Nowa fala fałszywych alarmów bombowych w Europie w piątek 6 listopada – 11 lotów z i do Pragi, ewakuacja mediów w Irlandii. Rząd w Dublinie: prawdopodobnie skoordynowana kampania
Jak podaje belgijski nadawca publiczny RTBF, powołując się na agencję AFP, w piątek 6 listopada przez Europę przetoczyła się kolejna seria fałszywych alarmów bombowych. Po dziesiątkach podobnych...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Jak podaje belgijski nadawca publiczny RTBF, powołując się na agencję AFP, w piątek 6 listopada przez Europę przetoczyła się kolejna seria fałszywych alarmów bombowych. Po dziesiątkach podobnych zgłoszeń w tym tygodniu ich celem znów były loty pasażerskie, a tym razem także media.
Praga, Francja, Lizbona
Lotnisko w Pradze przekazało AFP, że alarm bombowy dotyczył jedenastu lotów z lub do stolicy Czech. Cztery kolejne alarmy dotyczyły w piątek samolotów przelatujących nad Francją. Według biura francuskiego premiera maszyny wylądowały „bez przeszkód”, a saperzy przeprowadzają na ich pokładach kontrole bezpieczeństwa. Władze Portugalii poinformowały, że „groźba bombowa” dotyczyła też lotu Ryanair, który w piątek rano miał wystartować z Lizbony do Rzymu. Okazała się bezpodstawna.
W czwartek 5 listopada alarmy objęły co najmniej 20 lotów. We wszystkich przypadkach nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych. NATO przekazało, że nadal monitoruje sytuację i ściśle koordynuje działania z sojusznikami.
Ewakuacja redakcji w Irlandii
W piątek rano po otrzymaniu alarmu bombowego ewakuowano siedziby kilku irlandzkich mediów, w tym nadawcy RTÉ. Wicepremier Irlandii Simon Harris mówił w radiu o „bardzo poważnej i rozwijającej się sytuacji”. Irlandzki rząd uznał w komunikacie za „prawdopodobne”, że alarmy wobec mediów i lotnictwa są częścią „skoordynowanej kampanii mającej wywołać zakłócenia”. Zaznaczył przy tym, że nie wie, kto za nimi stoi.
Ślady prowadzą donikąd
Według RTBF wiadomości z roszczeniami, które w czwartek dotarły na lotniska w Rzymie i Sofii, były podpisane przez „bojowników państwa męskiego”. Nazwa ta wydaje się nawiązywać do rosyjskiego ruchu ultranacjonalistycznego, ale tego związku nie da się zweryfikować.
Jean-Marc Rickli z Genewskiego Centrum Polityki Bezpieczeństwa ocenił w rozmowie z AFP, że alarmy trzeba widzieć „w kontekście operacji hybrydowych przeciwko państwom europejskim”. Jak zauważył, sprawcę nic one nie kosztują, a mają duży wpływ na logistykę i odczucia ludzi. Władze nie mogą ich ignorować, bo gdyby któryś alarm okazał się prawdziwy, poniosłyby odpowiedzialność.
Szef londyńskiej policji Mark Rowley przypomniał w BBC Radio 4 czasy zagrożenia ze strony IRA, gdy mówiono o „terroryzmie za 10 pensów” – jeden fałszywy telefon mógł sparaliżować całe miasto. Jego zdaniem teraz trzeba zachować zimną krew i nauczyć się odróżniać żart od realnego zagrożenia, by nie reagować przesadnie na każdą wiadomość.