Konina w przekąskach z frytkarni. GAIA wykryła ją w trzech na cztery badane lokale
W trzech na cztery badane belgijskie frytkarnie co najmniej jedna sprzedawana przekąska zawierała koninę – wynika z analizy przeprowadzonej na zlecenie organizacji GAIA. Badanie objęło 25...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be W trzech na cztery badane belgijskie frytkarnie co najmniej jedna sprzedawana przekąska zawierała koninę – wynika z analizy przeprowadzonej na zlecenie organizacji GAIA. Badanie objęło 25 lokali we Flandrii, Walonii i Brukseli. DNA konia wykryto w 27 procentach spośród 123 sprawdzonych produktów. Jak mówi dietetyk Michaël Sels ze szpitala uniwersyteckiego UZ Antwerpen, konina szczególnie często trafia do bitterballen.
Spis treści
Przebadano 123 przekąski
GAIA kupiła w 25 frytkarniach we Flandrii, Walonii i Brukseli 123 popularne przekąski, w tym boulets, hamburgery, krokiety mięsne i frikandelle. Następnie zleciła ich analizę laboratoryjną.
W trzech na cztery badane lokale co najmniej jeden produkt zawierał DNA konia. Pozytywny wynik dało łącznie 27 procent wszystkich przebadanych przekąsek.
Właściciele frytkarni nie mają obowiązku informować klientów, z jakiego zwierzęcia pochodzi mięso w sprzedawanych przekąskach. Przy ladzie klienci nie mają też dostępu do listy składników. GAIA uważa, że w ten sposób konsumenci są wprowadzani w błąd.
Organizacja broniąca praw zwierząt chce doprowadzić do zakończenia uboju i eksportu koni. Domaga się uznania koniowatych za zwierzęta towarzyszące oraz ostatecznego wyłączenia ich z łańcucha żywnościowego.
Konina szczególnie często trafia do bitterballen
Osoby regularnie kupujące frytki w lokalnej frytkarni mogą nie oczekiwać, że podawane tam przekąski powstają z najlepszych kawałków mięsa. Informacja o obecności koniny może jednak wielu z nich zaskoczyć.
Michaëla Selsa, dietetyka i specjalisty od żywienia z UZ Antwerpen, wyniki badania nie dziwią. „Zwłaszcza w przekąskach z hurtowni konina pojawia się częściej. Producenci szczególnie chętnie dodają ją do bitterballen” – mówi.
Dlaczego producenci po nią sięgają? „Z jednej strony pomaga im to uzyskać pożądaną konsystencję. Z drugiej strony chodzi o produkt uboczny. To tańszy rodzaj mięsa, który rzadko trafia do jadłospisu, a w ten sposób mimo wszystko znajduje miejsce w łańcuchu żywnościowym” – wyjaśnia Sels.
Jak dodaje, konie te zazwyczaj nie są hodowane specjalnie z myślą o spożyciu. „Często są to konie rekreacyjne, których właściciele się pozbywają. Przed ubojem muszą one jednak spełnić surowe warunki. Agencja ds. bezpieczeństwa żywności dokładnie sprawdza na przykład, czy nie podawano im określonych leków”.
Ile mięsa jest we frikandelu i bitterbal?
Oprócz koniny producenci używają w przekąskach drobiu, wołowiny i wieprzowiny. „Mówimy tu o mięsie oddzielanym mechanicznie. To resztki mięsa pozostające na kościach, które oddziela się za pomocą wody pod wysokim ciśnieniem” – tłumaczy Sels.
Jedna przekąska rzadko zawiera mięso tylko z jednego gatunku zwierzęcia. Zazwyczaj jest to mieszanka. „To nie są najlepsze kawałki mięsa. Producent po prostu przerabia wszystko na mięsną papkę”.
Ile mięsa znajduje się w gotowych produktach? Curryworst, czyli frikandel, składa się z niego w około 50 procentach. „W rzeczywistości to ciasto z mąki i przypraw, do którego dodaje się mięso”.
Najmniej mięsa zawiera bitterbal – zaledwie 10 procent. „Na liście składników łatwo naliczyć od 20 do 30 różnych pozycji, takich jak skrobie, substancje wiążące i wzmacniacze smaku. Mięso z pewnością nie jest tam na pierwszym miejscu”.
Osobom, które chcą unikać koniny lub mięsa oddzielanego mechanicznie, dietetyk radzi wybierać przekąski z kawałków mięsa. „Szaszłyk z kurczaka, wołowiny lub wieprzowiny jest znacznie mniej przetworzony niż typowe przekąski z frytkarni” – zaznacza.
Roślinna alternatywa nie zawsze jest zdrowsza
Innym wyborem może być przekąska roślinna, choć Sels przestrzega przed uznawaniem jej z góry za zdrowszą. „Pod względem zdrowotnym często nie wypadają one jednak dużo lepiej. Żywność bez produktów zwierzęcych nie jest automatycznie zdrowa. Oszczędza się wprawdzie cierpienia zwierząt i pomaga środowisku, ale ilość tłuszczu w takiej przekąsce pozostaje ogromna”.
Czy to oznacza, że trzeba zrezygnować z cotygodniowej lub comiesięcznej wizyty we frytkarni? „Absolutnie nie. Nie jemy wyłącznie dla zdrowia. Wyjście do frytkarni to także chwile spędzone z rodziną, dobra atmosfera i tradycja. Warto to pielęgnować” – podkreśla dietetyk.
Sels proponuje połączenie frytek z warzywami albo przekąską przygotowaną w domu. „Kiedy kupuję frytki, najbardziej smakują mi z samodzielnie przygotowanym pomidorem faszerowanym krewetkami” – dodaje.