Ponad 4 tysiące osób na kempingu przed Antilliaanse Feesten – „kemping jest fajniejszy niż sam festiwal”
Pole namiotowe w Blauwbossen w Hoogstraten zapełniło się uczestnikami 42. edycji festiwalu Antilliaanse Feesten. Jak informuje VRT NWS, ponad 4 tysiące osób zajęło już miejsca na kempingu i...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Pole namiotowe w Blauwbossen w Hoogstraten zapełniło się uczestnikami 42. edycji festiwalu Antilliaanse Feesten. Jak informuje VRT NWS, ponad 4 tysiące osób zajęło już miejsca na kempingu i przygotowuje się na trzy dni w karaibskiej atmosferze. Wydarzenie słynie z muzyki salsa i latino, ale także z wyjątkowego klimatu panującego na polu namiotowym. Dla wielu uczestników największą atrakcją są właśnie pobyt na kempingu i wspólnie spędzany czas, a nie same koncerty.
Spis treści
Wyścig o najlepsze miejsce
Czwartkowy poranek na kempingu przypominał dobrze zorganizowany chaos. W tym roku na polu namiotowym przebywa ponad 4 tysiące osób, a każda z nich starała się znaleźć jak najlepsze miejsce. „Właśnie trochę wytyczyliśmy nasz teren, ale w zeszłym roku mieliśmy lepsze miejsce. Znowu wszystko poszło bardzo szybko” – śmieje się nauczyciel salsy Patrick, który wraz z kilkorgiem znajomych z Paryża rozstawia składaną przyczepę.
Więcej szczęścia miały Sanne i Jacky z Holandii. „Znalazłyśmy najlepsze miejsce. Bardzo się cieszymy, jest ładne słońce” – opowiada Sanne, która przyjeżdża na festiwal od ponad 15 lat. Ma jednak inny problem – brakuje jej młotka potrzebnego do rozstawienia namiotu. Żartobliwie apeluje więc, aby osoby mające dodatkowy egzemplarz przyniosły go na kemping Aruba.
Na miejscu rozkładają się również Tanja i jej córka Chloé, które przyjechały przyczepą. „Za chwilę dojedzie jeszcze sporo koleżanek, więc musimy trzymać miejsce, żeby każda mogła tutaj rozbić namiot” – mówi Tanja.
Uczestnicy mogli wjeżdżać na teren pola namiotowego od godz. 9.30. Jak relacjonuje jedna z kobiet, kolejki nie były długie, wszystko przebiegło sprawnie i można było bez pośpiechu rozpocząć rozładunek.
Antilliaanse Feesten należy do nielicznych festiwali, podczas których na czas rozładunku można wjechać samochodem bezpośrednio na kemping. Dzięki temu uczestnicy zabierają ze sobą bardzo dużo wyposażenia. Niektórzy przywożą nawet małą kuchnię. „Mamy mnóstwo mięsa, grill i napoje. Mamy wszystko poza narkotykami” – śmieje się Marc, który przyjeżdża na wydarzenie co roku od 2006 r. Ryan zabrał natomiast ze sobą cały bar. Jak wylicza, w samochodzie znalazły się między innymi składniki do cuba libre, rum Havana oraz whisky Jack Daniel’s.
„Dobra receptura” według organizatorów
Zdaniem współorganizatorki festiwalu Freyi Verschueren Antilliaanse Feesten przez 42 lata nie zmieniły się w zasadniczy sposób i właśnie w tym tkwi ich sukces. „Antilliaanse Feesten pozostały Antilliaanse Feesten. Oczywiście wszystko trochę urosło. Zaangażowanych jest więcej osób i występuje więcej artystów, ale sedno nigdy się nie zmieniło. To dobra receptura” – mówi organizatorka.
Tegoroczna edycja różni się jednak od poprzedniej w kilku szczegółach. Przeniesiono między innymi punkt sprzedaży żetonów. Kolejnych nowości Verschueren nie chce na razie zdradzać. „Ludzie z produkcji wprowadzili wiele dyskretnych ulepszeń. Co roku próbujemy czegoś nowego, żeby utrzymać uczestników w gotowości” – śmieje się.
W ciągu ostatnich 42 lat zmieniła się także organizacja samego kempingu. „Kiedyś był to jeden wielki, zorganizowany chaos. Wszyscy mogli biwakować jedni obok drugich. Teraz wszystko wygląda znacznie bardziej uporządkowanie. Kampery stoją razem, samochody są na parkingu, a namioty rozstawia się obok siebie” – wyjaśnia organizatorka. Jak dodaje, mimo większego porządku nadal udaje się zachować przyjazną atmosferę.
To właśnie osoby nocujące na kempingu, bardziej niż uczestnicy przyjeżdżający na jeden dzień, są najwierniejszą publicznością festiwalu. Verschueren podkreśla, że organizatorzy darzą ich szczególną sympatią, a ich obecność za każdym razem tworzy poczucie wielkiego braterstwa.
Festiwal sprawą drugorzędną
Dla wielu uczestników pobyt na kempingu jest najważniejszą częścią całego wydarzenia. „Wszyscy są dla siebie bardzo mili. Atmosfera jest świetna i jest tu przytulnie. Wielokulturowa muzyka dopełnia całości” – opowiada Sanne, według której pole namiotowe jest najlepszą częścią festiwalu. Inna uczestniczka mówi wprost, że wszyscy mają dobry humor i tworzą jedną wielką rodzinę.
„Każdy sobie pomaga i jest życzliwy wobec innych. Naprawdę można tutaj zawrzeć nowe przyjaźnie” – uważa Angeline. „Gotuje się razem i wspólnie robi zakupy. To właśnie jest najfajniejsze – wszystko robi się razem” – dodaje Patrick.
Podobnie uważają Jeltje i Roja z Holandii. „Właściwie teren festiwalu nie jest potrzebny, sam kemping wystarczy” – śmieją się, porównując to miejsce do magnesu, który nieustannie przyciąga ludzi.
Od parkietu po salon masażu
Organizatorzy starają się dodatkowo wzmacniać wyjątkowy klimat pola namiotowego. „Mamy namiot imprezowy i parkiet. Jest też specjalny »niebieski zagajnik« z dużą wieżą głośników, gdzie przez cały dzień grają didżeje. Ludzie tańczą tam przez całe popołudnie. Oczywiście działa również bar i dbamy o wystarczającą ilość cienia” – wylicza Verschueren.
Na kempingu funkcjonuje także własny sklep. Organizatorzy zapowiadają w nim dużą niespodziankę na piątek na godz. 15.00.
Wiele atrakcji przygotowują jednak sami uczestnicy. Jak opowiada organizatorka, jedni nadmuchują i napełniają wodą basen, inni układają parkiet do tańca, a jedna osoba otworzyła nawet własny salon masażu.
Na terenie festiwalu zaplanowano również szereg dodatkowych atrakcji. Oprócz koncertów uczestnicy mogą kupić gadżety na dużym festiwalowym targu, skorzystać z usług wizażystki lub zrobić sobie tatuaż. Działa także stoisko Jekka z odzieżą i biżuterią inspirowaną Afryką. W tym roku sprzedawana jest tam również ręcznie wykonana linia ubrań przygotowana specjalnie dla festiwalu.
Antilliaanse Feesten rozpoczynają się w czwartek wieczorem i potrwają do sobotniego wieczora.