112 ochotników odbywa roczną służbę wojskową w Amay – „Najpierw chcemy wzmocnić młodych jako cywilów”
Od września 112 młodych ochotników żyje w wojskowym rytmie w obozie Adjudant Brasseur w Amay w prowincji Liège. Uczą się podstaw zawodu żołnierza – od maskowania po obsługę broni –...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Od września 112 młodych ochotników żyje w wojskowym rytmie w obozie Adjudant Brasseur w Amay w prowincji Liège. Uczą się podstaw zawodu żołnierza – od maskowania po obsługę broni – informuje dziennik La Dernière Heure. Na początku było ich 121. Armia jest zadowolona z zainteresowania płatną ochotniczą służbą wojskową i zapowiada, że nabór będzie powtarzany co roku, a liczba ochotników ma się podwoić.
Spis treści
Biwak, czołganie i czytanie map
Od pięciu tygodni ochotnicy szkolą się pod okiem żołnierzy batalionu saperów. Zwykle wstają o godz. 5.00, a spać idą około godz. 22.00. W tym tygodniu odbywają tzw. biwak administracyjny, czyli biwak poza sytuacją konfliktu. W nocy z poniedziałku 26 na wtorek 27 października spali w namiotach rozstawionych na trawie obozu. W ciągu dnia uczą się maskowania, ukrywania w samodzielnie wykopanym dole, czołgania, przemieszczania się z bronią gotową do strzału oraz szkicowania krajobrazu pod okiem instruktora.
Wstępując we wrześniu w szeregi kompanii Dienstjaar, 112 młodych podpisało zobowiązanie na pełny rok szkolenia, podzielonego na trzy etapy.
Najpierw była faza zero, która odbyła się 29 września – to wcielenie. Potem od razu zaczęła się faza wstępnego szkolenia wojskowego (PIM), trwająca do 18 grudnia. Po świętach i krótkiej przerwie ochotnicy przejdą do specjalistycznego szkolenia zawodowego, a potem wykorzystają w praktyce wszystko, czego się nauczyli – wyjaśnia Angélique Kuppens, dowódczyni 4. batalionu saperów.
Ten sam program co dla żołnierzy zawodowych
Ochotnicy przechodzą ten sam program szkolenia co każdy żołnierz czynnej służby. Zaraz po przyjeździe uczyli się prawidłowo obchodzić z bronią – jak podkreśla dowódczyni, od początku trzeba znać podstawowe zasady bezpieczeństwa, nawet bez amunicji, żeby nie nabrać złych nawyków. W pierwszym tygodniu zaczęli czytać mapy, w ciągu pierwszych dwóch tygodni po raz pierwszy strzelali na strzelnicy i przeszli szkolenie z zagrożeń chemicznych, biologicznych, radiologicznych i jądrowych. W ciągu dziesięciu tygodni PIM czeka ich jeszcze biwak taktyczny, jak najbardziej zbliżony do warunków prawdziwego terenu.
Według dowódcy belgijskich wojsk lądowych Gerta Van Goethema po szkoleniu ochotnicy będą mieli umiejętności, które mogą im otworzyć drogę do kariery w armii albo poza nią.
Ta służba ma trzy cele. Po pierwsze, wzmocnić młodych jako cywilów – dać im odporność psychiczną i fizyczną oraz cechy cenione na rynku pracy, takie jak punktualność, duch zespołu i odpowiedzialność. Po drugie, przekazać umiejętności przydatne przez całe życie, jak pierwsza pomoc, czytanie map i gaszenie pożarów. Po trzecie, pomóc im wybrać przyszłość – mówi Van Goethem.
Ponad 3 000 zgłoszeń na 500 miejsc
List z zaproszeniem do płatnej ochotniczej służby wojskowej otrzymali wszyscy 17-latkowie w Belgii. Armia chciała pozyskać 500 rekrutów, a wpłynęło ponad 3 000 zgłoszeń, więc miejsca szybko się zapełniły. Szef sztabu belgijskiej armii Frederik Vansina podkreśla, że to dowód dużego zainteresowania młodzieży zawodami wojskowymi. Jak mówi, ponad 90 procent osób, które zaczęły szkolenie, wciąż w nim uczestniczy.
Limit 500 ochotników może wkrótce wzrosnąć. Jak potwierdza Gert Van Goethem, nabór będzie ponawiany co roku, a celem jest podwojenie liczby ochotników. Wojska lądowe budują bowiem dużą rezerwę terytorialną, m.in. ze względu na groźną sytuację geopolityczną.
Różne drogi do armii
Wśród rekrutów są osoby o bardzo różnych życiorysach. 23-letnia Alexia przed wstąpieniem do armii zaczęła studia wyższe i nigdy nie myślała o wojsku – zachęciła ją kuzynka, która odbyła służbę ze względu na jej część medyczną. Najtrudniejsze jest dla niej czytanie map, ale jak mówi, instruktorzy wszystko dokładnie tłumaczą i szybko można poczuć się pewnie w terenie.
18-letni Adélio od zawsze widział się w szeregach armii. Jak przyznaje, jest bardzo aktywny i potrzebuje pracy w ruchu. Po otrzymaniu listu uznał, że służba przyniesie mu same korzyści: robi to, co lubi, zdobywa dodatkowe wykształcenie i dojrzałość, a do tego dostaje wynagrodzenie. Jedyną trudnością jest dla niego pobudka około godz. 5.00. Oboje nie wiedzą jeszcze, czy zwiążą z armią całą karierę, ale są pewni, że uczą się umiejętności, które przydadzą im się przez całe życie, także w cywilu.