Region Stołeczny Brukseli pogrąża się w coraz głębszym impasie politycznym, a wraz z nim regularnie powracają obawy o możliwą niewypłacalność. Po rezygnacji Yvana Verougstraete z misji formatora rządowego sytuacja pozostaje niejasna, choć eksperci zajmujący się finansami publicznymi studzą najbardziej alarmistyczne scenariusze. Pojawia się pytanie, czy groźba bankructwa regionu jest realna, czy raczej stanowi element politycznej gry negocjacyjnej.
Za kilka dni Region Stołeczny Brukseli przekroczy granicę 600 dni bez rządu. Wciąż nie uchwalono budżetu na 2026 r., a we wtorek Yvan Verougstraete z partii Les Engagés złożył rezygnację z funkcji formatora. Brak jasnej perspektywy wyjścia z kryzysu podsyca spekulacje na temat kondycji finansowej regionu. Dwaj eksperci analizują, skąd biorą się te obawy i na ile są one uzasadnione.
Skąd Bruksela czerpie środki finansowe
Region Stołeczny Brukseli finansuje swoją działalność z kilku źródeł. Politolog Damien Piron, wykładowca nauk administracyjnych na Uniwersytecie w Liège, wskazuje na wpływy podatkowe, dotacje z poziomu federalnego, dochody z działalności operacyjnej – m.in. z płatnych usług transportowych – oraz finansowanie dłużne pozyskiwane na rynkach finansowych. Region dysponuje również linią kredytową w banku Belfius, dostępną do grudnia, z której mógłby skorzystać w razie problemów z płynnością.
Jak podkreśla Maxime Fontaine, badacz finansów publicznych z Uniwersytetu Wolnego w Brukseli, nie ma obecnie sygnałów świadczących o trudnościach w finansowaniu bieżących potrzeb regionu. Rating Brukseli jest nawet lepszy niż Regionu Walońskiego, co pozwala jej pożyczać środki na korzystniejszych warunkach. To pokazuje, że rynki finansowe zachowują względne zaufanie do sytuacji stolicy.
Skąd wzięły się obawy o możliwy „shutdown”
Maxime Fontaine zwraca uwagę na konieczność rozróżnienia dwóch kwestii. Pierwsza dotyczy płynności finansowej, czyli dostępności gotówki na bieżące wydatki. W tym kontekście pojawiły się wypowiedzi ministra budżetu o możliwym „shutdownie” w kwietniu. Jak wyjaśnia ekspert, chodziło jednak o teoretyczny test warunków skrajnych przeprowadzony przez Belfius, zakładający całkowite odcięcie regionu od finansowania. Był to scenariusz czysto hipotetyczny, a fakt, że Bruksela mogłaby w takiej sytuacji funkcjonować jeszcze przez kilka miesięcy, świadczy o istnieniu istotnych rezerw płynnościowych.
Drugą kwestią jest długoterminowe finansowanie poprzez emisję długu. Tutaj również nie widać sygnałów ostrzegawczych w postaci rosnącej niechęci inwestorów czy gwałtownego wzrostu kosztów zadłużenia. Zdaniem Fontaine’a rynki finansowe wciąż postrzegają Brukselę jako wiarygodnego pożyczkobiorcę.
Realne problemy finansowe regionu
Nie oznacza to jednak braku realnych problemów. Koszty obsługi długu systematycznie rosną wraz z kolejnymi pożyczkami, a brak rządu powoduje zamrożenie finansowania wielu podmiotów. Polityki publiczne nie są aktualizowane, co negatywnie wpływa na funkcjonowanie gospodarki regionalnej oraz system pomocy społecznej.
Wszystkie administracje zostały objęte oszczędnościami. Choć sektor publiczny na razie unika najbardziej dotkliwych konsekwencji, sektor non-profit znajduje się na pierwszej linii cięć. Maxime Fontaine wskazuje na przykład zamknięcia ośrodka Athéna, oferującego bezpłatne konsultacje lekarskie, także dla osób bez dokumentów. Jego zdaniem pozorne oszczędności mogą w dłuższej perspektywie prowadzić do znacznie wyższych kosztów społecznych, związanych z pogorszeniem stanu zdrowia najbardziej wrażliwych grup.
Czy niewypłacalność jest realnym zagrożeniem
„Jestem zaniepokojony, ale daleki od alarmizmu” – ocenia Maxime Fontaine. Ryzyko, że Bruksela straci dostęp do rynków finansowych, uznaje on za niskie. Dług regionu jest rozłożony w czasie i dobrze zarządzany, co stanowi istotny element stabilizujący. Jego zdaniem nie można mówić ani o bankructwie, ani o sytuacji nadzwyczajnej.
Podobną opinię wyraża Damien Piron. Według niego narracja o niewypłacalności to przede wszystkim narzędzie polityczne, wykorzystywane w negocjacjach dotyczących powołania rządu i uzasadniania potrzeby oszczędności. Ekspert podkreśla, że istnieje wiele instrumentów pozwalających ograniczyć deficyt – od zmian podatkowych, przez zwiększenie dochodów, po redukcję wydatków – a scenariusz zaprzestania płatności jest skrajnie nieprawdopodobny.
Co może wydarzyć się w najbliższych miesiącach
Kryzys polityczny może nieznacznie wpłynąć na wzrost kosztów finansowania, choć – jak zauważa Fontaine – rynki są już świadome sytuacji i w dużej mierze uwzględniły ją w swoich ocenach. Dodatkowo zapowiedź ewentualnej pomocy ze strony rządu federalnego, w zamian za wdrożenie środków naprawczych, została odebrana przez rynki jako czynnik uspokajający.
Choć nie istnieje formalny mechanizm bezpośredniej interwencji federalnej w finanse Regionu Stołecznego Brukseli, możliwe są rozwiązania pośrednie, takie jak pożyczki na preferencyjnych warunkach. W ostateczności także instytucje europejskie byłyby zainteresowane uniknięciem scenariusza kryzysowego w stolicy Belgii i Unii Europejskiej.
Zdaniem ekspertów obecna debata wokół potencjalnej niewypłacalności Brukseli ma przede wszystkim wymiar polityczny. Realne ryzyko bankructwa regionu pozostaje bardzo ograniczone, choć przedłużający się brak rządu coraz wyraźniej odbija się na funkcjonowaniu regionu i jakości prowadzonej polityki publicznej.