We wtorek 3 marca 2026 r. około godz. 13:00 w niewielkim parku w pobliżu Porte de Hal na Saint-Gilles w Brukseli doszło do napaści na młodą kobietę. Sara, mieszkanka stolicy, spędzała przerwę obiadową na świeżym powietrzu razem ze współlokatorką, gdy nieznany mężczyzna nagle i bez ostrzeżenia kopnął ją z dużą siłą w żebra. Poszkodowana nie wezwała policji ani nie złożyła zawiadomienia. Zamiast tego opisała zdarzenie w mediach społecznościowych, apelując o refleksję nad przemocą w przestrzeni publicznej oraz nad sposobem, w jaki społeczeństwo reaguje na osoby przeżywające kryzys psychiczny.
Atak w środku dnia
Jak relacjonuje Sara we wpisie opublikowanym tego samego dnia na Facebooku, napastnik leżał wcześniej w parku w pobliżu miejsca, gdzie siedziały obie kobiety. W pewnym momencie wstał, skierował się w ich stronę, a następnie zaczął biec i z całej siły kopnął ją w żebra. Uderzenie było tak silne, że kobieta upadła na ziemię, straciła oddech i przez kilka minut nie była w stanie się podnieść.
Według relacji jej współlokatorki mężczyzna po ataku odszedł spokojnie z miejsca zdarzenia. Osoby przebywające w pobliżu nie zareagowały ani nie podeszły, by udzielić pomocy poszkodowanej.
Złość skierowana w stronę systemu
Po pierwszym szoku Sara podkreśliła, że nie odczuwa gniewu wobec napastnika. Jej zdaniem mężczyzna sprawiał wrażenie osoby znajdującej się w poważnym kryzysie psychicznym lub pod wpływem substancji odurzających. Frustrację kieruje natomiast pod adresem systemu, który – w jej ocenie – pozostawia takie osoby bez odpowiedniej opieki.
Kobieta uważa, że gdyby istniało więcej bezpiecznych miejsc, ośrodków wsparcia i placówek zapewniających pomoc medyczną lub możliwość odpoczynku, podobne sytuacje zdarzałyby się rzadziej. Zwróciła też uwagę na zjawisko społecznego zobojętnienia wobec przemocy. Według niej brutalne zdarzenia, zarówno te obserwowane na ulicy, jak i te oglądane w internecie czy w mediach, stały się tak powszechne, że ludzie coraz częściej przestają reagować. To – jej zdaniem – tłumaczy brak reakcji świadków.
Apel o wspólną odpowiedzialność
Zamiast wywoływać panikę, Sara postanowiła wykorzystać swoje doświadczenie jako punkt wyjścia do szerszej rozmowy o bezpieczeństwie w przestrzeni publicznej. Podkreśliła, że społeczeństwo często nie otrzymuje narzędzi pozwalających reagować na przemoc, choć powinna to być zarówno odpowiedzialność wspólnoty, jak i zadanie instytucji publicznych.
W swoim wpisie podzieliła się także kilkoma wskazówkami dotyczącymi zachowania ostrożności w miejscach publicznych. Wśród nich wymieniła m.in. uważne obserwowanie otoczenia, zachowywanie dystansu wobec nieznanych osób, unikanie całkowitego odcinania się od dźwięków otoczenia przez słuchawki oraz rozglądanie się przed zajęciem miejsca w przestrzeni publicznej.
Jak zaznacza, w przypadku zagrożenia osoby znajdujące się w grupie mogą próbować reagować bezpośrednio, natomiast osoby samotne powinny przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo. Zawsze jednak można zrobić coś – krzyknąć, wezwać pomoc, nagrać sytuację, zgromadzić ludzi wokół zdarzenia lub po prostu sprawdzić, czy zaatakowana osoba potrzebuje pomocy.
Dlaczego nie zgłosiła zdarzenia policji
Sara świadomie zdecydowała się nie zgłaszać sprawy policji i nie wzywać funkcjonariuszy na miejsce zdarzenia. Jak wyjaśniła, nie chciała pogłębiać problemów osoby, która – w jej ocenie – już znajduje się w bardzo trudnej sytuacji psychicznej.
Według niej reakcja na podobne sytuacje nie powinna ograniczać się wyłącznie do interwencji policji czy środków represyjnych. Swoją historią chce zachęcić do budowania bardziej solidarnej i uważnej wspólnoty. Jak podkreśliła na zakończenie, obojętność, milczenie i odwracanie wzroku sprawiają, że przemoc stopniowo zaczyna być postrzegana jako coś normalnego.