„Błazen Brukseli” wspiął się na kościół na Saint-Gilles – pół godziny przemawiał o miłości i sam wezwał służby
Mężczyzna wspiął się na wysokość około ośmiu metrów, na portal kościoła Saint-Gilles w brukselskiej gminie Saint-Gilles. Autor akcji, występujący jako samozwańczy „Błazen Brukseli”, a naprawdę...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Mężczyzna wspiął się na wysokość około ośmiu metrów, na portal kościoła Saint-Gilles w brukselskiej gminie Saint-Gilles. Autor akcji, występujący jako samozwańczy „Błazen Brukseli”, a naprawdę nazywający się Aurelien Delez, chciał przez pół godziny głosić przesłanie miłości. Na zakończenie sam powiadomił o swoim działaniu służby ratunkowe.
Spis treści
To nie pierwsza akcja „Le Bouffon de BX”
Aktywista ma już na koncie inne głośne wystąpienia. Kilka miesięcy temu udało mu się zwiększyć ciśnienie wody w Manneken Pis, przez co strumień z siusiającej figurki sięgał poza ogrodzenie. Tamta akcja miała być protestem przeciwko „szaleństwu klasy politycznej”.
Aureola na portalu kościoła
Wspinając się na kościół Saint-Gilles – przy wsparciu ruchu aktywistycznego Extinction Rebellion – Delez chciał przekazać przesłanie dotyczące tolerancji i miłości. Korzystając z ośmiometrowej drabiny, w sobotę około godz. 19.00 dostał się na portal świątyni. Na miejscu założył aureolę, a następnie zawiadomił służby ratunkowe.
Służby przyjechały chwilę później w dużej liczbie: z podnośnikiem, kilkoma karetkami i kilkoma radiowozami. Mimo to „Le Bouffon” przez ponad pół godziny mógł bez przeszkód przemawiać przez nagłośnienie do około 40 zgromadzonych osób.
Konfetti w stronę policjantów
Przy zejściu z portalu błaznowi pomogło dwóch strażaków. Po powrocie na ziemię Delez wystrzelił jeszcze z armatki konfetti w kierunku kilku policjantów. Funkcjonariusze spisali jego dane. Na razie nie wiadomo, czy aktywista będzie musiał pokryć koszty interwencji służb.
Sam Delez, który od razu zaprosił wszystkich obecnych na kolejną akcję w październiku, jest bardzo zadowolony ze swojego wyczynu. „W czasach militaryzmu ważniejsze niż kiedykolwiek jest, żeby móc śmiać się z zastanego porządku” – mówi. „Wciąż za mało rozmawiamy o miłości. To niedopuszczalne.”