Większość MR-Engagés chce przyjąć dekret oświatowy z pominięciem terminu – opozycja mówi o uderzeniu w demokrację
Większość MR-Engagés zamierza w czwartek doprowadzić do ostatecznego przyjęcia drugiego dekretu programowego dotyczącego oświaty w Federacji Walonia-Bruksela. Decyzja o zwołaniu końcowego głosowania...
Większość MR-Engagés zamierza w czwartek doprowadzić do ostatecznego przyjęcia drugiego dekretu programowego dotyczącego oświaty w Federacji Walonia-Bruksela. Decyzja o zwołaniu końcowego głosowania bez zachowania przewidzianego w regulaminie terminu 84 godzin wywołała bezprecedensowy spór o przestrzeganie zasad parlamentarnych i może ponownie zaostrzyć protesty w sektorze edukacji. Opozycja uznaje ten ruch za naruszenie reguł demokratycznych.
Spis treści
Co zawiera dekret programowy
Podczas ostatnich prac budżetowych rząd FWB, który chce ograniczyć roczny deficyt Federacji do 1,2 miliarda euro do 2029 r., przyjął szereg niepopularnych rozwiązań. Dotyczą one przede wszystkim edukacji, pochłaniającej 75 procent jego budżetu. Część tych środków wpisano do drugiego dekretu programowego. Zakłada on zwiększenie tygodniowej liczby godzin lekcyjnych w szkołach średnich wyższego stopnia z 20 do 22, ograniczenie budżetów na bezpłatne świadczenia, reformę systemu zwolnień chorobowych, podniesienie czesnego, a także radykalne zmniejszenie liczby nauczycieli oddelegowanych do federacji organów prowadzących oraz do sektora stowarzyszeniowego.
Tekst trafił do parlamentu 30 kwietnia, a następnie był analizowany w kilku komisjach. W tym samym czasie związki zawodowe mobilizowały swoich członków, niekiedy z trudem kontrolując narastający oddolnie gniew, na którego tle pojawił się niezależny ruch Mars Attacks. Organizacje związkowe od dawna skarżą się na brak realnych konsultacji ze strony rządu MR-Engagés albo przynajmniej na ich jednostronny charakter.
Eskalacja napięć w ostatnich dniach
Wydarzenia przyspieszyły po przerwie wiosennej, gdy CSC Enseignement, pod presją swojej bazy, wezwała do ogólnej mobilizacji. W ślad za nią, choć w rozproszeniu, poszły pozostałe organizacje związkowe. Od tego czasu wiele szkół funkcjonuje w rytmie pikiet strajkowych, przerywanych zajęć, haseł wypisywanych kredą, klaksonów i manifestacji. Równolegle opozycja spowalniała prace parlamentarne, składając kolejne poprawki oraz wnioski o opinie Rady Stanu.
Napięcie wzrosło na początku tygodnia, kiedy opozycja zażądała w komisji budżetu kolejnej opinii Rady Stanu. Wniosek został odrzucony przez większość, która natychmiast przeszła do głosowania nad dekretem. Następny etap nastąpił w środę rano, gdy w trybie pilnym zwołano komisję, aby formalnie przyjąć sprawozdanie z poprzedniego posiedzenia, mimo że PTB i Ecolo odmówiły udzielenia wotum zaufania sprawozdawcom. Zrobiono to pod nieobecność opozycji. Ostatecznie większość zwołała posiedzenie plenarne na czwartek na godzinę 14.00, by przeprowadzić końcowe głosowanie. Choć regulamin przewiduje obowiązkowy termin 84 godzin między dwoma głosowaniami, większość zdecydowała się go pominąć mimo apeli o ostrożność ze strony kancelarii parlamentu.
Argumenty większości
Dla koalicji MR-Engagés nadszedł moment zamknięcia sprawy, która stała się wybuchowa zarówno w terenie, jak i w parlamencie. Przewodniczący partii oraz szefowie klubów bronili w środę decyzji o pominięciu terminu. Ich zdaniem ma on zagwarantować deputowanym czas potrzebny na analizę tekstu przed jego ostatecznym przyjęciem, a ten cel został w tym przypadku osiągnięty, ponieważ sprawozdania pozostałych komisji przekazano już w maju. Większość argumentowała, że gdy wszystkie procedury są wykorzystywane do zablokowania przyjęcia tekstu, zaciera się granica między normalną pracą opozycji a obstrukcją, co ma stanowić nadużycie prawa.
Przewodniczący parlamentu Benoît Dispa (Les Engagés), wobec którego pojawiły się żądania ustąpienia, bronił swojej decyzji na łamach Le Soir. Stwierdził, że przypisuje mu się odpowiedzialność za przebieg wydarzeń, z czym się nie zgadza, i że jego celem jest jedynie zapewnienie sprawnego funkcjonowania parlamentu. Jak zaznaczył, z demokratycznego punktu widzenia nie widzi innego wyjścia niż przejście do głosowania, choć ma świadomość, że oznacza to odstępstwo od reguły 84 godzin. Podkreślił, że jego zdaniem zachowano wymogi formalne, a termin czwartkowy wybrano świadomie.
Opozycja żąda ustąpienia przewodniczącego
Wydarzenia wywołały oburzenie PS, PTB, Ecolo i Lib.res, które mówią o zaprzeczeniu demokracji. Podczas wspólnej konferencji prasowej cztery ugrupowania zażądały ustąpienia przewodniczącego parlamentu. Szef klubu PS Martin Casier ocenił, że to, co się wydarzyło, jest wyjątkowo poważne i wykracza daleko poza zwykły spór polityczny, ponieważ większość oraz przewodniczący parlamentu świadomie złamali regulamin, którego strażnikiem powinien być właśnie przewodniczący.
Szefowa klubu Ecolo w FWB Bénédicte Linard stwierdziła, że została przekroczona pewna granica. Pytała, dlaczego partie określające się jako demokratyczne porzucają fundamentalną wartość, na której opiera się społeczeństwo. Fabien Maingain (Lib.res) zwrócił uwagę na bezprecedensowy charakter sytuacji, która zjednoczyła ugrupowania od skrajnej lewicy po centroprawicę. Podkreślił, że opozycja była gotowa zaakceptować posiedzenie plenarne w weekend, dlatego nie chodziło o jej obstrukcję, lecz o ucieczkę większości do przodu. Zdaniem Amandine Pavet (PTB) MR i Les Engagés przestali respektować zasadę podziału władzy.
Co mówią konstytucjonaliści
Według konstytucjonalistki z UCLouvain Céline Romainville termin 84 godzin ma charakter obowiązkowy, a nie jedynie orientacyjny. Jak podkreśliła, parlament musi przestrzegać własnych reguł, ponieważ gwarantują one określone prawa opozycji i zapewniają deputowanym czas konieczny do debaty. Zaznaczyła, że demokracja opiera się na procedurach oraz zasadach organizujących obrady, których należy przestrzegać.
W ocenie ekspertki sytuacja ta nie ma precedensu. Romainville nie przypomina sobie równie bezpośredniego naruszenia regulaminu. Wskazała, że w przeszłości zdarzały się sporne interpretacje przepisów, jednak niedochowanie terminu wykracza poza samą kwestię interpretacji. Zauważyła zarazem, że choć może to otworzyć drogę do kolejnych naruszeń regulaminu wewnętrznego, czwartkowemu głosowaniu nie grozi unieważnienie. Kontrolę regulaminu sprawuje bowiem sam parlament, a ani rząd, ani sądy nie mogą – zgodnie z zasadą podziału władzy – ingerować w regulaminy zgromadzeń. Z tego powodu samo niedochowanie terminu nie może posłużyć do uchylenia ustawy. Sędziowie mogą natomiast uwzględnić wadliwy przebieg obrad parlamentarnych, aby przeprowadzić ściślejszą kontrolę, jak miało to miejsce w sprawie brukselskiej strefy niskiej emisji.
Czego można spodziewać się w czwartek
Posiedzenie plenarne zaplanowano na czwartek na godzinę 14.00. Jego celem jest ostateczne głosowanie nad drugim dekretem programowym. Partie opozycyjne zapowiadają analizę wszystkich możliwych środków prawnych, które pozwoliłyby zakwestionować procedurę. Martin Casier przyznał, że od kilku godzin opozycja bada dostępne narzędzia prawne, dodając, że sytuacja rodzi poważne pytanie o charakterze demokratycznym. Nie istnieje bowiem władza nadrzędna wobec pierwszej władzy, która kontrolowałaby stosowanie jej regulaminu, dlatego formalny środek odwoławczy najprawdopodobniej nie przysługuje. Zapowiedział jednak sprawdzenie możliwości pociągnięcia do indywidualnej odpowiedzialności przewodniczącego parlamentu oraz sekretarza generalnego.
Opozycja nadal może składać nowe poprawki, jednak – inaczej niż na etapie komisji – skierowanie ich do Rady Stanu nie będzie już mogło opóźnić głosowania. Część ugrupowań wciąż zastanawia się nad postawą podczas posiedzenia. Casier podsumował, że jego klub nadal analizuje sytuację, ale przyjdzie debatować nad meritum, a decyzje w pozostałych sprawach zapadną później.
Reakcja środowiska nauczycielskiego
Przyspieszenie głosowania i pominięcie terminu 84 godzin może raczej wzmocnić gniew nauczycieli, niż go uspokoić. W czwartek w wielu placówkach organizowane są lokalne akcje, a związki zawodowe działające we wspólnym froncie wezwały, by uczynić z tego dnia wyjątkową mobilizację. CGSP zaprosiła chętnych pod gmach parlamentu. Ta neutralna strefa, w której obowiązuje zakaz manifestacji, podczas ostatnich posiedzeń komisji stała się miejscem zgromadzeń o niespotykanej dotąd skali.
Konsekwencji obecnej sytuacji obawiają się również partie opozycyjne. Bénédicte Linard pytała, jaki przykład politycy dają obywatelom, jeśli sami uznają, że nie muszą przestrzegać obowiązujących ich reguł. Przyjęcie tekstu nie oznacza też końca konfliktu społecznego. W terenie mobilizacja może być kontynuowana i zakłócić organizację egzaminów w wielu szkołach.
Wątpliwości co do wdrożenia od nowego roku
Na kilka tygodni przed końcem roku szkolnego wielu uczestników procesu uznaje harmonogram za skrajnie napięty. Dyrekcje szkół muszą już przygotowywać się do wprowadzenia pierwszej klasy szkoły średniej w nowej formule, w ramach wspólnej podstawy programowej. Alain Koeune, przewodniczący federacji dyrekcji katolickiego szkolnictwa średniego Feadi, przyznał, że szkoły działają z dnia na dzień, próbując znaleźć rozwiązania. Nie wykluczył, że pojawią się luki, ponieważ teksty są słabo przygotowane.
Brak ostatecznego tekstu oraz wynikających z niego okólników komplikuje pracę w terenie. Patrick Lenearts, dyrektor ds. szkolnictwa średniego w Segec, czyli sekretariacie generalnym szkolnictwa katolickiego, zwrócił uwagę, że nie zawsze znana jest techniczna interpretacja, jaką przyjmie administracja, a niektóre terminy już teraz zmuszają do podejmowania decyzji bez podstawy prawnej. Jak zaznaczył, najtrudniejsze dla kierownictwa szkół jest radzenie sobie z narastającym napięciem w terenie, także w przypadku doświadczonych dyrekcji. Pozostaje pytanie, czy dekret przyjęty w takich okolicznościach będzie można spokojnie wdrożyć już od początku nowego roku szkolnego.