Rząd przepchnął 70 spraw, ale mało kto mówi o „porozumieniu letnim” – politolog wskazuje na rosnącą nieufność w koalicji
W piątek rząd federalny przeprowadził przez proces decyzyjny 70 spraw, jednak niewiele osób określa ten pakiet mianem prawdziwego „porozumienia letniego”. Takiego sformułowania unika również...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be W piątek rząd federalny przeprowadził przez proces decyzyjny 70 spraw, jednak niewiele osób określa ten pakiet mianem prawdziwego „porozumienia letniego”. Takiego sformułowania unika również politolog Dave Sinardet. Jego zdaniem powodem jest rosnąca nieufność między partiami tworzącymi koalicję, która w połączeniu z nadchodzącymi negocjacjami budżetowymi może doprowadzić do poważnego kryzysu. O sprawie informuje VRT NWS.
Spis treści
„Uporządkowaliśmy trochę zaległości”
„Właściwie nie można tego tak nazywać, ale przede wszystkim uporządkowaliśmy trochę zaległości” – przyznawano w miniony weekend w kręgach rządowych. W podobnym tonie wypowiadała się opozycja, która określiła letnie porozumienie jako niechlujną i pospiesznie wykonaną pracę. W komentarzach prasowych pojawiły się sformułowania o „sztuce niepodejmowania decyzji” oraz o „porozumieniu, które równie dobrze mogło zostać przygotowane przez koalicję Vivaldi”.
Dave Sinardet, profesor nauk politycznych na VUB i UCL, również przyznaje, że decyzje rządu federalnego nie zrobiły na nim większego wrażenia. „70 środków wygląda imponująco, ale nie mam wrażenia, by rząd rzeczywiście posunął się mocno do przodu. Najtrudniejsze kilometry dopiero przed nim” – ocenia.
Decyzje przesunięte do partnerów społecznych
Sinardet wskazuje między innymi na plan wprowadzenia bardziej elastycznych tygodni pracy, określanych również jako „tygodnie akordeonowe” lub annualizacja. „Rząd nie przecina węzła, lecz przesuwa go dalej. W pierwszej kolejności do partnerów społecznych, którzy do września mają przedstawić opinię” – mówi.
„Ale to trochę sztuczka rodem z jarmarku, bo partnerzy społeczni są równie podzieleni jak rząd. Pod względem społeczno-gospodarczym jest to bowiem sprawa z typowym podziałem na lewicę i prawicę. Nie znajdą więc oczywiście jednomyślnej opinii. I wtedy sprawa ładnie wróci we wrześniu na stół rządu De Wevera” – dodaje politolog.
Mizerne efekty
Sinardet obawia się, że temat może jeszcze doprowadzić do ostrych sporów. „To była trochę kluczowa sprawa tego porozumienia – albo nieporozumienia. Leżała na stole od dłuższego czasu i wciąż wywoływała konflikty. Do tego stopnia, że powiązano z nią inne kwestie, przez co groziło to sparaliżowaniem wszystkiego” – wyjaśnia.
Zdaniem politologa również pozostałe decyzje przyniosły mizerne rezultaty. „Spójrzmy na zakaz importu towarów z okupowanych terytoriów palestyńskich – to właściwie zdecydowano już we wrześniu. Tymczasem prawdziwa dyskusja w sprawie Gazy, czyli uznanie Palestyny, znów została odłożona” – mówi.
Sinardet przypomina również, że zapowiadano całościową reformę różnych systemów urlopowych i połączenie ich w jeden „kredyt rodzinny”. „Teraz dokłada się kolejny system – te pięć dodatkowych dni. A rząd cofa nawet wcześniejszą decyzję, czyli podatek lotniczy, po lobbingu Ryanaira” – zaznacza. Wskazuje także na kwestie, których zabrakło w letnim porozumieniu, takie jak reforma oszczędzania na emeryturę, plan walki z oszustwami oraz zwrot środków przez banki w przypadkach phishingu.
Czy rząd może upaść?
Z tego powodu Sinardet z niepokojem patrzy na trudne negocjacje budżetowe, które rozpoczną się we wrześniu. „To porozumienie nie wróży dobrze poszukiwaniom brakujących 10 miliardów euro. Skoro rząd już teraz z trudem pokonuje kilkadziesiąt metrów, to nie wygląda to najlepiej w kontekście wielu kilometrów, które musi jeszcze przebyć” – podkreśla.
Ponieważ tak wiele spraw zostało ze sobą powiązanych, również dla obserwatorów z zewnątrz staje się widoczne, że zaufanie między partiami rządzącymi słabnie. „Również dlatego, że w brukselskich kręgach politycznych zaczyna krążyć widmo ewentualnego upadku rządu i przedterminowych wyborów” – zauważa politolog.
Jak podkreśla Sinardet, żadna z partii koalicyjnych nie ma obecnie racjonalnego interesu w doprowadzeniu do upadku rządu federalnego. „Ale polityka nie zawsze kieruje się rozumem. Z czasem można wpaść w rodzaj samospełniającej się przepowiedni” – ostrzega.
„Jeśli jakaś partia myśli: »Nie chcę wyborów, ale ta druga partia zdaje się już się do nich szykować, więc i ja muszę zacząć się przygotowywać«, to wszyscy wpadają w tryb kampanijny, podczas gdy tak naprawdę chcemy trybu rządzenia. To może prowadzić do skutków, których nikt nie chciał” – podsumowuje Sinardet.