Urlop macierzyński samozatrudnionych wydłużony do 15 tygodni – w praktyce niewiele kobiet może z niego skorzystać
Od początku lipca urlop macierzyński kobiet prowadzących własną działalność w Belgii został wydłużony z 12 do 15 tygodni, dzięki czemu zrównał się z urlopem przysługującym pracownicom etatowym. Jak...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Od początku lipca urlop macierzyński kobiet prowadzących własną działalność w Belgii został wydłużony z 12 do 15 tygodni, dzięki czemu zrównał się z urlopem przysługującym pracownicom etatowym. Jak jednak pokazuje reportaż dziennika L’Echo, w praktyce niewiele przedsiębiorczyń może rzeczywiście pozwolić sobie na tak długą przerwę. Wiele z nich wraca do pracy już po kilku tygodniach, niekiedy z niemowlęciem w chuście. Claire, Anaïs, Sasha, Marie i Emna opowiadają o codzienności matek prowadzących własne firmy oraz o wysiłku, jakiego wymagało od nich wygospodarowanie miejsca na macierzyństwo.
Spis treści
- Powrót do pracy z dzieckiem na rękach
- Urlop na papierze
- Wieloletnie przygotowania do nieobecności
- Albo decyzja o zamknięciu firmy
- Zasiłek, który ledwie wystarcza na życie
- Dłuższy urlop kosztem bonów usługowych
- Postulat podziału urlopu między rodziców
- Pięć dni kredytu rodzinnego
- Nowa równowaga i zmiana priorytetów
Powrót do pracy z dzieckiem na rękach
„Trzy tygodnie, a potem wróciłam z małym w nosidełku. I wtedy zaczęła się gehenna” – tak swój urlop macierzyński wspomina Anaïs Gaudemer, młoda przedsiębiorczyni, która w 2015 r. otworzyła kwiatową cukiernię Cokoa. We wrześniu firma zostanie zamknięta, ponieważ prowadzenia działalności nie udało się pogodzić z nową rolą matki.
Podobnie wygląda urlop macierzyński tysięcy innych kobiet prowadzących własne firmy. W Belgii jest obecnie blisko 477 000 samozatrudnionych kobiet.
Sasha Litvine, współzałożycielka brukselskich kawiarni Seven i Eight, wróciła do pracy półtora miesiąca po narodzinach syna Jacka. „W połogu wpadałam codziennie. Nie pracowałam, ale śledziłam wszystko i byłam w kontakcie z zespołem” – opowiada. W rzeczywistości nigdy całkowicie nie odłączyła się od firmy. Podobnie było w przypadku Emny Everard, założycielki Kazidomi, która wzięła dwa i pół miesiąca urlopu, ale nadal sprawdzała pocztę elektroniczną i uczestniczyła w strategicznych decyzjach dotyczących działalności.
Urlop na papierze
Wydłużenie urlopu macierzyńskiego samozatrudnionych o trzy tygodnie może wydawać się krokiem naprzód, jednak w środowisku przedsiębiorczyń nie wywołało powszechnego entuzjazmu. „Wiele nam z tego przyjdzie, i tak większość samozatrudnionych nie będzie mogła z niego skorzystać” – ironizuje Claire Marnette, influencerka lifestyle’owa znana jako Milkywaysblueyes i właścicielka firmy Atelier Milky.
„Te, które znam, wróciły do pracy po miesiącu. Biorą urlop na papierze, żeby pobierać zasiłek macierzyński, ale w rzeczywistości pracują. Większość samozatrudnionych kobiet jest w firmie sama i musi wstrzymać działalność na czas macierzyństwa, co oznacza brak wpływów, a nawet ryzyko utraty klientów. Oficjalnie jesteśmy na urlopie macierzyńskim, nieoficjalnie tak naprawdę nikt na nim nie jest” – dodaje.
Z najnowszych statystyk federalnego instytutu ubezpieczeń zdrowotnych INAMI/RIZIV, pochodzących z 2023 r., wynika tymczasem, że 85 procent samozatrudnionych wykorzystało wówczas cały przysługujący im urlop, czyli 12 tygodni. Jedynie 0,5 procent ograniczyło się do obowiązkowych trzech tygodni. Za tymi danymi kryje się jednak zupełnie inna rzeczywistość.
Niewiele kobiet rzeczywiście przeznaczyło pełne 12 tygodni wyłącznie na opiekę nad noworodkiem. W tej grupie znalazły się Claire oraz Marie Frankinet, dziennikarka współpracująca z RTBF. „Mam szczęście” – przyznaje Claire, po czym od razu się poprawia: „to nie tylko szczęście, budowałam to latami”.
Wieloletnie przygotowania do nieobecności
Claire rozpoczęła działalność jako influencerka w 2012 r., a od 2016 r. zaczęła czerpać z niej dochody. Wtedy założyła własną spółkę, jednocześnie studiując prawo. „Nie byłam pewna, czy influencing wystarczy mi do życia i będzie bezpiecznym zajęciem. Od razu zdywersyfikowałam źródła przychodów, sięgając po newslettery i platformy. To jednak nie było dopracowane. W 2021 r. uruchomiłam więc własną agencję komunikacji i marketingu cyfrowego Atelier Milky. Chciałam mieć stabilny projekt, który będzie się kręcił beze mnie, żebym mogła założyć rodzinę. Miałam wizję długoterminową” – wyjaśnia.
Po trzech latach, gdy firma działała już pełną parą, a zespół liczył sześć pracownic, plan powiększenia rodziny mógł zostać zrealizowany. Kiedy Claire zaszła w ciążę, zatrudniła swoją stażystkę, która przejęła obsługę jej klientów. „Szkoliłam ją przez całą ciążę. Wszystko wtedy w firmie poukładałam. Pięć miesięcy przed początkiem urlopu przygotowałam dziewczyny na moją nieobecność. Pracowały tak, jakby mnie nie było. Dzięki temu zobaczyłyśmy punkty zapalne w zarządzaniu i to, co mogłoby sprawiać problem podczas prawdziwego urlopu. Telefony odbierałam właśnie wtedy. Wdrożyłam też procesy, ustaliłam hierarchię, uporządkowałam firmę. Podczas urlopu macierzyńskiego nie zadzwoniły do mnie ani razu, to było naprawdę świetne”. Dzięki tym przygotowaniom Claire mogła pozwolić sobie na cztery i pół miesiąca wolnego.
Marie Frankinet, która dwoje starszych dzieci urodziła jeszcze jako pracownica etatowa, przy najmłodszym dziecku, urodzonym już po przejściu na samozatrudnienie, zdecydowała się na nieco ponad pięć miesięcy urlopu. „Nie wchodziło w grę, żeby wziąć tylko 12 tygodni. Bardzo dużo więc oszczędzałam, żeby utrzymać poziom życia i opłacić składki społeczne, które miały przyjść w trakcie urlopu. W pewnym sensie sama go sfinansowałam, pracując dwa razy więcej i realizując dodatkowe projekty obok pracy dziennikarskiej. Było to męczące, bo miałam już dwóch maluchów w wieku czterech i dwóch lat, ale wiedziałam, że kupuję sobie w ten sposób dużo większą swobodę” – tłumaczy.
Pozostawała jednak kwestia bezpieczeństwa zatrudnienia. Czy dziennikarka pracująca na własny rachunek zachowa swoje miejsce po niemal półrocznej przerwie? „Dostałam gwarancje, wiedziałam, że odzyskam swoje miejsce. Mam szczęście, że mam dwie szefowe, które same są mamami, byłam dobrze wspierana” – przyznaje Marie. „Powrót do pracy był trudniejszy, kiedy byłam na etacie. Nie zawsze jest tam lepiej, na etacie występują inne formy presji. Jako samozatrudniona jesteś wolna w swoich wyborach”.
Albo decyzja o zamknięciu firmy
Anaïs z Cokoa wybrała odwrotną drogę i wkrótce przejdzie na etat. „Pracowałam do dnia przed porodem” – wspomina kobieta, która zaciska zęby aż do momentu sprzedaży swojej firmy. Ma dwóch potencjalnych nabywców. „Trzeba zrealizować ostatnie zamówienia i zapłacić ostatniej pracownicy. Dosłownie opróżniam kasę firmy, żeby przestać pracować i móc zajmować się synem. Kiedy zamknę, nie zostanie mi już nic…” – mówi z uśmiechem. Obciążenie psychiczne związane z prowadzeniem działalności wkrótce będzie miała za sobą. „Będę musiała zajmować się tylko dzieckiem, to o wiele prostsze. Mentalnie wszystkie przegródki są zajęte, kiedy prowadzi się firmę” – uważa Anaïs.
Zasiłek, który ledwie wystarcza na życie
Wszystkie pięć rozmówczyń ocenia, że wysokość zasiłku macierzyńskiego ledwie pozwala na utrzymanie. „Nie liczyłam na niego” – podkreśla Emna Everard z Kazidomi. „Z 2 000 euro miesięcznie niewiele da się zrobić” – dodaje Anaïs Gaudemer. „Przez całą karierę płacimy składki proporcjonalne do naszych zarobków, dlaczego zasiłek nie jest proporcjonalny, choćby z górnym limitem? Niektóre samozatrudnione, które płacą sobie bardzo niewiele, zarabiają czasem lepiej na urlopie macierzyńskim, u innych jest dokładnie odwrotnie. To nie ma sensu” – dziwi się Claire Marnette.
Zryczałtowany tygodniowy zasiłek z tytułu urlopu macierzyńskiego samozatrudnionej wynosi 908,11 euro przez pierwsze cztery tygodnie. Od piątego tygodnia kwota spada do 830,59 euro. W przypadku kobiet korzystających z urlopu macierzyńskiego w wymiarze połowy etatu świadczenia te są zmniejszane o połowę.
Dłuższy urlop kosztem bonów usługowych
Do tego dochodzi 105 bezpłatnych bonów usługowych, czyli titres-services, przysługujących kobietom, które biorą „tylko” 12 tygodni urlopu. Te, które zdecydują się wykorzystać pełne 15 tygodni przysługujących im od 1 lipca, tracą prawo do bonów. Wydłużenie urlopu nie okazuje się więc bezwarunkowym wsparciem. „To niesprawiedliwe” – oburza się Anaïs. Podobnie jak pozostałe rozmówczynie wolałaby otrzymać premię lub pomoc finansową pozwalającą opłacić zastępstwo.
„Musimy same kombinować, żeby firma działała, szukać rozwiązań, podczas gdy pracownice etatowe nie muszą sobie zadawać takich pytań i mogą spokojnie korzystać z urlopu macierzyńskiego. To powinno być możliwe także dla samozatrudnionych. Belgia jest krajem pracowników etatowych, nie samozatrudnionych” – uważa Anaïs. „Do tego stopnia nie jesteśmy ogólnie wspierane, że przyzwyczajamy się do działania bez liczenia na jakąkolwiek pomoc poza sobą samą” – wtóruje jej Emna Everard.
„Premia na zastępstwo zamiast bonów usługowych czy wydłużenia urlopu macierzyńskiego to znacznie mądrzejszy kierunek dla wielu mam przedsiębiorczyń. Realia samozatrudnionych nie są uwzględniane we wprowadzanych rozwiązaniach. Nie wszystkie mamy takie same potrzeby, a rozwiązania powinny być elastyczne” – podkreśla Claire Marnette.
Postulat podziału urlopu między rodziców
Sasha Litvine z Seven i Eight chciałaby, aby urlop związany z narodzinami dziecka można było swobodnie dzielić między nią a partnera. „Oboje jesteśmy przedsiębiorcami. Jedno z nas ma czasem więcej czasu niż drugie, a ja nie mam natury osoby siedzącej w domu. To niesprawiedliwe, że kobieta ma 15 tygodni urlopu macierzyńskiego, podczas gdy współrodzic tylko 20 dni. Powinniśmy mieć swobodę podziału, tak jak w Szwecji” – wskazuje. W Szwecji po narodzinach dziecka rodzice mają do dyspozycji 480 dni urlopu rodzicielskiego. Każdemu z nich przysługuje po 240 dni, z czego 90 jest nieprzenoszalnych i zarezerwowanych wyłącznie dla danego rodzica.
Pięć dni kredytu rodzinnego
Rząd federalny wykonał niedawno pierwszy krok w tym kierunku. W połowie lipca kern, czyli ścisłe kierownictwo rządu, przyjął tzw. kredyt rodzinny w wymiarze pięciu dni na każde dziecko dla pracowników etatowych, urzędników i osób samozatrudnionych. Dni te będą dodawane do istniejących urlopów macierzyńskich oraz urlopów z tytułu narodzin dziecka. Będzie można wykorzystać je jednorazowo albo w częściach w ciągu roku od porodu. Rozwiązanie ma obowiązywać z mocą wsteczną od 1 stycznia 2026 r.
To dopiero pierwszy etap wdrażania kredytu rodzinnego. Docelowo rząd chce połączyć różne urlopy związane z dzieckiem, w tym urlop macierzyński, urlop rodzicielski i rodzicielski kredyt czasowy, w jedną pulę przypisaną dziecku, bez rozróżniania między ojcem a matką.
Sasha nie skorzysta z tego rozwiązania, ale podczas pierwszego urlopu macierzyńskiego i tak była bardzo zajęta, ponieważ rozwijała kolejne „dziecko”, czyli lokal Eight. „Pracowałam do ostatniego dnia przed porodem. Otwarcie drugiego Seven przy Cinquantenaire odbyło się w czasie mojego połogu, a potem zaczęłam szukać lokalu dla Eight. Potrzebowałam nowego projektu, nowego wyzwania podczas urlopu macierzyńskiego. Po otwarciu w maju wciąż byłam głodna nowości, ale musiałam zwolnić, bo goniąc za kolejnymi projektami, ryzykowałam, że sama się zgubię. Trzeba umieć wrócić do tego, co najważniejsze, i zachować stabilność” – przyznaje.
Nowa równowaga i zmiana priorytetów
Szczególnie trudne są pierwsze lata macierzyństwa. Do prowadzenia firmy, zarządzania personelem, wypłacania wynagrodzeń czy rozwiązywania problemów takich jak awaria pieca dochodzi wieczorny maraton z dzieckiem, przygotowywanie posiłków i przerywane noce. Matki pracujące dłużej niż na pełny etat często ponownie otwierają komputer po godz. 20.00. Choć macierzyństwo niekiedy hamowało rozwój ich firm albo zmuszało je do zmiany kierunku, nauczyło je odróżniać sprawy istotne od zbędnych.
„Jako przedsiębiorczyni rewidujesz swoje priorytety” – przyznaje Anaïs. „Macierzyństwo zmieniło mnie pozytywnie pod wieloma względami. Potrafię zachować dystans, kiedy pojawia się drobny problem. Wiem teraz, gdzie są moje priorytety. Biznes jest ważny, ale moje dziecko jest ważniejsze. Jestem też jeszcze bardziej empatyczna wobec personelu. Mam w sobie więcej z mamy” – mówi z uśmiechem Sasha. Jako przykład podaje zmiany wprowadzone podczas upałów: „Dostosowałam ich grafik. Warunki pracy w kuchni bez klimatyzacji były okropne. Dostosowujemy się do nich, bo pracują dla nas, a bez nich jesteśmy niczym”.
Jedna z pracownic Claire jest obecnie w ciąży. „Cieszę się, że sama jestem już mamą, bo o wiele lepiej ją rozumiem. W przeciwnym razie byłabym pewnie gorszą menedżerką w takiej sytuacji” – ocenia.
„Jako przedsiębiorcy jesteśmy przyzwyczajeni do radzenia sobie z presją i gaszenia pożarów. To pozwala też spokojniej podejść do macierzyństwa. Ale bycie mamą zmienia sposób pracy. Pilnujesz, żeby ważne zadania zostały wykonane, ale priorytetem staje się dziecko. Nauczyłam się delegować pewne rzeczy, czego wcześniej nie zawsze potrafiłam” – podsumowuje Emna Everard.