Annick De Ridder pod ostrzałem – czy flamandzka minister mobilności słucha innych?
Czy Annick De Ridder (N-VA) rzeczywiście jest otwarta na uwagi innych, czy raczej realizuje swoje projekty bez większego oglądania się na otoczenie? To pytanie powraca teraz ze szczególną siłą....
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Czy Annick De Ridder (N-VA) rzeczywiście jest otwarta na uwagi innych, czy raczej realizuje swoje projekty bez większego oglądania się na otoczenie? To pytanie powraca teraz ze szczególną siłą. Niezadowolenie z cięć w transporcie uczniów szkolnictwa specjalnego stało się dla krytyków minister kolejnym przykładem szerszej tendencji – przekonania, że szefowa resortu mobilności zbyt stanowczo forsuje własną wizję.
Spis treści
We flamandzkim parlamencie można było dziś usłyszeć zaskakująco zgodny ton: zarówno większość, jak i opozycja przywoływały Annick De Ridder do porządku w związku z poleceniem wydanym De Lijn, aby ograniczyć transport uczniów szkolnictwa specjalnego. To obraz już dobrze znany – spór wokół problemu z zakresu mobilności, a w samym centrum burzy minister.
Codziennie półtorej godziny w autobusie
W sprawie transportu uczniów minister pozostaje nieugięta. De Lijn otrzymał na ten cel budżet w wysokości 139 milionów euro i ma się w nim zmieścić, choć w ubiegłym roku przewoźnik uznał, że nie był w stanie tego zrobić bez przekroczenia tej kwoty. Nieuchronnym skutkiem będzie ograniczenie liczby kursów, rzadszy odbiór uczniów spod domu oraz dłuższy czas spędzany w autobusie rano i wieczorem.
Za poprzedniczki De Ridder, Lydii Peeters (Anders), obowiązywała wytyczna, zgodnie z którą żaden uczeń nie powinien spędzać w autobusie więcej niż 90 minut w jedną stronę. Dla De Lijn cel ten już wcześniej stał się raczej nieformalnym założeniem, a dodatkowe oszczędności jeszcze bardziej go osłabią.
Napięcie między dyscypliną finansową a społecznymi skutkami decyzji w terenie przewija się przez całą dotychczasową kadencję De Ridder. Od objęcia urzędu we wrześniu 2024 r. pokazuje się ona jako minister, która konsekwentnie trzyma się celów liczbowych, ku frustracji opozycji, partnerów koalicyjnych, organizacji społecznych, a nawet własnych kolegów partyjnych.
De Ridder: “Wolałabym machać workiem pieniędzy”
“Ten rząd Flandrii chce osiągnąć zrównoważony budżet w 2027 r. i musiał w tym celu przeprowadzić trudną, ale konieczną operację oszczędnościową na kwotę 1,5 miliarda euro. W obszarze moich kompetencji wykonałam swoją część” – mówi De Ridder.
“Oszczędności nigdy nie są przyjemne. Wolałabym móc machać wielkim workiem pieniędzy, ale realia budżetowe są takie, jakie są. Można uważać równowagę budżetową za cel abstrakcyjny, ale w rzeczywistości chodzi tu o ludzi.” Jak dodaje minister, chodzi o to, by nie przerzucać dziś rachunków na dzieci i wnuki, a każde euro, którego nie trzeba wydać na obsługę odsetek, można przeznaczyć na szkoły, opiekę, mobilność i bezpieczeństwo.
Sztandarowym przykładem stało się przygotowanie szerszej operacji oszczędnościowej w De Lijn. Do znalezienia jest 35,5 miliona euro, co wywołało sprzeciw stowarzyszeń pasażerów, komitetów obywatelskich, związków zawodowych, samorządów lokalnych oraz regionalnych rad transportowych. Te ostatnie są organami konsultacyjnymi, w których samorządy i inni partnerzy mają wpływ między innymi na przebieg linii autobusowych w swoim regionie.
Zanim jeszcze wszystkie rady zdążyły przekazać minister swoje opinie, ta już zmieniła umowy z prywatnymi firmami realizującymi kursy na zlecenie De Lijn. Powód był finansowy: aby operacja optymalizacyjna mogła wejść w życie 1 lipca, zmiany trzeba było wprowadzić przed 1 kwietnia. Niedotrzymanie terminu 1 lipca oznaczałoby konieczność jeszcze głębszych cięć, by osiągnąć cel 35,5 miliona euro.
Minister podkreśla, że regionalne rady transportowe traktuje jako partnera dla przyszłej polityki rozbudowy. W kolejnych latach miałaby ona przynieść transportowi publicznemu dodatkowe środki: 50 milionów euro więcej w 2027 r., 100 milionów euro w 2028 r. i 125 milionów euro w 2029 r. Także ten zastrzyk finansowy jest jednak obecnie niepewny.
“Nie mam szklanej kuli” – mówiła minister w kwietniu, odnosząc się do niestabilnej sytuacji geopolitycznej. “Nie powinniście wiązać mnie tym kontraktowo. Mogę wam natomiast dać poważne zobowiązanie starannego działania, że zrobię wszystko, by te kwoty utrzymać.”
Sama minister tłumaczy, że plany De Lijn rzeczywiście zostały przedstawione regionalnym radom transportowym, które mogły zgłaszać swoje uwagi. “Sama wskazywałam w parlamencie, że ramy czasowe, w których trzeba było pracować, były zbyt napięte, a przejrzystość danych zbyt mała. Ale wydłużenie tej operacji sprawiłoby, że oszczędności na 2026 r. weszłyby w życie później, a więc musiałyby być jeszcze większe. Tymczasem na De Lijn nałożono ścieżkę naprawczą.”
Krytyka ze strony N-VA
W ostatnich dniach także w samej N-VA słychać było krytyczne głosy dotyczące tego, jak duża część środków z portfela minister trafia do Antwerpii, między innymi na prace przy połączeniu Oosterweel, oraz jak niewiele zostaje na uporządkowanie choćby niebezpiecznych odcinków dróg w innych częściach Flandrii.
Radna do spraw mobilności Kristel Godyns (N-VA) z Haacht stwierdziła na łamach De Standaard, że zaczyna dominować ogólne wrażenie, iż wzrok minister skierowany jest przede wszystkim na jej rodzinne miasto. Marc Charlier, radny do spraw mobilności w Tervuren, dodał, że przy rygorystycznym stosowaniu flamandzkich kryteriów dotacyjnych Antwerpia szybko staje się logicznym beneficjentem.
Kolejnym antwerpskim problemem jest lotnisko w Deurne. Flandria dopłaca do niego obecnie 26 euro na pasażera. Bez flamandzkich dopłat lotnisko byłoby w praktyce bankrutem, a każdy zainteresowany mógłby zasadniczo wystąpić o rozwiązanie spółki zarządzającej portem.
Dotacje budzą kontrowersje nie tylko z powodu słabej sytuacji finansowej lotniska, lecz także dlatego, że opierają się na przestarzałej umowie. Ostatnie porozumienie dotacyjne weszło w życie w 2013 r. i wygasło w 2019 r. Nowe zobowiązanie miałoby powstać dopiero przed końcem obecnej kadencji, czyli dziesięć lat po wygaśnięciu poprzedniego.
Opozycja, ustami Groen i PVDA, domaga się zniesienia dotacji i przekierowania pieniędzy do De Lijn. De Ridder wcześniej dała do zrozumienia, że “jako mieszkanka Antwerpii jest oczywiście fanką” tego lotniska, oraz że w nadchodzących latach ma się ono skupić na “zrównoważonym rozwoju”.
Minister odrzuca jednak zarzuty o faworyzowanie własnej prowincji. “W przeciwieństwie do moich poprzedników Zintegrowany Program Inwestycyjny (GIP) został w całości zatwierdzony i przyklepany przez rząd. Kto więc sądzi, że mogę przesuwać pieniądze tu i ówdzie, by faworyzować własną prowincję, jest w całkowitym błędzie” – mówi De Ridder o Oosterweel i lotnisku w Deurne. Jak dodaje, Oosterweel nie jest projektem antwerpskim, lecz w najwyższym stopniu flamandzkim, z którego mieszkańcy Flandrii mogliby być znacznie bardziej dumni.
Legendarny kongres
Te przykłady budują obraz energiczności, która przyniosła De Ridder także jej pierwszą ogólnokrajową rozpoznawalność – przy zgrzytaniu zębami na szczytach jej ówczesnej partii VLD. To z jej inicjatywy, jako przewodniczącej Jong VLD-Antwerpen, wewnętrzna petycja wymusiła w 2004 r. organizację kongresu tematycznego poświęconego prawu wyborczemu dla migrantów.
Zmusiło to partię do zajęcia stanowiska w niewygodnej sprawie. Liberałowie byli przeciwni przyznaniu prawa głosu osobom spoza Unii Europejskiej, które nie miały belgijskiego obywatelstwa, ale kierownictwo partii nie chciało ryzykować z tego powodu kryzysu rządowego. Annick De Ridder miała odmienne podejście.
Dyskusja przerodziła się w legendarny kongres, na którym emocjonalne przemówienie byłego przewodniczącego Willy’ego De Clercqa z trudem utrzymało partię w jedności, lecz nazwisko pryncypialnej liderki młodzieżówki zostało już zapamiętane. W kolejnych wyborach De Ridder otrzymała miejsce dające realne szanse na mandat i tak rozpoczęła się jej kariera polityczna.
Te same wyraziste zasady doprowadziły ją niedawno do starcia z flamandzką parlamentarzystką Gwendolyn Rutten (Anders), która oskarżyła ją we flamandzkim parlamencie o zażywanie narkotyków, rzucając słowa “pociągnij sobie jeszcze trochę”. De Ridder była tym mocno poruszona. Natychmiast zażądała przeprosin, a następnie na własny koszt zleciła toksykologowi Janowi Tytgatowi zbadanie próbki włosów. Wynik: ani śladu kokainy.
Wyboista droga przed minister
Te zdarzenia zapowiadają potencjalnie nierówną drogę dla minister w pozostałych trzech latach kadencji. Na horyzoncie widać bowiem szereg trudnych spraw, które wystawią na próbę społeczną wrażliwość szefowej resortu.
Trwające prace przy połączeniu Oosterweel obciążają rząd Flandrii finansowo bardziej, niż planowano. Rząd utrzymuje te koszty poza budżetem, aby zachować równowagę własnego bilansu, ale ostatecznie również te rachunki trzeba będzie zapłacić. Trybunał Obrachunkowy już wcześniej krytycznie wypowiadał się o opłatach drogowych, z których projekt ma być później finansowany.
Pozostaje też istniejąca infrastruktura mobilności w kraju, której De Ridder chce nadać przyspieszony i bardzo potrzebny impuls modernizacyjny poprzez nadrobienie zaległości w pracach. Nierealistyczne jest jednak założenie, że w obecnej kadencji i przy obecnych realiach budżetowych wszystkie te problemy uda się rozwiązać do 2029 r.