Przeloty nad Brukselą wracają na wokandę – rząd federalny ma przedstawić rozwiązania do 1 października
Około czterdziestu rodzin z Brabancji Flamandzkiej pozwało państwo belgijskie, mówiąc o „brutalnym ataku na jakość ich życia”, ponieważ nad ich dzielnicami przebiega trasa podejścia RNP 07L....
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Około czterdziestu rodzin z Brabancji Flamandzkiej pozwało państwo belgijskie, mówiąc o „brutalnym ataku na jakość ich życia”, ponieważ nad ich dzielnicami przebiega trasa podejścia RNP 07L. Informacja ta pojawiła się na początku tygodnia. Sprawa wpisuje się w szerszy spór o przeloty nad stolicą, w którym rząd federalny ma przedstawić konkretne rozwiązania do 1 października. Zdaniem eksperta z Wolnego Uniwersytetu Brukseli (ULB) Frédérica Dobruszkesa techniczne wyjścia z sytuacji istnieją.
Spis treści
Trasa RNP 07L pod ostrzałem krytyki
Rodziny mieszkające w Dilbeek, Lennik i Roosdaal wskazują na tę trasę powietrzną, którą samoloty podchodzą do pasa 07L. Maszyny przelatują najpierw nad tymi gminami, a następnie nad północno-zachodnią częścią Brukseli, w tym nad Molenbeek i Koekelberg.
Rodziny nie są jedynymi, które krytykują taki wybór trasy. Skierowanie sprawy do sądu zapowiedział również rząd Regionu Stołecznego Brukseli. Ruch obywatelski Free Air 4 Brussels mówi o wyborze podyktowanym przepustowością, który poświęca zdrowie 270 000 mieszkańców Brukseli i Flandrii. Własne działania przygotowuje także administracja gminy Lennik.
Termin narzucony przez sąd
Jak informuje federalny minister mobilności Jean-Luc Crucke (Les Engagés), rząd dyskutuje o konkretnych propozycjach. Kalendarz sądowy wymaga, by decyzja na szczeblu federalnym zapadła do 1 października.
Data ta wynika z innego postępowania sądowego, dotyczącego 450 000 mieszkańców stolicy dotkniętych tą samą trasą lądowania. Francuskojęzyczny sąd pierwszej instancji w Brukseli skazał już wcześniej państwo i wyznaczył mu termin do października na przedstawienie środków, jakie zamierza wdrożyć, by dostosować się do brukselskiego rozporządzenia hałasowego.
Możliwości działania jest kilka: zmiana części tras, przegląd sposobu wykorzystania pasów startowych, ograniczenie uciążliwości nocnych, działania w zakresie planowania przestrzennego oraz ochrona mieszkańców już narażonych na hałas. Pytanie brzmi, po które z tych narzędzi sięgnie rząd federalny.
Konflikt między przedmieściami a miastem
„Jest jeden istotny element, wokół którego rozgrywa się ten konflikt: przedmieścia kontra miasto” – wskazuje Frédéric Dobruszkes, profesor ULB, uznany badacz FNRS i specjalista w dziedzinie geografii transportu.
„Przez przedmieścia rozumiem środowiska zamożne, o dochodach powyżej belgijskiej średniej, które osiedliły się na uboczu i nie akceptują tego hałasu. Organizują się w komitety mieszkańców, by ograniczyć uciążliwości albo się ich pozbyć. To gra w ping-ponga: próbuje się przerzucić hałas na inne przedmieście. Ale wskutek braku rozwiązań samoloty latają nad gęściej zaludnionymi dzielnicami” – dodaje ekspert. Jak zauważa, dobrze pokazuje to historia tras powietrznych.
Rozwiązania techniczne istnieją
Zdaniem Frédérica Dobruszkesa, który od dawna zajmuje się problematyką przelotów nad Brukselą, istnieją techniczne sposoby wyeliminowania lotów nad najgęściej zabudowanymi dzielnicami.
„Trzeba bardziej odsunąć trasy takie jak trasa ringu, która biegnie na północnym zachodzie nad Neder-over-Heembeek, Laeken, Jette i Strombeek. Zostały one przybliżone do Brukseli, wystarczy je ponownie oddalić. Linie lotnicze nie mają żadnego interesu w przelatywaniu nad gęsto zaludnionymi dzielnicami. Ale oznaczałoby to więcej przelotów nad domami wolnostojącymi i wątpię, by rząd federalny był na to gotowy” – mówi.
Nikt nie jest też gotowy na zmniejszenie skali działalności lotniska. „Właśnie dlatego trzeba ograniczyć liczbę osób dotkniętych hałasem” – podkreśla ekspert ULB. „A następnie zdecydować o polityce planowania przestrzennego. Ze wstrzymaniem nowych inwestycji budowlanych na objętych obszarach, premiami na izolację i wywłaszczeniami w najbardziej narażonych dzielnicach.”
Loty nocne i nowy udziałowiec lotniska
Czy można ograniczyć loty nocne? Obecnie pułap operacji w porze nocnej, wynoszący 16 000 slotów między godz. 23.00 a 6.00, jest praktycznie wyczerpany. Naciski oparte na rekomendacjach i badaniach zmierzają jednak do wydłużenia nocy do ośmiu godzin, czyli do godz. 7.00 rano. Takie przesunięcie o godzinę odbyłoby się kosztem działalności gospodarczej, na co świat polityki nie ma ochoty.
W czerwcu ubiegłego roku Region Flamandzki odkupił 39 procent udziałów w Brussels Airport. Tym samym stał się bezpośrednio zainteresowany wynikami lotniska. „Flandria będzie chciała wykorzystywać port lotniczy jako motor gospodarczy i będzie z niego czerpać dywidendy. To nowa dana w tym problemie” – zwraca uwagę ekspert ULB.
Najtrudniejsza kwestia lądowań
Szczególnie trudna pozostaje sprawa lądowań. Kiedy dla uniknięcia wiatru w plecy samoloty powinny korzystać z trasy Oostrand, by dotrzeć do Zaventem, krzyżują pas wykorzystywany do startów.
„To skomplikowane dla skeyes, zmniejsza aktywność o jedną trzecią, oznacza opóźnienia” – relacjonuje ekspert ULB. „Coraz częściej lądujemy więc, przelatując nad Brukselą, ze wszystkimi uciążliwościami i ryzykiem, jakie się z tym wiąże.”
„Trudno znaleźć rozwiązanie dla lądowań i jednocześnie pozwalać, by ruch rósł” – konkluduje Frédéric Dobruszkes.