Rząd rozważa podwyżkę udziału własnego pacjentów – „To może wpłynąć na dostęp do opieki zdrowotnej”
Prace nad federalnym budżetem trwały również w weekend 3-4 października. Rząd musi znaleźć 10 miliardów euro, a oszczędności mają objąć także opiekę zdrowotną. Wśród rozważanych rozwiązań znajduje...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Prace nad federalnym budżetem trwały również w weekend 3-4 października. Rząd musi znaleźć 10 miliardów euro, a oszczędności mają objąć także opiekę zdrowotną. Wśród rozważanych rozwiązań znajduje się podwyżka udziału własnego pacjenta (ticket modérateur), czyli kwoty, którą chory faktycznie płaci między innymi za wizytę u lekarza. Eksperci ostrzegają jednak przed zmianami motywowanymi wyłącznie względami budżetowymi i przekonują, że lepszym rozwiązaniem byłaby poprawa oferty opieki zdrowotnej.
Spis treści
Ile dziś płaci pacjent
Udział własny to część kosztu wizyty lekarskiej, która pozostaje do zapłaty przez pacjenta po uwzględnieniu refundacji. Obecnie Narodowy Instytut Ubezpieczeń Chorobowych i Inwalidzkich INAMI/RIZIV ustala stawkę za konsultację u lekarza rodzinnego na 33,74 euro. Z tej kwoty tzw. zwykły pacjent faktycznie płaci 6 euro. Osoby posiadające globalną dokumentację medyczną (DMG), której prowadzenie powierzyły swojemu lekarzowi prowadzącemu, płacą 4 euro.
Najmniej, od 1 do 1,5 euro, płacą osoby posiadające status BIM, czyli uprawnione do zwiększonej refundacji. Są to osoby o najniższych dochodach, które korzystają z wyższego zwrotu kosztów leczenia oraz szeregu świadczeń socjalnych. Pozostałą część kosztu wizyty pokrywa obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne za pośrednictwem kasy chorych.
Podane kwoty dotyczą lekarzy rodzinnych zakontraktowanych (conventionnés). W przypadku konsultacji u specjalistów, a także u lekarzy niezakontraktowanych, którzy pobierają dodatkowe honoraria ponad stawkę ustaloną przez INAMI/RIZIV, koszty ponoszone przez pacjenta są odpowiednio wyższe.
„Wyższy udział własny może wpłynąć na dostęp do opieki”
Na tym etapie żadne decyzje nie zostały jeszcze przesądzone. Kwestia opieki zdrowotnej wywołuje napięcia pomiędzy partiami koalicji Arizona, a niektóre ugrupowania chciałyby pójść jeszcze dalej, niż zakładają obecnie omawiane propozycje. Przed takim kierunkiem ostrzega Jean Macq, profesor wydziału zdrowia publicznego UCLouvain.
Spośród państw OECD Belgia należy do krajów, w których mieszkańcy najwięcej płacą z własnej kieszeni, gdy korzystają z opieki zdrowotnej. Pośrednio jest to więc już kraj, w którym w porównaniu z innymi płacimy najwięcej, kiedy chorujemy – zaznacza Jean Macq.
Zdaniem eksperta podwyższenie udziału własnego mogłoby wpłynąć na sam dostęp pacjentów do opieki zdrowotnej.
Myślę, że dotyczy to przede wszystkim podstawowej opieki zdrowotnej. Jeśli udział własny wzrośnie, będzie na przykład mniej wizyt domowych. Ludzie będą dłużej zwlekać z wizytą u lekarza rodzinnego – wyjaśnia.
Najbardziej odczuje to klasa średnia
Jean Macq podkreśla, że zmiana nie uderzy wyłącznie w osoby o najniższych dochodach.
Niekoniecznie dotknie to najuboższych, ponieważ w Belgii są oni już chronieni przez system, zwłaszcza dzięki statusowi BIM. Nie dotknie to również osób najczęściej korzystających z opieki, bo istnieje tzw. maximum à facturer, czyli pułap, powyżej którego nie płaci się już nic – tłumaczy.
Podwyżka udziału własnego najbardziej dotknęłaby zatem osoby znajdujące się pośrodku – klasę średnią, ludzi młodych oraz tych, którzy nie chorują albo chorują rzadko i z reguły rzadziej chodzą do lekarza.
To może budzić wątpliwości, bo u tych osób chodzi właśnie o to, by z wyprzedzeniem reagować na przyszłe problemy. To cała kwestia profilaktyki, czyli leczenia chorób na tyle wcześnie, by nie doszło do powikłań. Ograniczając korzystanie z opieki zdrowotnej, w dłuższej perspektywie możemy zwiększyć koszty, bo te osoby będą dłużej zwlekać z leczeniem. W efekcie trafią do systemu, gdy będą już bardziej chore, co potencjalnie będzie droższe dla zabezpieczenia społecznego – wyjaśnia ekspert.
Potrzeba szerszego podejścia
Ekonomista Philippe Defeyt opowiada się z kolei za bardziej spójnym podejściem i wskazuje trzy kwestie, które jego zdaniem należałoby uwzględnić. Pierwszą z nich jest ochrona osób osiągających niskie dochody.
Nawet niewielka dopłata może być dla nich problemem, choćby pod koniec miesiąca – zaznacza Philippe Defeyt.
Po drugie, jego zdaniem warto rozważyć zróżnicowanie w zależności od rodzaju leczenia.
Jednorazowa wizyta u lekarza czy kilkudniowa kuracja antybiotykiem to nie to samo co lek, który trzeba przyjmować codziennie przez miesiące, a nawet lata – wyjaśnia.
Po trzecie, ekonomista apeluje o konsekwencję.
Trzeba jednocześnie zrewidować tzw. maximum à facturer, czyli system, który ogranicza wydatki danej osoby w zależności od tego, ile leczenia potrzebowała – podkreśla.
W styczniu podniesiono już udział własny w przypadku niektórych leków sprzedawanych w aptekach – o 1 do 2 euro za opakowanie. Zmiana pozwala państwu zaoszczędzić 26 milionów euro rocznie. Oficjalnie środki uzyskane w ten sposób mają zostać przeznaczone na finansowanie nowych, innowacyjnych terapii.