Sąd karny w Liège zdecydował o wznowieniu postępowania przeciwko dwóm funkcjonariuszom policji federalnej w związku ze spektakularną ucieczką więźnia podczas transportu do zakładu karnego w Lantin. Do zdarzenia doszło w styczniu 2024 r., a nagranie z ucieczki obiegło świat, wywołując falę komentarzy i poważne pytania o standardy bezpieczeństwa stosowane przy przewozie niebezpiecznych osadzonych. Nowy termin rozprawy wyznaczono na 8 kwietnia bieżącego roku.
Ucieczka w biały dzień z nieoznakowanego pojazdu
Sprawa dotyczy dwóch policjantów z Dyrekcji Zabezpieczeń (DAB) policji federalnej, którym zarzuca się szereg zaniedbań podczas transportu więźnia 23 stycznia 2024 r. Około godziny 14:00 Robin Singh, skazany za przestępstwa związane z prostytucją nieletnich, uciekł z nieoznakowanego pojazdu policyjnego, którym był przewożony do więzienia w Lantin.
Całe zdarzenie zostało zarejestrowane na nagraniu, które w krótkim czasie trafiło do mediów na całym świecie. Obrazy te ujawniły poważne luki w procedurach bezpieczeństwa i stały się symbolem kompromitacji systemu transportu osadzonych.
Kajdanki i brak obuwia nie przeszkodziły w ucieczce
Szczególne zdumienie opinii publicznej wzbudził fakt, że więzień był skuty kajdankami i uciekał boso. Mimo to zdołał oddalić się na tyle szybko, że dwaj wyszkoleni funkcjonariusze nie byli w stanie go dogonić. Nagranie pokazuje bezskuteczny pościg ulicami miasta, który zakończył się całkowitą porażką policji.
Ten aspekt sprawy stał się jednym z kluczowych elementów krytyki, wskazując na skalę zaniedbań oraz brak odpowiedniego przygotowania do transportu osoby uznawanej za niebezpieczną.
Naruszenie podstawowych procedur bezpieczeństwa
Z ustaleń śledztwa wynika, że transport więźnia odbywał się pojazdem administracyjnym, a nie samochodem przystosowanym do przewozu osadzonych. Kierowca cofnął swoje siedzenie maksymalnie do tyłu, co ograniczyło przestrzeń na tylnej kanapie i utrudniło kontrolę nad więźniem.
Funkcjonariuszka, która zgodnie z procedurami powinna zająć miejsce obok osadzonego na tylnej kanapie, zdecydowała się usiąść z przodu pojazdu, tłumacząc to względami komfortu. W efekcie więzień nie był bezpośrednio nadzorowany. Dodatkowo w pojeździe nie aktywowano zabezpieczenia child lock, które uniemożliwia otwieranie drzwi i okien z tyłu.
Głośne radio i chwila nieuwagi
Kolejnym elementem, który ułatwił ucieczkę, było głośno włączone radio. Dźwięk muzyki zagłuszył odgłos otwieranego okna, przez co funkcjonariusze nie zauważyli, że osadzony przygotowuje się do ucieczki. Te kilka sekund nieuwagi okazało się kluczowe i dało więźniowi wystarczającą przewagę.
Prokuratura podkreśla, że żadna z tych okoliczności z osobna nie musiałaby doprowadzić do ucieczki, jednak ich kumulacja stworzyła idealne warunki do jej przeprowadzenia. Jednocześnie śledczy nie sprzeciwili się zastosowaniu wobec funkcjonariuszy środków łagodzących.
Rozprawa zostanie wznowiona 8 kwietnia. Wówczas sąd ma ostatecznie ocenić odpowiedzialność policjantów za zaniedbania, które doprowadziły do jednej z najbardziej nagłośnionych ucieczek więźnia w Belgii w ostatnich latach.