Nocne negocjacje w belgijskiej polityce. Ekspert: „To uporczywy rytuał, ale w gruncie rzeczy nie jest to normalne”
Nocne rozmowy budżetowe rządu flamandzkiego ponownie pokazały, jak wyczerpujące bywają polityczne negocjacje. Podczas rozmów zasłabli szef gabinetu z partii Vooruit oraz minister Hilde Crevits...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Nocne rozmowy budżetowe rządu flamandzkiego ponownie pokazały, jak wyczerpujące bywają polityczne negocjacje. Podczas rozmów zasłabli szef gabinetu z partii Vooruit oraz minister Hilde Crevits (CD&V). Dirk Van Poucke, ekspert ds. technik negocjacyjnych, nazywa prowadzenie obrad do rana „uporczywym rytuałem” i „zamachem na fizyczne i psychiczne życie polityków”.
Tradycja belgijskiej polityki
W belgijskiej polityce rozmowy przeciągające się do środka nocy stały się tradycją – niezależnie od tego, czy kończą się porozumieniem. „Nigdy nie znałem innej sytuacji” – mówi Rik Van Cauwelaert, komentator polityczny dziennika De Tijd, w programie Terzake stacji VRT Canvas.
Jego zdaniem wynika to z belgijskiego systemu politycznego. „W Wielkiej Brytanii u władzy jest jedna partia i wszystko zapada szybko. U nas są rządy koalicyjne złożone z kilku partii i to zupełnie inna historia”.
Van Cauwelaert przywołuje słowa byłego premiera Hermana Van Rompuya (CD&V), który mówił, że porozumienie ma trzy etapy: jego zawarcie, przelanie ustaleń na papier i ich wykonanie. Wspomina też André Coolsa (PS), który podczas nocnych rozmów potrafił się zdrzemnąć, by potem z nowymi siłami wrócić do negocjacji.
Poza polityką taki sposób prowadzenia rozmów jest rzadkością. „Brałem udział w wielu negocjacjach w firmach i rozmowy prowadzone w nocy mógłbym policzyć na palcach jednej ręki” – mówi Dirk Van Poucke w reportażu programu Terzake.
„W polityce stało się to uporczywym rytuałem, ale w gruncie rzeczy nie jest to normalne. Nie musi tak być, tylko wszyscy myślą, że tak trzeba” – dodaje ekspert.
„Polityczny show-biznes” czy „wojna na wyczerpanie”?
Van Poucke uważa, że nocne negocjacje są również strategią. „Jeśli partie wychodzą o godz. 17.00 z porozumieniem i mówią, że nie było to takie trudne, ich zaplecze ma poczucie, że politycy nie walczyli”.
Inny odbiór wywołuje porozumienie ogłoszone o świcie. „Jeśli natomiast wychodzą o godz. 5.00 rano i ogłaszają, że wreszcie osiągnięto konsensus, jest to znacznie lepiej odbierane przez zwolenników. To element politycznego show-biznesu” – wyjaśnia.
Ekspert określa takie rozmowy również mianem „wzajemnych tortur”. „Uczestnicy męczą się nawzajem, aż wszyscy są wyczerpani i mają dość. Nazywa się to »need for closure«, czyli potrzebą domknięcia sprawy. To zamach na fizyczne i psychiczne życie polityków”.
Van Cauwelaert także widzi w nocnych rozmowach „wojnę na wyczerpanie”. „W późnych godzinach partie próbują zmusić inne ugrupowania do ustępstw i czasem się to udaje. Z drugiej strony dobra propozycja bywa wtedy całkowicie okaleczona. To z kolei jest wada” – podsumowuje.