Hiszpański kibic Barcelony zaprzecza, że podpalił autobus kibiców w Brugii
Dwudziestopięcioletni hiszpański fan FC Barcelona stanowczo zaprzecza, że to on podpalił autobus przewoźnika De Lijn przy użyciu racy. Twierdzi, że fajerwerki odpalił inny kibic. Mężczyzna miał dziś...
"De Lijn Limburg 5437" by Public Transport is licensed under CC BY-NC-ND 2.0 Dwudziestopięcioletni hiszpański fan FC Barcelona stanowczo zaprzecza, że to on podpalił autobus przewoźnika De Lijn przy użyciu racy. Twierdzi, że fajerwerki odpalił inny kibic. Mężczyzna miał dziś stawić się przed sądem karnym w Brugii, lecz nie pojawił się na rozprawie.
Na początku ubiegłego miesiąca, przed meczem Club Brugge z FC Barceloną w ramach Ligi Mistrzów, wahadłowy autobus przewożący kibiców stanął w płomieniach. Pojazd oczekiwał na pasażerów, którzy mieli zostać przewiezieni na stadion Jana Breydela. Według ustaleń śledczych jeden z kibiców wszedł do środka z fajerwerkami, a następnie je odpalił.
Policja szybko zatrzymała 25-letniego Hiszpana. Mężczyzna spędził dwie doby w areszcie, po czym pozwolono mu wrócić do kraju. Sam złożył w Belgii zawiadomienie o przestępstwie przeciwko nieznanym sprawcom, twierdząc, że przeżył traumę zarówno w związku z pożarem, jak i pobytem w celi.
Uchybienia proceduralne w doręczeniu wezwania
Prokuratura Flandrii Zachodniej skierowała sprawę do rozpoznania w trybie przyspieszonym i wezwała Hiszpana pod zarzutem nieumyślnego spowodowania pożaru. Choć rozprawę wyznaczono na dziś rano, oskarżony nie stawił się osobiście – reprezentowali go adwokaci Simon Bekaert i Filip Goemans.
Obrońcy podkreślają, że ich klient nie otrzymał wezwania w prawidłowym terminie. Dokument miał dotrzeć do niego dopiero 10 listopada, i to drogą mailową. „Wyłącznie w języku hiszpańskim oraz z błędną datą rozprawy” – wskazał mecenas Bekaert. „Jesteśmy tu dziś tylko dlatego, że właściwą datę zobaczyliśmy w prasie.”
Sąd przełożył rozprawę na przyszły tydzień, chcąc wyjaśnić, czy wezwanie zostało doręczone zgodnie z procedurą. Już teraz jednak obrona zapowiada, że jej klient kwestionuje stawiane mu zarzuty. „Policjanci widzieli jedynie, jak mój klient podnosi racę z ziemi. Na szczęście istnieją nagrania, które pokazują, że nie miał przy sobie żadnych fajerwerków.”
„To w żadnym wypadku nie jest chuligan, lecz porządny, pracujący człowiek z czystą kartoteką. Przyjechał do Brugii z dwoma przyjaciółmi i po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie” – dodał obrońca.
Stroną cywilną w postępowaniu jest również funkcjonariusz policji, który domaga się 500 euro zadośćuczynienia. Podczas zdarzenia nadyszał się dymu i wymagał hospitalizacji.