17 lat więzienia w sprawie Grégory’ego Lenociego – wyrok z Namur wywołał debatę o wymierzaniu sprawiedliwości na własną rękę
Sąd karny w Namur skazał w czwartek Grégory’ego Lenociego na 17 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa Marca P., do którego doszło 24 lipca 2025 r. w Jambes. Sąd orzekł dodatkowo oddanie...
Zdj. Policja Federalna Sąd karny w Namur skazał w czwartek Grégory’ego Lenociego na 17 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa Marca P., do którego doszło 24 lipca 2025 r. w Jambes. Sąd orzekł dodatkowo oddanie skazanego do dyspozycji sądu ds. wykonania kar na okres dziesięciu lat. Wyrok wywołał gwałtowne reakcje – przed gmachem sądu zebrały się dziesiątki zwolenników 49-letniego mieszkańca Namur, a sprawa ponownie otworzyła debatę o zaufaniu do wymiaru sprawiedliwości i reagowaniu na przemoc seksualną wobec dzieci.
Spis treści
- Sąd: to oskarżony doprowadził do zdarzenia
- Zwolennicy przed sądem i zapowiedź apelacji
- Bouchez mówi o wyroku „niesprawiedliwym i nieproporcjonalnym”
- Dlaczego część opinii publicznej legitymizuje samosąd
- Silne emocje, słaba profilaktyka
- Spór o to, czego wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie zapewnić
Sąd: to oskarżony doprowadził do zdarzenia
Grégory Lenoci odpowiadał za brutalną napaść na Marca P. w swoim mieszkaniu przy rue des Bruyères w Jambes. Jak wynika z akt sprawy, zaprosił pokrzywdzonego, aby uzyskać wyjaśnienia po tym, jak dowiedział się o czynach, których Marc P. miał dopuścić się wobec jego syna. Skazany podejrzewał sąsiada o wykorzystanie seksualne swojego pasierba, mającego wówczas sześć lat.
Obrona domagała się uniewinnienia, argumentując, że oskarżony działał pod wpływem nieodpartego przymusu po uzyskaniu tych informacji. Sąd nie podzielił jednak tej argumentacji.
W uzasadnieniu wyroku sąd uznał, że to sam Grégory Lenoci doprowadził do zdarzenia. Umówił się z Marcem P. i nie wspomniał o tym spotkaniu policjantom, którzy kilka godzin wcześniej przyjechali do jego mieszkania. Zdaniem sądu w ten sposób sam doprowadził do spotkania i zapewnił sobie swobodę działania, przyjmując pokrzywdzonego u siebie. Skutki napaści okazały się wyjątkowo poważne.
Jak przypominała w mowie oskarżycielskiej podczas czerwcowego procesu zastępczyni prokuratora królewskiego, nikt nie może samodzielnie wymierzać sprawiedliwości.
Zwolennicy przed sądem i zapowiedź apelacji
Wyrok nie spotkał się jednak z jednomyślną akceptacją opinii publicznej. W czwartek przed sądem w Namur zebrało się kilkadziesiąt osób popierających skazanego. Na transparentach pojawiły się hasła takie jak „Uwolnić bohatera, zamknąć pedofilów”, „Niech żyje sprawiedliwość ludowa” czy „Niewydolny wymiar sprawiedliwości”. Mobilizacja nasiliła się również w mediach społecznościowych, gdzie wiele osób przedstawia mieszkańca Namur jako człowieka, który chciał sam wymierzyć sprawiedliwość wobec systemu postrzeganego jako nieskuteczny.
Sam skazany przyznał, jak podaje serwis 7sur7, że jego reakcja była nieproporcjonalna, ale zapewnił, że nigdy nie zamierzał zabić. Według tego samego źródła zapowiedział wniesienie apelacji.
- Jeśli my, jako rodzice, nie jesteśmy od tego, żeby chronić nasze dzieci, to po co jesteśmy? – stwierdził.
Bouchez mówi o wyroku „niesprawiedliwym i nieproporcjonalnym”
Sprawa odbiła się szerokim echem również na scenie politycznej. Georges-Louis Bouchez zabrał głos w serwisie X, określając rozstrzygnięcie sądu jako niesprawiedliwe i nieproporcjonalne. Jak zaznaczył przewodniczący liberalnej partii MR, nie ma oczywiście mowy o braniu sprawiedliwości we własne ręce i skazanie jest konieczne, jednak kara 17 lat więzienia budzi jego zdaniem pytania, biorąc pod uwagę okoliczności sprawy oraz opieszałość wymiaru sprawiedliwości.
Polityk zapowiedział jednocześnie złożenie projektu, zgodnie z którym zawiadomienie o pedofilii dotyczące osoby wcześniej już skazanej skutkowałoby 48-godzinnym zatrzymaniem prewencyjnym. Rozwiązanie to miałoby zmusić wymiar sprawiedliwości do rozpatrzenia sprawy w określonym terminie i ustalenia rzeczywistego poziomu zagrożenia.
Dlaczego część opinii publicznej legitymizuje samosąd
Poparcie, jakim cieszy się skazany, rodzi pytanie, dlaczego część osób uznaje prywatne wymierzanie sprawiedliwości za uzasadnione, gdy instytucje są postrzegane jako niewydolne. Zjawisko to analizuje Margaux Coquet, doktor prawa karnego i nauk kryminalnych na UCLouvain.
Jak wyjaśnia badaczka, wiele osób uważa, że jeśli wymiar sprawiedliwości nie wywiązuje się ze swojej części umowy, czyli nie zapewnia odpowiedzi uznawanej za satysfakcjonującą, obywatel niemal automatycznie może przestać wywiązywać się ze swojej. Chodzi o powstrzymanie się od samosądu z szacunku dla umowy społecznej i przekazania prawa do karania legitymowanej władzy, jaką jest państwo.
Nie wszyscy jednak podzielają taki sposób myślenia. Jak zaznacza ekspertka, inni traktują zakaz samosądu jako społeczne tabu i podkreślają, że właśnie na tej zasadzie w dużej mierze opiera się państwo prawa. Jeśli obywatele przestaną respektować instytucję sądową, erozji może ulec cały system społeczny.
Silne emocje, słaba profilaktyka
Sprawy dotyczące przestępstw seksualnych wobec dzieci są, zdaniem badaczki, szczególnie podatne na wywoływanie takiego kryzysu zaufania. Są szeroko nagłaśniane przez media i budzą bardzo silne emocje. Dziecko stało się z czasem figurą symboliczną, wokół której skupiają się szczególne oczekiwania dotyczące ochrony i karania.
Margaux Coquet zwraca jednak uwagę na paradoks. Bardzo silne emocje kontrastują ze słabą opieką nad osobami, które przejawiają skłonności pedofilne, ale nie dopuściły się jeszcze czynu. Istnieje niewiele rozwiązań umożliwiających wsparcie psychologiczne lub socjalne przed przekroczeniem tej granicy. Społeczeństwo reaguje więc bardzo zdecydowanie po popełnieniu przestępstwa, ale znacznie mniej inwestuje w zapobieganie. Jak dodaje badaczka, duża część tej przemocy, zwłaszcza gdy dochodzi do niej w rodzinie, nigdy nie zostaje zgłoszona.
Spór o to, czego wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie zapewnić
Zdaniem ekspertki w tej sprawie widoczne jest przede wszystkim oczekiwanie, że coś się wydarzy i że zostanie wypełniona pewna pustka. Istnieje bowiem coś, czego państwo i instytucja sądowa nie potrafią zapewnić.
Często pojawia się postulat zwiększenia środków dla wymiaru sprawiedliwości. Jak jednak zaznacza Margaux Coquet, jest to tylko jedno z możliwych wyjaśnień, a rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Nigdy nie da się zapewnić sądom takich środków, aby mogły rozpatrzyć wszystkie popełniane przestępstwa – i nie byłoby to nawet pożądane, ponieważ oznaczałoby życie w państwie policyjnym.
Badaczka odrzuca również proste przeciwstawienie obu porządków. Nie można zestawiać spokojnej i pokojowej sprawiedliwości państwowej z brutalną sprawiedliwością prywatną, ponieważ w obu przypadkach mamy do czynienia z przemocą. Różnica polega na tym, że w jednym przypadku jest to przemoc prywatna, a w drugim – przemoc państwowa, legitymizowana przez cały aparat sądowy i prawny.
Niektóre formy sprawiedliwości naprawczej i transformatywnej próbują proponować inne rozwiązania, obejmujące zarówno pokrzywdzonych, jak i sprawców, i nieopierające odpowiedzi wyłącznie na przemocy karnej – choć, jak przyznaje ekspertka, nie zawsze rozwiązania te działają idealnie.
Przede wszystkim jednak, jej zdaniem, należałoby doprowadzić do tego, aby wiele zachowań przestało podlegać systemowi karnemu. Policja i sądy mogłyby wtedy skoncentrować się na czynach uznawanych za najpoważniejsze, wobec których nie istnieją inne narzędzia reagowania. To właśnie ta dyskusja powinna się odbyć – jakiej formy opieki i odpowiedzi społecznej rzeczywiście oczekujemy wobec zachowań, którymi obecnie nikt się nie zajmuje albo zajmuje się nimi niewłaściwie.
Jeśli doświadczasz przemocy lub znajdujesz się w trudnej sytuacji, pomoc jest dostępna. W Belgii można skontaktować się z bezpłatną linią wsparcia 1712, działającą w sprawach przemocy, a w sytuacji bezpośredniego zagrożenia – z numerem alarmowym 112.