Rekordowo dużo zerwanych sieci trakcyjnych w Gandawie – De Lijn stawia dodatkowe znaki ostrzegawcze i bramki wysokości
Od początku roku w Gandawie pojazdy siedem razy zerwały napowietrzną sieć trakcyjną tramwajów. De Lijn ustawia dodatkowe znaki ostrzegawcze i bramki wysokości w trzech najbardziej narażonych...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.BE Flamandzki przewoźnik De Lijn ustawia w Gandawie dodatkowe znaki ostrzegawcze, by zapobiec kolejnym zerwaniom napowietrznej sieci trakcyjnej tramwajów. Od początku roku w mieście doszło już do siedmiu zderzeń, w których pojazdy uszkodziły przewody – informuje flamandzki nadawca publiczny VRT. Według przewoźnika coraz częściej linie zrywają duże transporty, a koszty mogą sięgnąć setek tysięcy euro. De Lijn chce omówić dalsze działania z władzami Flandrii i Gandawy.
Spis treści
Ciężarówki, dźwigi i podesty
Ostatnio, 2 października, ciężarówka zerwała sieć trakcyjną nad Sint-Denijslaan w Gandawie. Ruch tramwajów został poważnie zakłócony, ulicę zamknięto na czas naprawy, a utrudnienia dotknęły także autobusy i kierowców. Był to już drugi taki przypadek w tym miejscu w tym roku. W październiku sieć uszkodził również zbyt wysoki ładunek.
Jak wyjaśnia Stijn De Mulder, specjalista De Lijn od sieci trakcyjnej w Gandawie, w tym roku liczba takich zdarzeń jest wysoka. Przyczyną są m.in. liczne roboty drogowe z ruchem pojazdów budowy oraz transporty specjalne. Do wypadków dochodzi, gdy platformy ładunkowe są ustawione za wysoko albo dźwigi i podnośniki koszowe nie są wystarczająco złożone. De Mulder podejrzewa, że część transportów odbywa się w pośpiechu, bez wcześniejszego sprawdzenia wysokości.
Co robić po zerwaniu przewodu
Naprawa trwa od kilku godzin do pół dnia. Trzeba wezwać ekipy, a koordynator De Lijn współpracuje ze strażą pożarną i policją. Motorniczowie są przeszkoleni na wypadek zerwania sieci – przy braku zasilania pantograf tramwaju opada automatycznie, a pasażerowie są ewakuowani. Świadkowie zdarzenia powinni od razu dzwonić po służby ratunkowe, bo nie są w stanie ocenić, czy przewód jest pod napięciem.
Na skutki zerwań skarżą się pasażerowie, którzy spóźniają się do pracy, do szkoły albo nie docierają na wizyty lekarskie. Jak podkreśla De Mulder, przewoźnik chce zapewniać niezawodne usługi, a takie przerwy uderzają w jego zawodową dumę.
Rachunek dla sprawcy
De Lijn składa roszczenia o odszkodowanie. Sprawca płaci za godziny pracy personelu, dojazdy i naprawę, a także za każdy tramwaj lub autobus, który trzeba było skierować objazdem. Jedno tegoroczne zdarzenie, które trwało pół dnia, kosztowało kilkadziesiąt tysięcy euro samych kosztów technicznych. Krótsze przerwy kosztują kilka tysięcy euro. Łącznej kwoty za ten rok jeszcze nie ma, bo roszczenia są wciąż przygotowywane.
Znaki i bramki w trzech miejscach
Nowe znaki trafiły już do zajezdni De Lijn i wkrótce zostaną ustawione wraz z dodatkowym oznakowaniem w trzech miejscach, gdzie dochodziło już do wypadków: przy Sint-Denijslaan, Kortrijksesteenweg i Keizersvest. Sieć trakcyjna wisi tam na wysokości 4,25 metra, podczas gdy gdzie indziej średnio na 5,30 metra, pod którą przejeżdża większość pojazdów. Pojawią się tam także dodatkowe bramki ograniczające wysokość – zbyt wysoki pojazd uderzy najpierw w nie, a nie w przewody.
Zezwolenia na transporty nienormatywne wydaje Flandria, a Gandawa jedynie je opiniuje. Miasto podkreśla, że główną odpowiedzialność za sprawdzenie trasy ponosi przewoźnik ładunku.