Dlaczego Belgowie tak trzymają się samochodów służbowych? Likwidacja dałaby budżetowi ok. 5 mld euro, ale nikt nie chce się jej podjąć
Belgia słynie z fatalnych korków, a mimo to dopłaca do jazdy samochodem przez bardzo popularny system aut służbowych. Dlaczego tak trudno go zmienić? Odpowiedzi szuka anglojęzyczny portal The...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Belgia słynie z fatalnych korków, a mimo to dopłaca do jazdy samochodem przez bardzo popularny system aut służbowych. Dlaczego tak trudno go zmienić? Odpowiedzi szuka anglojęzyczny portal The Brussels Times.
Spis treści
»Wolałbym połknąć żarówkę«
Wolałbym połknąć żarówkę, niż zlikwidować samochody służbowe.
– powiedział kilka tygodni temu na konferencji Sammy Mahdi, przewodniczący flamandzkiej centroprawicowej partii CD&V, która współtworzy rząd.
Mahdi mówił to w kontekście rozmów budżetowych w rządzie federalnym, który musi zaoszczędzić 10 mld euro, by zrównoważyć budżet – i to po wcześniejszych rundach cięć i podwyżek podatków. Według Federalnego Biura Planowania likwidacja aut służbowych dałaby ok. 5 mld euro oszczędności. Państwo przestałoby też dopłacać do korzystania z samochodów, co oznaczałoby m.in. mniej emisji i większe bezpieczeństwo na drogach. Pomysł spotkał się jednak w całej Belgii z natychmiastowym oburzeniem, a politycy przed kamerami prześcigali się w krytyce.
Ten system jest całkowicie absurdalny. Większość polityków w Belgii zgadza się, że ludzie powinni częściej korzystać z bardziej ekologicznych środków transportu, a jednak nikt nie chce przestać dopłacać do jazdy samochodem.
– mówi Dave Sinardet, politolog z Vrije Universiteit Brussel (VUB) i UCLouvain.
Auto korzystniejsze niż podwyżka
Choć wzrost się wyhamowuje, samochody służbowe są w Belgii popularniejsze niż kiedykolwiek. Ma je ok. 15 procent pracowników. Często mogą z nich korzystać także w czasie wolnym – wtedy płacą od tego podatek, liczony według złożonego wzoru, który uwzględnia m.in. wartość auta, jego emisje i wiek.
Właśnie ten wzór jest sednem sporu. Zaniża on wartość samochodu, przez co podatek od auta służbowego jest niższy niż w przypadku auta prywatnego.
To nie odpowiada rzeczywistej wartości. Znacznie korzystniej jest mieć samochód służbowy niż własny.
– mówi Michel Maus, profesor prawa podatkowego na VUB.
Do tego firmy często dają pracownikom karty paliwowe, którymi mogą tankować na koszt pracodawcy, także prywatnie. Wielu Belgów jeździ autem służbowym np. na wycieczki do sąsiednich krajów – w przeciwieństwie do podróży pociągiem płaci za to w dużej mierze firma.
Ponieważ belgijski system podatkowy bardzo mocno obciąża pracę, auto służbowe jest tańsze nie tylko od własnego samochodu, ale też od podwyżki pensji. W efekcie powstała mozaika rozwiązań i wyjątków, które zmniejszają obciążenia – poza autami służbowymi to m.in. bony żywnościowe, ekoczeki i budżety mobilności. Wszystkie pozwalają firmom wynagradzać pracowników w formach, które są niżej opodatkowane niż pensja.
Nasze wysokie podatki są jednym z powodów, dla których w latach 80. wprowadzono samochody służbowe. Od tego czasu system bardzo się rozrósł.
– mówi Maus.
Nagroda, z której trudno zrezygnować
Od lat 80. auto służbowe stało się stałym elementem belgijskiej kultury pracy. Dobry samochód to duży plus dla pracownika, a pracodawcy używają go, by przyciągać nowych ludzi.
Kiedyś niektóre firmy organizowały nawet rozmowy kwalifikacyjne w salonach samochodowych, żeby pokazać auta, które dostaną nowi pracownicy.
– mówi Xavier Baeten, profesor Vlerick Business School, który bada systemy wynagradzania w firmach.
Szczególnie na trudnym rynku pracy i tam, gdzie brakuje wykwalifikowanych specjalistów, np. inżynierów, samochód stał się ważnym narzędziem, by zdobyć i zatrzymać pracowników.
To bardzo widoczna i namacalna nagroda dla pracowników. To częściowo wyjaśnia, dlaczego jest tak duży opór przed ich likwidacją.
– dodaje Baeten.
Potrzebna duża reforma podatkowa
Rozwiązanie wydaje się Sinardetowi stosunkowo proste: zlikwidować albo przynajmniej zreformować mozaikę ulg i przeznaczyć uwolnione pieniądze na obniżenie podatków od pracy. W Belgii łatwiej to jednak powiedzieć, niż zrobić.
Musimy przeprowadzić dużą reformę podatkową. Oczywiście nie da się zlikwidować samochodów służbowych od razu, trzeba to robić stopniowo. Ale belgijski system podatkowy musi zmniejszyć obciążenie pracy.
– mówi Sinardet.
Większość belgijskich partii zgadza się, że taka reforma jest potrzebna, ale dotychczasowe próby kończyły się porażką. Poprzedni rząd premiera Alexandra De Croo (Open VLD), w latach 2020-2025, przeprowadził tylko „mini tax shift”. Obecny rząd Barta De Wevera (N-VA) chce obniżyć podatki od pracy do końca kadencji, ale problemy finansowe najpewniej pokrzyżują tę obietnicę.
Każdy, kto zechce znieść ulgi podatkowe, trafi też na opór grup interesu. Według Sinardeta istnieją lobby, które na tych systemach korzystają, a politycy obawiają się, że ludzie bardziej zezłoszczą się z powodu utraty auta służbowego, niż ucieszą z dodatkowych pieniędzy na koncie co miesiąc.
Auta elektryczne i budżet mobilności
Likwidacja aut służbowych mogłaby paradoksalnie zaszkodzić przechodzeniu Belgii na bardziej ekologiczny transport. Rząd federalny wymaga, by od tego roku nowe samochody służbowe były elektryczne lub hybrydowe. To napędziło wzrost sprzedaży aut elektrycznych – samochody służbowe są jednym z powodów, dla których Belgia elektryfikuje się szybciej niż inne kraje Europy.
Maus zgadza się, że Belgia potrzebuje dużej reformy podatkowej, ale jest pesymistą co do jej realizacji. Jak mówi, bardzo trudno zlikwidować system aut służbowych i logikę, na której się opiera, choć widać mniejsze zmiany – rośnie np. rola budżetów mobilności. W tym systemie pieniądze przeznaczone na auto służbowe można w równie korzystny podatkowo sposób wydać na inne środki transportu, np. rowery, a nawet na część czynszu lub raty kredytu hipotecznego, by mieszkać bliżej pracy.
Utknęliśmy. Racjonalnie byłoby zmienić system. Ale to zderza się z realiami tego kraju.
– wzdycha Maus.