Były policjant z Basse-Meuse wystawił ponad 300 fałszywych zaświadczeń o utracie dokumentów – prokuratura w Liège żąda 5 lat więzienia
Były policjant dzielnicowy ze strefy Basse-Meuse za 50 euro od sztuki wystawiał fałszywe zaświadczenia o utracie dokumentów samochodów, dowodów osobistych i praw jazdy. Prokuratura żąda 5 lat...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Przed sądem karnym w Liège toczy się proces byłego policjanta, który przez lata wystawiał fałszywe zaświadczenia o utracie dokumentów. Jak podaje dziennik La DH w czwartek 5 listopada, prokuratura zażądała dla mężczyzny kary 5 lat więzienia, przy czym nie sprzeciwia się zawieszeniu tej części kary, która przekracza okres tymczasowego aresztowania.
Spis treści
Ponad 300 fałszywych dokumentów po 50 euro
Oskarżony, przedstawiany w mediach jako Bertrand, przez 17 lat pracował w policji. Był zatrudniony w strefie policyjnej Basse-Meuse, w komisariacie w Vivegnis, gdzie pełnił funkcję policjanta dzielnicowego. Odpowiada za sporządzenie za wynagrodzeniem ponad 300 fałszywych zaświadczeń o utracie dokumentów samochodów, dowodów osobistych i praw jazdy, a także za naruszenie tajemnicy zawodowej.
Według prokuratury za każde fałszywe zaświadczenie otrzymywał 50 euro. Mężczyzna przyznał, że robił to przez kilka lat za opłatą. Przed wystawieniem dokumentów powinien był sprawdzić pojazdy, czego nie robił. Zdarzało się, że jednej osobie wystawił nawet cztery fałszywki jednego dnia. Część pojazdów powinna była zostać zajęta – policjant sporządzał dokumenty dla aut z tymi samymi numerami rejestracyjnymi, ale innymi numerami nadwozia.
Informacje z policyjnych baz danych
Oskarżony korzystał też z policyjnych baz danych, by przekazywać znajomym informacje – m.in. o tym, że dany samochód jest zgłoszony jako skradziony, albo że określone osoby nie są już poszukiwane przez policję. Umawiał się ze znajomymi w komisariacie i tam sporządzał fałszywe oświadczenia.
Prokuratura podkreśliła, że w ten sposób umożliwił powrót do ruchu pojazdów, które nie powinny się na nim znaleźć, a także podważył zaufanie do dokumentów urzędowych. Sam oskarżony przekonywał przed sądem, że nie wykonywał źle swojej pracy, choć jej nie lubił, i że „nie widział w tym nic złego”.
Obecnie kontroluje opłaty kilometrowe
Po ujawnieniu sprawy mężczyzna został z urzędu zwolniony z policji. Obecnie pracuje w dziale finansów walońskiej administracji publicznej (SPW), w brygadzie kontrolującej opłaty kilometrowe i podatki od samochodów.
W tej samej sprawie prokuratura zażądała trzech lat więzienia dla dwóch braci, a dla pozostałych oskarżonych – prac społecznych lub kar od 6 do 8 miesięcy więzienia, nie sprzeciwiając się ich zawieszeniu. Obrońcy wnosili o łagodny wymiar kary i zawieszenie. Na kolejnej rozprawie sąd wysłucha dalszych mów obrończych.