są dla siatek przestępczych łatwym celem.
Wśród koniecznych działań Quintin wymienia szybsze odsyłanie osób, które nie mają prawa pozostać w Belgii. Potrzebna jest przy tym odpowiednia liczba miejsc w więzieniach i zamkniętych ośrodkach, aby osoba przebywająca w kraju nielegalnie, zatrzymana przez policję, mogła zostać umieszczona w takiej placówce. Część z tych osób otrzymała już kilka nakazów opuszczenia terytorium.
Jak zaznaczył minister, każdy jest w Belgii mile widziany, jeśli przyjeżdża legalnie, a kraj doświadczał kolejnych fal migracji jeszcze przed drugą wojną światową. Osoba, która przebywa jednak w Belgii nielegalnie i popełnia przestępstwa, w pewnym momencie przestaje być mile widziana i musi wyjechać. Równolegle konieczne jest wzmacnianie profilaktyki i prowadzenie kampanii informacyjnych przypominających, że zażywanie narkotyków szkodzi zdrowiu i jednocześnie finansuje działalność siatek przestępczych.
Wizerunek stolicy i współpraca europejska
Pytany o wpływ przemocy na międzynarodową reputację Brukseli, były dyplomata przyznał, że obecna sytuacja wyraźnie obciąża wizerunek miasta. Jednocześnie podkreślił, że nie jest to problem wyłącznie belgijski ani dowód na to, że kraj nie potrafi sobie z nim poradzić. Jak zauważył, mieszkańcy Belgii bywają nadmiernie skłonni do krytykowania własnego kraju, podczas gdy z poważnymi trudnościami zmagają się także dzielnice Amsterdamu, miejscowości w Szwecji oraz wiele średniej wielkości miast we Francji.
Minister opowiada się za ściślejszą współpracą z europejskimi partnerami, również na poziomie wymiaru sprawiedliwości. Jego zdaniem działające ponad granicami siatki przestępcze wymagają skoordynowanej odpowiedzi międzynarodowej.
Quintin nie chciał natomiast prognozować, kiedy przemoc związana z handlem narkotykami zacznie słabnąć. Jak zaznaczył, nie zamierza obiecywać rozwiązania wszystkich problemów w ciągu pół roku, ponieważ jest to zadanie długofalowe. Na osiągnięcie rezultatów pozostają jeszcze dwa do trzech lat, a minister deklaruje, że jest przekonany o skuteczności obranego kierunku.