W – europejska odpowiedź na amerykańskie giganty rusza w Brukseli
Platforma W, przedstawiana jako europejska odpowiedź na amerykańskich gigantów technologicznych, została oficjalnie uruchomiona w środę w Brukseli. Serwis wspierany przez prywatnych inwestorów stawia...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Platforma W, przedstawiana jako europejska odpowiedź na amerykańskich gigantów technologicznych, została oficjalnie uruchomiona w środę w Brukseli. Serwis wspierany przez prywatnych inwestorów stawia na weryfikację użytkowników oraz poszanowanie europejskich zasad i wartości. Wyzwanie jest poważne: chodzi o zbudowanie nowej platformy społecznościowej w przestrzeni informacyjnej zdominowanej przez podmioty amerykańskie, takie jak Facebook, Instagram, X i Snapchat, oraz chińskiego TikToka.
Już sama nazwa ma znaczenie symboliczne. Litera W ma wyprzedzać platformę X, czyli dawny Twitter należący do Elona Muska, który stał się jednym z symboli frustracji związanej z pełnym uzależnieniem Europejczyków od technologii i zasad narzucanych przez największe platformy. W, wymawiane jako “Double You”, brzmi również jak angielskie “We”, czyli “my” – w opozycji do indywidualistycznego “ja” kojarzonego z amerykańskimi graczami. Można ją także odczytywać jako “podwójne V”, od “wartości europejskich” oraz “zweryfikowany”, czyli w stu procentach człowiek. Twórcy wskazują ponadto na odwołanie do znanych ze szkół dziennikarskich “pięciu W” – kto, co, gdzie, kiedy i dlaczego – które porządkują rzetelną informację, przeciwstawianą dezinformacji i emocjom.
Projekt rozwijany przez zespół mający siedziby w Szwecji i Ukrainie został ogólnie zaprezentowany w ubiegłym roku podczas Forum Ekonomicznego w Davos. Od początku budził zarówno nadzieje, jak i pytania o realne szanse powodzenia. W środę o godzinie 16.00 jego publiczna wersja beta została oficjalnie uruchomiona w Brukseli, w samym centrum instytucji europejskich, do których platforma wyraźnie kieruje swój przekaz, przedstawiając się jako długo oczekiwana suwerenna alternatywa. Sygnał jest jednoznaczny: W chce od początku działać zgodnie z przepisami regulującymi sferę cyfrową, takimi jak RODO, DSA i DMA.
Kapitał w stu procentach europejski
Mimo podkreślania europejskiego charakteru projektu jego oryginalności nie należy szukać przede wszystkim w wyglądzie serwisu. Pod względem funkcjonalnym – jak ocenia Xavier Degraux, ekspert i konsultant do spraw marketingu cyfrowego oraz mediów społecznościowych, który śledzi projekt od samego początku – jest to “X w wersji light”. Innymi słowy, od strony użytkowej nie wymyślono tu koła na nowo.
Rzeczywiste atuty platformy mają leżeć gdzie indziej. Przede wszystkim w kapitale, który ma być w stu procentach europejski. Za projektem stoi szwedzki start-up założony w 2017 r. pod nazwą “We Don’t Have Time”. Przedstawia się on jako największa na świecie platforma mobilizacji na rzecz działań klimatycznych, skupiająca 700 000 członków, w tym wielu ekspertów opowiadających się za zamożną przyszłością bez paliw kopalnych. Jak tłumaczy Xavier Degraux, logika twórców opiera się na przekonaniu, że nie da się skutecznie posuwać naprzód w sprawach środowiskowych, jeśli przestrzeń informacyjna pozostaje zanieczyszczona fałszywymi informacjami.
Na tym etapie struktura kapitałowa nie jest jeszcze całkowicie przejrzysta. Według eksperta Ingmar Rentzhog, przewodniczący rady dyrektorów W i założyciel “We Don’t Have Time”, miałby posiadać 25 procent udziałów. Pozostała część byłaby rozdzielona między 80 prywatnych inwestorów z dziesięciu krajów europejskich, w tym z Belgii. Platforma nie dopuszcza amerykańskich funduszy venture capital ani funduszy państwowych z krajów niedemokratycznych. W wyraźnie gra więc kartą europejskiej suwerenności, także w odniesieniu do danych przechowywanych w Finlandii. Za zabezpieczenie przepływów odpowiada natomiast Proton, szwajcarska firma założona w 2014 r. przez byłych pracowników CERN, specjalizująca się w ochronie prywatności w internecie.
Koniec anonimowości
Ochrona prywatności jest jednym z głównych argumentów, za pomocą których W chce przekonać do siebie Europejczyków. Platforma zapowiada brak algorytmów mikrotargetowania, brak masowego gromadzenia danych osobowych oraz brak baniek filtrujących. Do tego dochodzi zdecydowana walka z botami przy użyciu rozwiązania rzadko spotykanego w świecie mediów społecznościowych, które może okazać się również punktem zapalnym przy rejestracji – chodzi o koniec anonimowości. “Robią to jednak w subtelny sposób” – podkreśla Xavier Degraux. “Aby się zarejestrować, trzeba skorzystać z osobnej aplikacji, W Identity, która sprawdza, czy jest się człowiekiem, poprzez zeskanowanie dokumentu tożsamości, oraz czy się żyje, za pomocą krótkiego nagrania wideo. Wszystko odbywa się lokalnie, na poziomie smartfona. Jeśli weryfikacja przebiegnie pomyślnie, aplikacja wysyła token do aplikacji W Social, która nie gromadzi danych tożsamości. Korzystanie z pseudonimu pozostaje zresztą dozwolone, co ma znaczenie dla sygnalistów czy opozycjonistów.”
Jak wyjaśnia dalej ekspert, celem jest podważenie ekonomicznej opłacalności dezinformacji poprzez uczynienie tworzenia fałszywych kont zbyt kosztownym. Na platformie X zorganizowanie kampanii wpływu z wykorzystaniem tysięcy automatycznych botów kosztuje zaledwie kilka dolarów. Na W, aby utworzyć 10 000 aktywnych kont, trzeba byłoby dysponować 10 000 ważnych fizycznych dokumentów tożsamości oraz 10 000 różnymi ludzkimi twarzami, by przejść biometryczną barierę W Identity. Tę europejską rygorystyczność regulacyjną, wpisaną w produkt już na etapie projektowania, ma symbolizować dyrektor generalna W, Szwedka Anna Zeiter. Wbrew typowemu wizerunkowi postaci z Doliny Krzemowej jest ona profesorką prawa danych, a wcześniej przez dwanaście lat pracowała w eBay jako osoba odpowiedzialna za ochronę prywatności.
Pozostaje pytanie, czy to wystarczy, by przyciągnąć użytkowników przyzwyczajonych do amerykańskich platform. Strategia W jest w tej sprawie jasno określona: rozwój ma iść od góry. “W przeciwieństwie do klasycznych sieci, które najpierw próbują zdobyć masowego odbiorcę, oni w pierwszej kolejności celują w organy polityczne i media, aby przekonać je do odejścia z X, który w Europie wciąż ma 100 milionów użytkowników. Liczą, że później wywoła to efekt dźwigni wobec szerokiej publiczności. Jednocześnie pozwala im to panować nad kosztami, bo nie muszą od razu zarządzać milionami kont” – zauważa Xavier Degraux.
“Spotify dziennikarstwa”
Uważnie obserwowana będzie oczywiście rentowność modelu biznesowego tego projektu. Korzystanie z platformy jest bezpłatne, ale W liczy na przychody z funkcji premium oraz z reklamy określanej jako “etyczna i odpowiedzialna”. “Zamierzają też wprowadzić coś w rodzaju Spotify dziennikarstwa, czyli portfel zasilany przez użytkownika, z którego można byłoby kupować pojedyncze artykuły z płatnych mediów. Platforma pobierałaby 30-procentową marżę od tych mikropłatności” – ujawnia Xavier Degraux. Byłoby to rozwiązanie bez precedensu. Jak wyjaśnia Anna Zeiter, każdego roku 46,8 miliarda przychodów reklamowych odpływa do Stanów Zjednoczonych, osłabiając media informacyjne. Dzięki W chce ona odwrócić ten kierunek poprzez partnerstwa z mediami, które mogłyby otrzymywać do 70 procent przychodów reklamowych generowanych przez ich treści. W przedsięwzięciu uczestniczy już kilku partnerów, między innymi AFP i niemiecki Bild. Platforma stawia sobie za cel zdobycie 100 000 użytkowników do końca tego roku oraz miliona do końca przyszłego.
Zdaniem eksperta W pojawia się w bardzo ciekawym momencie. “Będą oczywiście wykorzystywać argument bycia anty-X. A X nie ma się dobrze, zwłaszcza w Europie, gdzie jest przedmiotem kilku postępowań. Kontekst geopolityczny, z przeciąganiem liny między Europą a Stanami Zjednoczonymi, między innymi w sprawach cyfrowej suwerenności, jest bardzo sprzyjający. Nawet jeśli Komisja nie finansuje platformy, ma pełny interes w tym, by wspierać ją politycznie. W drugiej kolejności wyzwaniem nie będzie przekonanie tych, którzy są anty-X, lecz tych, którzy będą pro-W – czyli osób naprawdę zainteresowanych tym, co ta platforma ma do zaoferowania. Do zwycięstwa jeszcze daleko, ale to mimo wszystko moment prawdy: jeśli my, Europejczycy, nie wsiądziemy do tego pociągu, trzeba będzie przestać narzekać i pogodzić się z amerykańską oraz chińską dominacją.”