Proces Falzone w Mons – analiza biegłego podważa wersję oskarżonego
Czwartek 7 maja przyniósł wyraźny zwrot podczas procesu Paolo Falzone’a przed sądem przysięgłych w Mons. W trakcie rozprawy w Mons Expo zeznania złożył biegły ds. ruchu drogowego Marc Van...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Czwartek 7 maja przyniósł wyraźny zwrot podczas procesu Paolo Falzone’a przed sądem przysięgłych w Mons. W trakcie rozprawy w Mons Expo zeznania złożył biegły ds. ruchu drogowego Marc Van Lierde. Przedstawiona przez niego analiza techniczna i matematyczna zakwestionowała linię obrony oskarżonego. Z ustaleń eksperta wynika, że Paolo Falzone nie rozpoczął natychmiastowego hamowania po zauważeniu zagrożenia, a kluczową rolę w tragedii odegrała nadmierna prędkość.
Spis treści
Ponad rok pracy nad szczegółowym raportem
Marc Van Lierde, 60-letni specjalista ds. ruchu drogowego, wykonuje zawód biegłego od 1991 r. Współpracuje z prokuraturami i prowadzi około stu spraw rocznie. Jego kompetencje były uznawane również przez stronę obrony. Podczas niemal pięciogodzinnego wystąpienia ekspert przedstawił najważniejsze wnioski z liczącego około 400 stron raportu, przygotowywanego przez ponad rok.
Prezentacja opierała się na szczegółowej analizie miejsca tragedii oraz danych zapisanych w BMW należącym do Paolo Falzone’a. Po emocjonalnych pierwszych dniach procesu sala rozpraw została skonfrontowana przede wszystkim z liczbami, tabelami i modelami trójwymiarowymi. Biegły omawiał między innymi szerokość jezdni, odległości między latarniami, czas reakcji kierowcy oraz zasięg świateł pojazdu.
Odtworzenie przebiegu tragedii
Marc Van Lierde korzystał zarówno z danych technicznych zapisanych w samochodzie, jak i z nagrań monitoringu znajdującego się na trasie przejazdu. Uwzględnił także 58-sekundowe nagranie wykonane przez samego Paolo Falzone’a, które kończy się w chwili uderzenia w orszak Gilles.
Ekspert przeprowadził również szereg dodatkowych testów. Na miejscu zdarzenia wykonywano pomiary pozwalające skorygować zniekształcenia kamer monitoringu. W hangarze badano zasięg reflektorów BMW. Powstały także szczegółowe modele trójwymiarowe miejsca tragedii. Biegły odtworzył nawet końcowy fragment trasy, jadąc z prędkością 140 km/h. – Nie czułem się komfortowo – przyznał przed sądem.
Mimo dużej ilości technicznych danych i szczegółowej metodologii główny wniosek analizy był jednoznaczny. Zdaniem eksperta do tragedii nie doszłoby, gdyby kierowca przestrzegał ograniczenia prędkości do 50 km/h obowiązującego w terenie zabudowanym.
Ostatnie sekundy przed zderzeniem
Jednym z najważniejszych elementów prezentacji były dane pobrane z modułu poduszek powietrznych BMW. System zapisał informacje dotyczące pięciu sekund poprzedzających zderzenie, rejestrując parametry co pół sekundy. Analizowano między innymi prędkość pojazdu, nacisk na pedał gazu i hamulca oraz moment aktywacji systemu ABS.
Trzy sekundy przed zderzeniem pedał gazu był nadal wciśnięty do końca. Samochód wciąż przyspieszał i osiągnął maksymalnie 174 km/h.
Według biegłego kierowca znajdował się około 176,42 metra od końca orszaku w chwili, gdy zdał sobie sprawę z zagrożenia. Hamowanie rozpoczęło się dopiero około 105,96 metra przed miejscem uderzenia. Odcinek 70 metrów odpowiada – według eksperta – czasowi reakcji wynoszącemu około 1,5 sekundy.
Hamowanie rozpoczęło się więc 2,58 sekundy przed zderzeniem, jednak początkowo nie miało charakteru awaryjnego. Dopiero po ponad sekundzie aktywował się system ABS i pełne hamowanie awaryjne. Według biegłego reakcja była zdecydowanie spóźniona. Ostatecznie samochód uderzył w tłum z prędkością około 105 km/h.
Hamowanie nie było natychmiastowe
Ta część analizy była szczególnie trudna dla strony cywilnej. Ekspert wyliczył, że gdyby kierowca natychmiast rozpoczął pełne hamowanie awaryjne – 2,58 sekundy przed zderzeniem – samochód uderzyłby w tłum z prędkością około 33 km/h i zatrzymałby się cztery metry dalej. Skutki tragedii byłyby wówczas znacznie mniej dramatyczne. Biegły podkreślił, że przy takiej prędkości śmiertelne obrażenia pieszych zdarzają się stosunkowo rzadko.
Ustalenia te podważają wcześniejsze wyjaśnienia Paolo Falzone’a, który podczas przesłuchania twierdził, że „wcisnął hamulec obiema nogami”. Pytany o tę kwestię Marc Van Lierde wielokrotnie podtrzymywał swoje ustalenia. Przypomniał, że dane z pojazdu wskazują na hamowanie przebiegające w dwóch etapach i brak natychmiastowej aktywacji systemu ABS.
Tajemniczy odcinek 86 metrów
Biegły zwrócił również uwagę na brak śladów zdarzenia na odcinku 86 metrów pomiędzy miejscem uderzenia a punktem, w którym odnaleziono zmiażdżone ciało jednego z Gilles.
- To prowadzi mnie do wniosku, że doszło do przewiezienia – stwierdził ekspert. Z części zeznań wynika, że ofiara mogła znajdować się na masce BMW do momentu hamowania, po czym spadła na jezdnię i została przejechana przez pojazd.
Marc Van Lierde nie wypowiadał się na temat przyczyn samego upadku, ale uznał, że scenariusz opisany przez świadków jest wiarygodny. Dodał również, że przy utrzymaniu stałego hamowania samochód zatrzymałby się przed ciałem ofiary, co mogłoby zapobiec jej zmiażdżeniu.
Oskarżony zachował spokój
Poza kilkoma momentami wzruszenia podczas odtwarzania nagrania monitoringu, na którym słychać krzyki po zderzeniu, Paolo Falzone przez większość przesłuchania pozostawał niewzruszony. Przez większość czasu patrzył przed siebie, jedynie sporadycznie spoglądając na prezentowane slajdy. Większe zainteresowanie prezentacją wykazywał Antonino, który śledził wyświetlane dane.
Obaj mężczyźni mieli jednak trudności z udzielaniem szczegółowych odpowiedzi na pytania zadawane podczas rozprawy. Paolo Falzone nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nadal nagrywał telefonem komórkowym, mimo że – według własnych słów – już rozpoczął hamowanie. Z kolei jego adwokat, mecenas Jean-Philippe Mayence, momentami gubił się w liczbach przedstawianych przez eksperta i był przez niego korygowany.
Szczególne wrażenie zrobiła końcowa demonstracja biegłego. Według jego wyliczeń natychmiastowe rozpoczęcie pełnego hamowania awaryjnego w momencie reakcji kierowcy pozwoliłoby zatrzymać pojazd przed orszakiem nawet przy prędkości około 170 km/h.
W piątek przed sądem mają zeznawać lekarz sądowy oraz psychologowie.