Handlowcy z okolic Gare du Nord żądają od Schaerbeek odszkodowań za nocne zamknięcie lokali
Około dwudziestu przedsiębiorców skierowało do gminy Schaerbeek oficjalne wezwanie, domagając się zwrotu utraconych przychodów po wprowadzeniu obowiązkowego nocnego zamykania lokali w dzielnicy Gare...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Około dwudziestu przedsiębiorców skierowało do gminy Schaerbeek oficjalne wezwanie, domagając się zwrotu utraconych przychodów po wprowadzeniu obowiązkowego nocnego zamykania lokali w dzielnicy Gare du Nord. Handlowcy, którzy dotąd nie działali wspólnie, zorganizowali się i zapowiadają kontratak. Jak mówi jeden z nich, sytuacja pod względem bezpieczeństwa wcale się nie poprawiła, a lokale nadal tracą utarg.
Spis treści
Nocne zamknięcie wprowadzone na trzy miesiące
W marcu Schaerbeek i Saint-Josse uzgodniły, że w kwietniu, maju i czerwcu wszystkie lokale w rejonie Gare du Nord będą musiały być zamykane między godziną 1 a 6 rano. Wyznaczony obszar niemal pokrywa się z tzw. hotspotem Gare du Nord, ustanowionym przez Region w ramach walki z handlem narkotykami. Obejmuje on teren między boulevard du Jardin Botanique, place Rogier, rue du Progrès, rue des Palais, place Liedts oraz rue Royale. Na potrzeby nocnego zamknięcia wyłączono z niego place Rogier, rue du Progrès oraz samą Gare du Nord, czyli – w uproszczeniu – zachodnią część osi Nord-Midi.
Jak przypomina burmistrz pełniący obowiązki na Schaerbeek Martin de Brabant (MR), celem tego rozwiązania nie było usunięcie wszystkich problemów dzielnicy, lecz przywrócenie spokoju w godzinach od 1 do 6 rano. Chodziło również o odciążenie policji w nocy, aby mogła skupić się na działaniach prowadzonych w ciągu dnia. Taki środek można wprowadzić tylko na trzy miesiące, z możliwością przedłużenia. Pierwszy okres właśnie dobiega końca, dlatego pojawia się pytanie, czy zostanie ponowiony.
Pierwszą ocenę przygotowano po miesiącu obowiązywania ograniczeń. Gminy odnotowały wtedy wyraźny spadek najpoważniejszych czynów popełnianych nocą. Na Schaerbeek liczba kradzieży z użyciem przemocy zmniejszyła się w kwietniu o 37 procent w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami roku. W przypadku pobić w pierwszym kwartale 2026 r. 20 procent zdarzeń odnotowanych na wyznaczonym obszarze przypadało na godziny od 1 do 6 rano; w kwietniu odsetek ten spadł do 11,5 procent.
Po dwóch i pół miesiąca stosowania tego środka gminy kończą obecnie zbieranie ostatnich danych. Oznacza to powrót debaty politycznej w obu koalicjach. Ewentualne przedłużenie ograniczeń nie zostało jeszcze przesądzone. Jeśli ma do niego dojść, decyzja zapadnie podczas posiedzeń rad gmin pod koniec czerwca.
Saint-Josse skłonne przedłużyć, Schaerbeek wstrzemięźliwe
Na Schaerbeek na razie nie ujawniono, w którą stronę może pójść decyzja. Burmistrz zapewnia jedynie, że bilans nie jest negatywny. Więcej mówi burmistrz Saint-Josse Emir Kir. – Ocena jest bardzo pozytywna, do dzielnicy wraca spokój. Mówią nam o tym mieszkańcy. Będziemy zabiegać o przedłużenie środka o kolejne trzy miesiące. Być może jednak z pewnymi zmianami. Zaproponujemy między innymi wyłączenie rue Royale z zarządzenia, ponieważ ulica ta jest bardziej oddalona od hotspotu i mniej dotknięta wskazanymi problemami – mówi. Jeśli więc dojdzie do przedłużenia, jego warunki, w tym zasięg objętego nim obszaru, mogą zostać zmienione.
Część handlowców nie zgadza się jednak na dalsze stosowanie takiego rozwiązania. Jak tłumaczy jeden z nich, wcześniej nie mogli bezpośrednio zakwestionować ograniczeń, ponieważ nie byli zorganizowani. Teraz sytuacja się zmieniła.
Wezwanie skierowane do gminy
Około dwudziestu przedsiębiorców działających na Schaerbeek zwróciło się do adwokatki Hélène Debaty. Do gminy trafiło właśnie oficjalne wezwanie, w którym handlowcy grożą skierowaniem sprawy do sądu, jeśli rozporządzenie nakazujące zamykanie lokali nie zostanie wycofane. Domagają się również zwrotu strat w obrotach poniesionych z powodu tego rozporządzenia oraz rezygnacji z jego przedłużania.
Jak podkreśla jeden z właścicieli kawiarni, koszty prowadzenia działalności pozostają takie same – trzeba płacić za personel i prąd, a gmina nadal wymaga uiszczania podatku pozwalającego na całodobowe otwarcie lokalu. Opłata ta wynosi około 3 000 euro, mimo że właśnie całodobowe otwarcie zostało zakazane. Utrata przychodów jest tym bardziej dotkliwa, że duża część utargu pochodzi z godzin wieczornych i nocnych – od graczy w bingo, którzy przynoszą nawet kilka tysięcy euro miesięcznie, oraz z konsumpcji. W ciągu dnia ogranicza się ona głównie do kawy, natomiast wieczorem generuje największe zyski.
W sprawie podatku za nocne otwarcie burmistrz Schaerbeek radzi handlowcom, aby go zakwestionowali. Dodaje, że temat powinien zostać omówiony w kolegium, choć sam nie sprzeciwia się obniżeniu tej opłaty z uwagi na miesiące, w których lokale musiały być zamykane.
Nocne ograniczenia wpłynęły także na liczbę klientów w ciągu dnia. Według jednego z przedsiębiorców osoby odwiedzające dzielnicę, wiedząc, że i tak będą musiały wyjść o godzinie 1, zaczynają wieczór w innym miejscu. Niedawno w okolicy zamknął się kolejny lokal.
Środek mocno uderzył również w salony świadczące usługi seksualne. Jak relacjonują rozmówcy, wcześniej zobowiązano właścicieli do przeprowadzenia kosztownych prac, sięgających dziesiątek tysięcy euro, związanych z nowymi wymogami dotyczącymi witryn i wejść. Wielu z nich zadłużyło się, aby je wykonać. Pracujące tam kobiety wynajmują pokoje na dwunastogodzinne zmiany, ale po wprowadzeniu zakazu nikt nie wynajmuje już zmiany nocnej. W efekcie część z nich przenosi się do Gandawy lub Antwerpii.
“Problemy z bezpieczeństwem to nie wina lokali”
Czy zamknięcie lokali przyniosło przynajmniej poprawę bezpieczeństwa? Podczas wizyty reportera w środku dnia nie minęło nawet piętnaście minut, gdy doszło do próby kradzieży walizki. Policja interweniowała, a ulica opustoszała z kilku przemieszczających się po niej grup. Funkcjonariusze po cywilnemu prowadzili obserwację jeszcze przez kilka minut. Reporter usłyszał, że tego dnia akurat byli na miejscu, ale nocne zamknięcie nie zwiększyło ich obecności w ciągu dnia – a przynajmniej nie jest to widoczne.
Pod koniec kwietnia dziennik La Dernière Heure zwracał uwagę strefie policji, że doszło tam do bójki z użyciem białej broni, podczas gdy w zgłoszeniu interwencji ratunkowej mowa była jedynie o upadku. W tej sprawie wszczęto dochodzenie.
Zdaniem handlowców nocą sytuacja również nie wygląda lepiej. Bez czynnych lokali dilerzy i napastnicy mają działać jeszcze swobodniej, podczas gdy otwarte punkty pełniły dotąd częściowo funkcję porządkową, chroniąc klientów i przechodniów. Według jednego z rozmówców prostym rozwiązaniem byłoby skierowanie na ulicę dwóch policjantów w godzinach wieczornych.
Inny przedsiębiorca wspomina, że gdy kupował lokal w tej okolicy, dzielnica była ceniona i chętnie odwiedzana. Przyjeżdżano nawet z Francji i Holandii, aby przejść rue d’Aerschot i rue de Brabant. W ciągu kilkunastu lat sytuacja całkowicie się zmieniła, a szczególnie pogorszyła się po pandemii. W jego ocenie problemy z bezpieczeństwem nie są winą lokali, które działały tam już wcześniej, lecz wynikają z zaniedbań władz, dodatkowo pogłębionych przez zamknięcie handlu. Zmieniły się również realia branży usług seksualnych, na co także wpłynęła pandemia.
Kwestionowany raport policji
Atakując decyzję gminy, grupa handlowców i reprezentująca ich prawniczka wskazują na raport policji, który posłużył jako uzasadnienie nocnego zamknięcia. Ich zdaniem dokument nie uzasadnia ani skali wprowadzonego ograniczenia, ani jego zasięgu – nawet przy założeniu, że zawarte w nim dane są prawdziwe, czego na obecnym etapie nie sposób zweryfikować.
W piśmie do gminy szczególnie zakwestionowano jedno ze stwierdzeń raportu. Wynika z niego, że nocna aktywność związana z lokalami otwartymi do późna oraz z całodobową prostytucją odgrywa kluczową rolę w tym zjawisku. Handlowcy stanowczo się z tym nie zgadzają. Nie rozumieją, na czym oparto tę tezę, i podkreślają, że to właśnie lokale otwarte nocą pozwalają zapobiegać niektórym wykroczeniom oraz w razie potrzeby udzielać pomocy poszkodowanym. Część przytaczanych statystyk wydaje im się również niejasna, zwłaszcza że – jak wskazują – po napaści w tej okolicy niewiele osób decyduje się jeszcze składać zawiadomienie.
W tak napiętej atmosferze ostatnie przed wakacjami posiedzenia rad gmin zapowiadają się burzliwie.