Funkcjonariuszka, która zastrzeliła mężczyznę w psychozie, nie stanie przed sądem – rodzina mówi o „haniebnym orzeczeniu”
Policjantka, która dwa lata temu przed szpitalem AZ Sint-Blasius w Dendermonde śmiertelnie postrzeliła mężczyznę znajdującego się w stanie psychozy, nie stanie przed sądem. Sąd uznał, że działała w...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Policjantka, która dwa lata temu przed szpitalem AZ Sint-Blasius w Dendermonde śmiertelnie postrzeliła mężczyznę znajdującego się w stanie psychozy, nie stanie przed sądem. Sąd uznał, że działała w obronie koniecznej. Adwokat rodziny ofiary określa decyzję jako „haniebne orzeczenie, które daje policji w Belgii wolną rękę”, i zapowiada apelację. O sprawie informuje VRT.
Spis treści
Co wydarzyło się przed szpitalem
W nocy z 13 na 14 września 2024 r. funkcjonariuszka wraz z kolegą przywiozła do szpitala Petera Goemana, mieszkańca Berlare, który był w stanie psychozy. Na parkingu mężczyzna zaatakował oboje policjantów. Wtedy funkcjonariuszka oddała śmiertelny strzał.
Policjantka służy w lokalnej policji Berlare-Zele. „Postępowanie prowadziła inna strefa policji niż ta, w której pracuje zaangażowana funkcjonariuszka, aby zagwarantować pełną obiektywność” – wyjaśnia Lisa De Wilde z prokuratury. Jak dodaje, do sprawy włączono także Comité P, organ nadzoru nad policją, ponieważ badano zarówno samą śmierć mężczyzny, jak i okoliczności oddania strzału.
„Przemoc policji w Belgii kryta jest płaszczem miłosierdzia”
Strona cywilna liczyła, że izba doradcza sądu (raadkamer) w Dendermonde skieruje sprawę do sądu poprawczego, co oznaczałoby publiczny proces. „To podręcznikowy przykład tego, jak w Belgii przemoc policji okrywa się i kamufluje płaszczem miłosierdzia” – mówił dzień wcześniej Kristiaan Vandenbussche, adwokat bliskich ofiary.
Prawnik podkreśla, że branie policji w obronę jest w tej sprawie wstydliwe. Porównał ją do głośnych spraw związanych ze śmiercią Pietera Aertsa w Antwerpii w 2019 r. oraz Jozefa Chovanca w 2018 r. w Charleroi.
Badanie balistyczne i wątpliwości obrońcy
Adwokat powołuje się na wyniki badania balistycznego. „Tor pocisku przebiegał od prawej brodawki w stronę serca po lewej stronie” – relacjonuje. Jak argumentuje, gdyby Goeman szedł prosto na funkcjonariuszkę, kula trafiłaby go w ramię.
„Rodzina nie pragnie zemsty ani nie chce, aby funkcjonariuszka trafiła za kratki. Ale zamknięcie tej sprawy za zamkniętymi drzwiami, bez procesu, kłóci się z ich i moim poczuciem sprawiedliwości” – mówi Vandenbussche. Przypomina, że sam Goeman uprzedził policję, iż wcześniej miewał już epizody psychotyczne, i prosił, aby go skuć.
Przesłuchanie dopiero po 11 dniach
Zdaniem adwokata niedopuszczalne jest również to, że funkcjonariuszkę przesłuchano w sprawie oddanego strzału dopiero po 11 dniach. „Mamy wrażenie, że ten czas posłużył do dopasowania relacji do jej wersji. Z ofiary zrobiono wtedy potwora, który z wyciągniętymi rękami miał próbować ją udusić” – mówi.
Prawnik zaznacza jednak, że w aktach sprawy znajdują się nagrania z kamery nasobnej (bodycam) oraz łączności radiowej z nocy zdarzenia, na których nie ma mowy o duszeniu. Według jego relacji kolega funkcjonariuszki otrzymał cios głową, a ona sama strzeliła w ułamku sekundy, z odległości od 2,5 do 3 metrów.
„Była zmuszona oddać strzał”
Rob Trips, adwokat funkcjonariuszki, mówił dzień wcześniej, że jego klientka od początku przedstawiała tę samą, spójną wersję przebiegu zdarzeń. Jak podkreśla, kobieta była zmuszona oddać strzał, a decyzję podjęła w ułamku sekundy. Jej konsekwencje nie pozostawiają jej obojętną.
„Jako człowiek przeżyła to bardzo mocno, a w śledztwie nie pozostawiono żadnego kamienia nieodwróconego” – mówi adwokat. Jak zapewnia, postępowanie było wyjątkowo szczegółowe, przeanalizowano wszystkie elementy, przeprowadzono dodatkowe badania i nie ma sensu dalej przeciągać sprawy. Jak dodaje, niczego nie ukryto i nie ma wątpliwości, że doszło do obrony koniecznej.