Branża obawia się „drugiego Forda Genk” po podwyżce cen czeków usługowych – „Zagrożonych jest 23 000 miejsc pracy”
„Można to porównać z zamknięciem fabryki Forda w Genk: będziemy świadkami największej fali zwolnień od dawna” – ostrzega Domiva, federacja branżowa zrzeszająca firmy działające w systemie...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be „Można to porównać z zamknięciem fabryki Forda w Genk: będziemy świadkami największej fali zwolnień od dawna” – ostrzega Domiva, federacja branżowa zrzeszająca firmy działające w systemie czeków usługowych (dienstencheques). Powodem obaw jest planowana podwyżka ceny czeków usługowych, która według doniesień ma być częścią porozumienia budżetowego rządu flamandzkiego. Cena jednego czeku miałaby wzrosnąć z 10 do 12 euro.
Skutki poprzedniej podwyżki
Doprowadza się do ruiny ważną branżę – mówi o planowanej podwyżce Steve Vandenberghe, dyrektor generalny Domiva.
Jak podkreśla, już poprzednia podwyżka ceny czeku z 9 do 10 euro miała wyraźne konsekwencje dla sektora.
W 2025 r. zniknęło już 6 100 miejsc pracy. Z systemu zrezygnowało 45 000 osób. Również w 2026 r., jeszcze przed decyzją rządu flamandzkiego, zlikwidowano już 3 500 miejsc pracy – wylicza Vandenberghe.
Wnioski z badania dla Walonii
Vandenberghe obawia się, że kolejna podwyżka, tym razem o 2 euro za jeden czek usługowy, przyniesie jeszcze poważniejsze konsekwencje. Powołuje się przy tym na wcześniejsze badanie przeprowadzone przez firmę doradczą IDEA, która oszacowała możliwe skutki takiego wzrostu cen dla Walonii.
Wnioski z badania są jasne: jeśli ludzie będą musieli płacić za czeki usługowe 2 euro więcej, pracę straci kolejne 23 000 osób. To katastrofa dla branży. Porównuję to z zamknięciem Forda w Genk: będziemy świadkami największej fali zwolnień od dawna – mówi dyrektor Domiva.
Walońskie badanie zakłada 1 000 godzin pracy rocznie przypadających na jedną osobę zatrudnioną jako pomoc domowa. Przy podwyżce ceny o 2 euro liczba przepracowanych godzin zmniejszyłaby się w najlepszym przypadku o 16,5 miliona, a w najgorszym o 24 miliony. Oznaczałoby to, że skutki zmian mogłoby odczuć od 16 500 do 24 000 osób zatrudnionych jako pomoc domowa.
Co piąta firma zagrożona
Vandenberghe obawia się również, że co piąta firma działająca w branży czeków usługowych może nie przetrwać. Jego zdaniem przedstawiane szacunki są przy tym bardzo ostrożne.
Ludzie są dziś w trudnej sytuacji ekonomicznej: zakupy są drogie, podobnie jak samochody i mieszkania. A teraz dochodzi jeszcze to – zauważa.
Znam wiele par, w których oboje partnerzy pracują i już teraz łączą trzy etaty, żeby utrzymać siłę nabywczą. Wtedy ludzie mówią: albo sprzątamy sami, albo zlecamy to na czarno – dodaje Vandenberghe.
Nie o to przecież chodzi. System został wprowadzony właśnie po to, żeby temu przeciwdziałać. Teraz całkowicie się go wydrąża. Równie dobrze można od razu wyciągnąć wtyczkę – podsumowuje dyrektor Domiva.