Praca zamiast kieszonkowego – co trzeci student w Belgii dorabia na czynsz i jedzenie
Blisko trzech na dziesięciu studentów przeznacza pieniądze zarobione w pracy dorywczej na podstawowe wydatki, takie jak jedzenie czy czynsz – wynika z badania przeprowadzonego przez NowJobs i...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Blisko trzech na dziesięciu studentów przeznacza pieniądze zarobione w pracy dorywczej na podstawowe wydatki, takie jak jedzenie czy czynsz – wynika z badania przeprowadzonego przez NowJobs i iVox. Wraz ze zwiększeniem limitu dozwolonych godzin pracy studenckiej godzenie nauki z zarabianiem staje się dla części młodych osób poważnym wyzwaniem, a granica między statusem studenta i pracownika coraz bardziej się zaciera.
Spis treści
Pobudka o godz. 7.00, zajęcia przez cały dzień, później zmiana w restauracji, powrót do domu około północy, sen i następnego dnia wszystko od początku. Tak wygląda codzienność 24-letniej Clémence, studentki komunikacji stosowanej w IHECS. Życie bez pracy obok studiów, które i tak pochłaniają jej mnóstwo czasu, jest dla niej niemożliwe. „Poza zasiłkiem rodzinnym nie dostaję żadnej pomocy. Muszę opłacić codzienne życie, zakupy, czynsz, studia. Odkąd nie mieszkam u rodziców, ta praca jest mi potrzebna” – tłumaczy.
Ten intensywny rytm dobrze zna również 22-letnia Apolline, która rozpoczyna ostatni rok studiów licencjackich z pielęgniarstwa. Obok zajęć i licznych praktyk szpitalnych łączy co miesiąc aż sześć prac studenckich: jako opiekunka medyczna, animatorka na oddziale pediatrycznym, pracownica przy obsłudze wydarzeń, w piekarni, w sklepie oraz jako opiekunka do dzieci wieczorami. „Z tych pieniędzy finansuję przede wszystkim dodatkowe koszty związane ze studiami: dojazdy na praktyki, które bywają bardzo daleko od domu, sprzęt medyczny, posiłki. A to wszystko, choć niepozorne, kosztuje miesięcznie całkiem sporo” – wyjaśnia. Dodaje, że nie musi ponosić kosztów czynszu, ponieważ mieszka z rodzicami.
Praca przez cały rok, nie tylko latem
Z badania NowJobs i iVox, przeprowadzonego wśród 1 104 studentów z Walonii i Brukseli, wynika, że Apolline i Clémence należą do 28 procent osób, które wykorzystują zarobki z pracy dorywczej na pokrywanie podstawowych wydatków, takich jak wyżywienie i czynsz. Według danych federalnego urzędu ubezpieczeń społecznych ONSS/RSZ w 2025 r. w Belgii odnotowano 649 055 studentów pracujących dorywczo. Zdecydowana większość z nich pracuje obecnie przez cały rok, a nie wyłącznie podczas wakacji.
Trudne godzenie nauki z pracą
Zarówno w Regionie Stołecznym Brukseli, jak i w Walonii najwięcej studentów przyciąga sektor gastronomii i hotelarstwa (horeca), a następnie handel i przemysł. Przy limicie 650 godzin pracy studenckiej rocznie pokusa zarabiania kosztem obecności na zajęciach może być duża. Według szacunków ONSS/RSZ w 2025 r. student pracował średnio 225 godzin w ciągu roku.
Apolline boleśnie przekonała się, jakie mogą być tego konsekwencje. „Na samym początku studiów za dużo pracowałam. Źle rozplanowałam sobie czas na powtórki i przez to oblałam rok. Musiałam go powtarzać i sama zapłacić czesne. Od tamtej pory priorytetem są studia, a nie praca” – opowiada przyszła pielęgniarka.
O ile Apolline wydaje się dziś znajdować właściwą równowagę, o tyle Clémence przychodzi to znacznie trudniej. „Nie będę kłamać, ciężko mi to pogodzić. Kiedy wracam do domu po całym dniu i jest już północ, trudno zabrać się za prace na uczelnię, zrobić coś dla siebie albo mieć satysfakcjonujące życie towarzyskie. Nie mogę sobie pozwolić na opuszczanie zajęć. Muszę więc zacisnąć zęby” – mówi.
Dla 26-letniego Enzo, studenta dziennikarstwa, dodatkowym wyzwaniem są godziny pracy narzucone przez lokal, w którym jest zatrudniony. „Muszę dorabiać, żeby zapełnić lodówkę. W czwartki zaczynam wczesnym wieczorem i kończę o godz. 3.00 nad ranem. Jeśli następnego dnia zajęcia nie są obowiązkowe, nie idę na nie i nadrabiam później” – przyznaje.
Praca w trakcie sesji
Problemem są nie tylko opuszczane zajęcia, ale również konieczność odpowiedniego organizowania pracy wokół wymagań uczelni. Z badania NowJobs i iVox wynika, że 18 procent ankietowanych studentów dorabia także w okresie nauki przed egzaminami. Apolline po swoim niepowodzeniu ogranicza wtedy liczbę godzin pracy, natomiast Enzo i Clémence pracują dalej.
„Były takie sesje, kiedy więcej pracowałem, niż się uczyłem. To wpływa na zmęczenie, koncentrację i myślenie” – przyznaje Enzo, dla którego najważniejsza pozostaje dobra organizacja. Z wyprzedzeniem sprawdza terminy egzaminów i odpowiednio wcześniej blokuje u pracodawcy dni poprzedzające sesję.
Sama umiejętność organizacji nie zawsze wystarcza jednak, by ograniczyć wpływ pracy na przebieg studiów. Zdaniem Bernarda Fusuliera, profesora socjologii i współautora badania na ten temat na UCLouvain, praca studencka może być sposobem na socjalizację zawodową, zdobycie pierwszego doświadczenia i nawiązanie przydatnych kontaktów. Naukowiec od razu jednak zastrzega: „Dla wielu osób oznacza to obciążenie, które przekłada się przede wszystkim na mniej czasu poświęcanego nauce. Wraz ze współpracownikami wykazaliśmy, że zdobywanie punktów uniwersyteckich oraz liczba ponownych zapisów na ten sam kierunek są negatywnie powiązane z wymiarem pracy studenckiej, gdy przekracza on 400 godzin rocznie”.
Jean-François Orianne, socjolog z Uniwersytetu w Liège, idzie o krok dalej. „Równość szans na sukces jest daleka od zapewnienia. Właśnie tu widać bardzo duże nierówności między studentami i wyraźne pęknięcie. Dla jednych praca jest koniecznością, dla innych to kieszonkowe, a dla części w ogóle nie istnieje, bo nie ma takiej potrzeby” – zauważa.
Nie tylko dla pieniędzy
Inaczej wygląda sytuacja 20-letniego Hugona, który rozpoczyna drugi rok chemii na Université libre de Bruxelles (ULB). Aby finansować swoje amatorskie starty kolarskie, w każdą sobotę przez cztery godziny prowadzi zajęcia z łucznictwa. Hierarchia priorytetów zawsze była dla niego jasna – studia są na pierwszym miejscu. „Ponieważ to tylko kilka godzin tygodniowo, kontynuuję je także w czasie sesji. Za to w wakacje zajęcia zmieniają się w tygodniowe obozy dla dzieci. Jeśli mam poprawkę, nie biorę w nich udziału” – opisuje.
Choć zamierza znaleźć kolejną pracę studencką, aby móc więcej inwestować w kolarstwo, nie chce rezygnować ze swojego priorytetu. „Sezon kolarski faktycznie kosztuje. Bez pracy nie mógłbym dalej jeździć. Ale gdyby zajmowała mi za dużo czasu, to chyba musiałbym ograniczyć godziny pracy albo najpierw ograniczyć rower” – mówi.
Dla Apolline, poza kwestią finansową, ważne jest również zdobywanie nowych kompetencji zawodowych. „Musiałam na przykład prowadzić animacje na onkologii dziecięcej, czego nigdy nie robiłam w toku studiów. Mam okazję zobaczyć, jak różnie funkcjonują oddziały tego samego szpitala, poznać nowe praktyki i sprzęt. To przyda mi się w przyszłości. To właśnie uwielbiam w tej pracy” – opowiada.
Zdaniem Jeana-François Orianne’a chęć zdobywania doświadczenia wynika ze świadomości trudności związanych z wejściem na rynek pracy. „Pracodawcy nie oczekują już wyłącznie dyplomu, ale też doświadczenia, którego młodzi absolwenci nie mają albo mają niewiele. Praca studencka staje się wtedy strategią zwiększenia swojej atrakcyjności na rynku dzięki lepszemu CV” – wyjaśnia.
Od dorywczej pracy do etatu
Chęć zdobywania doświadczeń zderza się jednak z realiami dotyczącymi czasu, jaki studenci mogą poświęcić na pracę. W niektórych latach Enzo przekraczał nawet ustawowy limit 650 godzin rocznie. Za podniesieniem tego pułapu opowiada się 35 procent studentów z Walonii.
Enzo, Clémence, a nawet Apolline przychylają się do tej tendencji, natomiast Hugo pozostaje bardziej powściągliwy. „Wielu studentów musi płacić za pokój, czesne i codzienne życie, więc są zmuszeni pracować. Ten limit godzin może więc być dla nich ograniczeniem. Ale z drugiej strony rozumiem, dlaczego istnieje – jesteśmy studentami, a nie pracownikami” – stwierdza.
Podobnie ocenia sytuację Bernard Fusulier. „Zasadniczo praca dorywcza oznacza zadanie okazjonalne, drobne zajęcie, co ma sens przy organizacji roku akademickiego. Tymczasem przy limicie ustalonym obecnie na 650 godzin rocznie przekaz władz brzmi tak, że to normalne, bo legalne, być studentem w pełnym wymiarze i jednocześnie pracować w wymiarze przekraczającym jedną trzecią etatu” – ocenia socjolog. Podsumowuje: „Mamy tu do czynienia z przejściem od studenta dorabiającego do studenta pracującego”.