Gang „Nauczyciela” bez kary – sąd w Hasselt uznał, że śledztwo w sprawie fabryki mydła w Lommel trwało zbyt długo, prokuratura żądała ponad 160 lat więzienia
Sąd w Hasselt orzekł w piątek 23 października wygaśnięcie ścigania wobec holenderskiego przestępcy Johna H., zwanego „Nauczycielem”, i jego wspólników. Powodem jest rażące przekroczenie rozsądnego...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Sąd w Hasselt zaskoczył w piątek 23 października wszystkich na sali. Wobec holenderskiego przestępcy Johna H. (68 lat) z Sint-Willebrord, zwanego „Nauczycielem” (De Onderwijzer), oraz jego gangu orzekł wygaśnięcie ścigania (verval van strafvordering) w wielkim śledztwie narkotykowym. Powodem jest rażące przekroczenie rozsądnego terminu postępowania – informuje dziennik Het Nieuwsblad. Jak podaje dziennik Het Laatste Nieuws (HLN), sprawa ciągnęła się dziewięć lat, a wszyscy oskarżeni opuszczają sąd jako wolni ludzie – nie dlatego, że uznano ich za niewinnych.
Spis treści
Fabryka mydła i laboratoria narkotyków
Międzynarodowe śledztwo ruszyło w 2016 r. Gdy fabryka mydła Polysan przy Balendijk w Lommel w Limburgii popadła w kłopoty finansowe, zaczęły się w niej pojawiać różne postacie ze świata narkotykowego. Firma zaczęła na dużą skalę zamawiać chemikalia do produkcji narkotyków. Śledczy znaleźli laboratoria w Ham i Hamont-Achel, a także magazyny i miejsca produkcji w holenderskich miejscowościach Zelandii, w Uden i Nispen oraz w Nazareth we Flandrii Wschodniej. Grupa miała się też zajmować uprawą konopi i eksportem kokainy, m.in. na Maltę.
Główną postacią miał być John H., który od lat 90. jest znany jako szef gangu produkującego ecstasy w Holandii. Przydomek „Nauczyciel” zawdzięcza ukończonym studiom nauczycielskim. Prokuratura żądała dla niego 18 lat więzienia, a dla 31 oskarżonych łącznie ponad 160 lat oraz przepadku milionów euro korzyści majątkowych – podaje Het Nieuwsblad. HLN pisze o 32 oskarżonych.
2,7 terabajta podsłuchów nie do przejrzenia
Sąd przychylił się do wniosków obrony, która niemal w całości domagała się uniewinnienia z powodu przekroczenia rozsądnego terminu. Prokuratura federalna sama proponowała obniżenie kar o dwa lata, bo akta przez kilka lat leżały bez ruchu. Adwokaci mówili nawet o 5,5 roku przestoju – i sąd podzielił tę ocenę.
Sędzia zwrócił uwagę na ociężałość akt. Śledztwo opierało się w dużej mierze na podsłuchach – przez wiele miesięcy podsłuchiwano ponad sto numerów telefonów, a także domy i samochody. Materiał z podsłuchów, liczący 2,7 terabajta danych w setkach folderów, był najpierw technicznie nieczytelny, a potem dostępny tylko w ograniczonym zakresie. Komputery sądu, z których może korzystać obrona, są zbyt słabe, by przeszukać dane w rozsądnym czasie.
Prawo do obrony staje się przez to czysto iluzoryczne – napisano w komunikacie sądu.
Oskarżeni po raz pierwszy przesłuchani po ośmiu latach
Sąd stwierdził też, że część oskarżonych została już wcześniej prawomocnie osądzona za czyny w całości lub w części pokrywające się z zarzutami w tej sprawie, a nikt nie może być sądzony dwa razy za to samo. Według sądu upływ lat poważnie i być może nieodwracalnie ograniczył możliwości obrony niektórych oskarżonych. Kilku z nich nigdy nie przesłuchano, a o zarzutach dotyczących czynów sprzed prawie ośmiu lat dowiedzieli się dopiero w 2024 r.
Sąd podkreśla, że wygaśnięcie ścigania to sankcja wyjątkowa, stosowana tylko wtedy, gdy dalszego prowadzenia postępowania „nie da się w żaden sposób uzasadnić”. Prokuratura może jeszcze złożyć apelację.