Belgijskie bony usługowe na rozdrożu – rosnące oszustwa i presja oszczędności w sektorze zatrudniającym ponad 150 tysięcy osób
Sektor bonów usługowych (titres-services), będący jednym z filarów belgijskiego rynku pracy, znalazł się w kluczowym momencie. Silnie dotowany system pomocy przy sprzątaniu gospodarstw domowych...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Sektor bonów usługowych (titres-services), będący jednym z filarów belgijskiego rynku pracy, znalazł się w kluczowym momencie. Silnie dotowany system pomocy przy sprzątaniu gospodarstw domowych zapewnia w Belgii ponad 150 000 miejsc pracy, ale jednocześnie mierzy się z coraz większą skalą oszustw i rosnącym obciążeniem dla budżetu. Zdaniem dziennika L’Echo regiony stoją przed trudnym zadaniem: muszą zreformować system, nie pozbawiając go najważniejszych zalet. Problem jest szczególnie widoczny w Walonii, gdzie rozważane są oszczędności.
Spis treści
Ogromny sektor i wysokie koszty dla budżetu
System bonów usługowych został uruchomiony w 2004 r. i pozostaje rozwiązaniem niemal wyjątkowym w skali świata. Dzięki niemu dziesiątki tysięcy osób wyszły z szarej strefy i uzyskały legalne zatrudnienie objęte ubezpieczeniem. Obecnie sektor zatrudnia w Belgii ponad 150 000 pomocy domowych – niemal tyle samo osób, ile pracuje w branży budowlanej.
Model ten jest jednak w znacznym stopniu finansowany ze środków publicznych. Regiony pokrywają około dwóch trzecich kosztu każdego bonu, co stanowi dla ich budżetów poważne obciążenie. Szczególnie na południu kraju rozważane są zmiany w sposobie działania systemu. L’Echo pyta, czy wszystkie ponoszone wydatki są uzasadnione, i wskazuje, że wsparcie można byłoby lepiej ukierunkować. Z tanich bonów korzystają bowiem również osoby osiągające wysokie dochody.
Oszustwa i rozliczanie fikcyjnych usług
Coraz większym wyzwaniem są nadużycia. Z raportów brukselskiej Regionalnej Inspekcji Zatrudnienia (Inspection régionale de l’emploi) wynika, że przepisy narusza co piąte przedsiębiorstwo działające w systemie bonów usługowych. Rozwija się także proceder rozliczania fikcyjnych usług, czyli świadczeń, które w rzeczywistości nigdy nie zostały wykonane. Koszty tych praktyk ponosi cała wspólnota.
L’Echo zaznacza jednak, że rosnąca liczba oszustw nie powinna prowadzić do całkowitego odrzucenia systemu. Zdaniem dziennika problem ten powinien raczej stać się punktem wyjścia do szerszej debaty o reformie oraz skuteczniejszym kierowaniu publicznego wsparcia.
Walonia szuka możliwości oszczędzania
Najbardziej zaawansowana dyskusja o zmianach toczy się w Walonii. Rządząca regionem koalicja MR i Les Engagés analizuje możliwość ograniczenia wydatków w tej pozycji budżetowej, której wartość szacowana jest na 622 miliony euro. Jednocześnie władze deklarują, że nie chcą naruszyć podstaw działania sektora. W maju premier Walonii Adrien Dolimont (MR) mówił w rozmowie z L’Echo, że celem jest niedopuszczenie do sytuacji, w której oszczędności mogłyby „zagrozić działającemu ekosystemowi, który tworzy miejsca pracy”.
W parlamencie Walonii prowadzone są wysłuchania dotyczące przyszłości systemu. Wśród analizowanych rozwiązań znajduje się likwidacja ulgi podatkowej związanej z zakupem bonów usługowych. Z podobnego mechanizmu zrezygnowano już we Flandrii i w Brukseli. Inną możliwością jest podniesienie ceny płaconej przez użytkowników. W 2025 r. wynagrodzenia pomocy domowych wzrosły o 6 procent. L’Echo ostrzega jednak, że znaczna podwyżka ceny bonu mogłaby automatycznie doprowadzić do wzrostu pracy na czarno. Dziennik określa ten problem jako „kwadraturę koła”, z którą muszą zmierzyć się regiony.
Korzyści systemu i obciążające warunki pracy
L’Echo przypomina, że wprowadzenie bonów usługowych przyniosło bardzo duże korzyści społeczne. System umożliwił legalne i objęte ubezpieczeniem zatrudnienie grupie składającej się przede wszystkim ze starszych kobiet pochodzenia zagranicznego, które wcześniej pozostawały daleko od rynku pracy. Przed utworzeniem systemu sprzątanie w prywatnych domach było w dużej mierze wykonywane na czarno. Pomoce domowe nie opłacały wówczas składek emerytalnych i nie korzystały z ochrony w przypadku choroby zawodowej.
Warunki wykonywania tego zawodu nadal są jednak bardzo trudne. Pomoce domowe otrzymują 15 euro brutto za godzinę, przy czym wynagrodzenie nie obejmuje czasu dojazdów. Ze względu na znaczne obciążenie fizyczne nie są też w stanie pracować w pełnym wymiarze godzin. Po 15 latach wykonywania zawodu co piąta z nich przebywa na długotrwałym zwolnieniu.
Na wewnętrzne sprzeczności systemu zwraca uwagę przedstawicielka związku zawodowego CSC/ACV Marina Kunzi. „To system z awangardy, którego zazdrości nam wiele krajów – myślę choćby o Szwajcarii. Pozwala pomocom domowym mieć umowę na czas nieokreślony (CDI), ubezpieczenie społeczne, płacić podatki i odkładać na emeryturę. Ma jednak swoje wady: zbyt niskie płace – 15 euro brutto za godzinę – silny negatywny wpływ na zdrowie oraz brak możliwości pracy na pełen etat. Średnia wynosi 23 godziny tygodniowo, według badania firmy Idea Consult” – podsumowuje.
Napięcia w Brukseli i konsolidacja sektora
W Brukseli negocjacje płacowe między związkami zawodowymi a przedstawicielami pracodawców znalazły się w martwym punkcie. Pracodawców reprezentuje federacja Domiva, wcześniej działająca pod nazwą Federgon. CSC/ACV zarzuca jej próbę „zablokowania dialogu społecznego”. W stolicy 98 procent pomocy domowych to osoby pochodzenia zagranicznego. Jest to grupa starsza wiekiem i bardziej narażona na wykluczenie. Władze publiczne zapowiedziały utworzenie grupy roboczej zajmującej się walką z oszustwami, ale dotychczas nie przedstawiły kierunków planowanej reformy.
Jednocześnie sektor przechodzi intensywną konsolidację. W lutym flamandzki gigant Trixxo, którego skonsolidowane przychody osiągnęły w 2024 r. poziom 556 milionów euro, poinformował o przejęciu walońskiego lidera XLG Home. Według CSC/ACV około piętnastu dużych przedsiębiorstw, również korzystających ze wsparcia regionów, kontroluje 80 procent rynku. Niektóre firmy, w tym Daenens, Trixxo i Poestbureau, zatrudniają ponad 10 000 pomocy domowych.