Prokuratura żąda surowszej kary dla kierowcy, który zabił rodzinę w Ruddervoorde
Przed sądem rozpoczęły się mowy końcowe w procesie apelacyjnym mężczyzny, który dwa lata temu śmiertelnie potrącił rodzinę w Ruddervoorde. Na początku tego roku Jürgen L. został skazany na pięć lat...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Przed sądem rozpoczęły się mowy końcowe w procesie apelacyjnym mężczyzny, który dwa lata temu śmiertelnie potrącił rodzinę w Ruddervoorde. Na początku tego roku Jürgen L. został skazany na pięć lat więzienia, z czego rok miał odbyć bezwzględnie. Prokuratura uznała ten wyrok za zbyt łagodny i złożyła apelację.
Spis treści
Tragiczny wypadek na E403
Do tragicznego wypadku doszło w sierpniu 2024 r. na autostradzie E403 w Ruddervoorde. Jürgen L. uderzył od tyłu w Opla Corsę. Siła zderzenia była tak duża, że z samochodu niewiele zostało. Życie stracili Janick, lat 29, Janice, lat 30, oraz ich 8-letnia córka Maithé.
Mężczyzna miał we krwi od trzech do czterech razy więcej alkoholu, niż dopuszcza prawo. Jechał z bardzo dużą prędkością i korzystał z telefonu za kierownicą. Tuż przed wypadkiem zrobił jeszcze zdjęcie deski rozdzielczej – licznik wskazywał wtedy 200 km/h. Wcześniej był już 14 razy skazywany przez sąd policyjny.
W lutym sąd wymierzył Jürgenowi L. karę pięciu lat pozbawienia wolności, z czego cztery lata zawieszono pod warunkami. Orzeczono także grzywnę w wysokości 8 000 euro oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Prokuratura uznała karę za zbyt niską i wniosła apelację. W piątek sprawa po raz pierwszy była omawiana przed sądem odwoławczym.
Trzy lata więzienia zamiast jednego
Prokurator domaga się obecnie pięciu lat więzienia, z czego dwa lata miałyby zostać zawieszone pod warunkami. W praktyce oznaczałoby to trzy lata bezwzględnego pozbawienia wolności zamiast jednego roku. Jak argumentował prokurator, gazety regularnie opisują wypadki z udziałem młodych ludzi, po których opinia publiczna reaguje potępieniem i oburzeniem. Jego zdaniem w pierwszym wyroku zabrakło właśnie takiej stanowczej reakcji.
Jo Deraeve, ojciec zmarłego Janicka, przekazał, że rodzina również uznała pierwotną karę za zbyt łagodną. Podkreślił, że skazany odebrał życie trzem osobom, a bliscy ofiar mogą dziś liczyć jedynie na wsparcie krewnych i przyjaciół. Odnosząc się do argumentu, że sprawca ułożył sobie życie na nowo, zauważył, że w rzeczywistości robi on tylko to, co robi każdy człowiek.
Obrona chce łagodniejszego wyroku
Adwokat oskarżonego, Walter Van Steenbrugge, krytycznie odniósł się do stanowiska prokuratury. Jak stwierdził, rzadko zdarza się, aby prokuratura wnosiła apelację w sytuacji, gdy sąd orzekł karę surowszą niż ta, której wcześniej żądano. Według obrońcy sprawa wywołała duże poruszenie społeczne i to prawdopodobnie wpłynęło na decyzję o apelacji, ale nie powinno być właściwą motywacją w postępowaniu karnym.
W postępowaniu apelacyjnym obrona wnosi o nieco łagodniejszy wymiar kary. Adwokat chce, aby bezwzględna kara więzienia została ograniczona do okresu, który mężczyzna spędził już w areszcie tymczasowym. Przekonuje, że jego klient wyciągnął wnioski, a wysłanie go do więzienia nie byłoby dobrym rozwiązaniem, ponieważ nie poradziłby sobie tam dobrze. Przyznał jednocześnie, że choć brzmi to brutalnie, żadna kara nie przywróci życia ofiarom.
Obrońca podkreślił również, że mężczyzna podjął wiele działań, aby zmienić swoje życie. Pozostaje pod intensywną opieką psychologa, pracował nad sobą, obowiązuje go zakaz spożywania alkoholu i przyjmowania narkotyków, a według obrony zakaz ten jest co do zasady przestrzegany. Jak zaznaczył adwokat, jego klient lepiej rozumie dziś swoje postępowanie i powinien mieć możliwość kontynuowania rozpoczętej pracy nad sobą.