„To przypomina mi praktyki nazistowskie” – Jinnih Beels oburzona porozumieniem, które ma usunąć ją z zarządu prowincji Antwerpia
„Będę działać dalej, dopóki mnie stąd nie wyniosą” – tak Jinnih Beels reaguje na polityczne porozumienie Vooruit, CD&V i N-VA, które ma doprowadzić do usunięcia jej z zarządu prowincji...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be „Będę działać dalej, dopóki mnie stąd nie wyniosą” – tak Jinnih Beels reaguje na polityczne porozumienie Vooruit, CD&V i N-VA, które ma doprowadzić do usunięcia jej z zarządu prowincji Antwerpia. Beels twierdzi, że przygotowywany jest dekret służący jednemu konkretnemu celowi – odsunięciu jej od stanowiska. Na początku tygodnia wyszło na jaw, że Vooruit zażądało od niej zrzeczenia się mandatu.
Spis treści
Specjalny dekret i konstruktywne wotum nieufności
Gdy na początku tego tygodnia okazało się, że Vooruit zwróciło się do Jinnih Beels o oddanie mandatu członkini zarządu prowincji, polityczka zapowiedziała, że będzie walczyć o pozostanie na stanowisku. Nie zamierzała ustępować, ponieważ, jak twierdzi, nie widziała, co mogłaby zrobić źle.
Ani Beels, ani opinia publiczna nie wiedzieli wówczas jeszcze, że trzy flamandzkie partie rządzące – Vooruit, CD&V i N-VA – zawarły porozumienie mające doprowadzić do odsunięcia jej od władz prowincji. W tym celu przygotowano odpowiednią konstrukcję prawną.
Najpierw Parlament Flamandzki ma w trybie pilnym przyjąć dekret wprowadzający możliwość zastosowania konstruktywnego wotum nieufności wobec członków zarządów prowincji. Obecnie taki mechanizm na tym szczeblu władzy nie istnieje. Następnie N-VA, Vooruit i CD&V mają poprzeć w radzie prowincji wniosek przeciwko Beels, co doprowadziłoby do zakończenia jej pracy w zarządzie prowincji.
Mocne słowa pod adresem Connera Rousseau
Jak mówi Jinnih Beels, otrzymała wiele wyrazów poparcia od parlamentarzystów oraz radnych prowincji, również należących do innych ugrupowań. Nie robi sobie jednak złudzeń. Jej zdaniem, gdy przyjdzie do głosowania, wszyscy wciśną zielony przycisk, by ją „zlikwidować”.
Beels bardzo ostro ocenia sposób działania własnej partii, a szczególnie jej przewodniczącego Connera Rousseau.
To przypomina mi praktyki nazistowskie. Uchwala się dekret w jednym tylko celu: żeby zamknąć komuś usta – mówi.
Beels zastanawia się również, jak wyglądałaby reakcja, gdyby podobną inicjatywę podjęło ugrupowanie skrajne, takie jak Vlaams Belang. Jej zdaniem Vooruit jako pierwsze protestowałoby wówczas przeciwko takim działaniom.
Polityczka uważa również, że sytuacja może stworzyć niebezpieczny precedens, w którym przewodniczący partii, symbolicznie unosząc lub opuszczając kciuk, mogą decydować o politycznym losie wybranych przedstawicieli.
Apel do mandatariuszy
Beels chce, aby sprawa stała się przedmiotem szerszej debaty i nie ograniczała się wyłącznie do jej osoby. Liczy na to, że przedstawiciele demokratycznych partii nie będą bezkrytycznie wykonywać poleceń kierownictw swoich ugrupowań, choć sama przyznaje, że nie ma w tej kwestii dużych nadziei.
Jak mówi, trudno planować przyszłość, gdy dalsze pozostawanie na stanowisku jest niepewne. Beels zapewnia jednak, że chce pozostać w polityce – jak podkreśla, nie dla władzy ani pieniędzy, lecz po to, by działać na rzecz ludzi. Obecnie są to przede wszystkim rolnicy, z którymi utrzymuje częsty kontakt jako osoba odpowiedzialna za sprawy rolnictwa.
Beels zapowiada, że jeśli będzie zmuszona opuścić siedzibę władz prowincji w Antwerpii, nie zrobi tego po cichu.
Robię to dla wszystkich ludzi, którzy mi zaufali, i w najbliższych tygodniach będę to robić dalej, dopóki mnie stąd nie wyniosą – podkreśla.
Ofiara partiokracji
Beels twierdzi, że padła ofiarą partiokracji, czyli zjawiska, które sama od dawna krytykuje. W ubiegłym roku napisała na ten temat książkę „Dansen op een Slappe Koord”, w której ostro oceniała panujące obyczaje i praktyki polityczne.
Najwyraźniej nie przewidziała jednak manewrów politycznych, które są obecnie prowadzone. Stanowisko członkini zarządu prowincji wydawało się bezpiecznym miejscem, dającym pewną swobodę działania.
Okazało się inaczej, a planu B najwyraźniej nie ma. Polityczna przyszłość Beels wydaje się niepewna i najprawdopodobniej nie będzie związana z żadną z tradycyjnych partii.