Strajk w sieci Aldi trwa drugi dzień – pracownicy sprzeciwiają się otwarciu sklepów w niedziele
Kilkanaście supermarketów sieci Aldi w Belgii pozostaje zamkniętych także w piątek w związku z rozpoczętym dzień wcześniej strajkiem pracowników. Protest to reakcja na rozważaną przez kierownictwo...
"ALDI Nord" by baynado1978 is licensed under CC BY 2.0 Kilkanaście supermarketów sieci Aldi w Belgii pozostaje zamkniętych także w piątek w związku z rozpoczętym dzień wcześniej strajkiem pracowników. Protest to reakcja na rozważaną przez kierownictwo firmy decyzję o wprowadzeniu niedzielnego handlu. Bezpośrednim impulsem są działania konkurencyjnego Lidla, który prowadzi już rozmowy ze związkami zawodowymi na ten temat. Aldi, obawiając się odpływu klientów, rozpoczął wstępne konsultacje z przedstawicielami pracowników, zapowiadając wymagające negocjacje.
Spis treści
- Lista zamkniętych sklepów obejmuje wiele placówek we Flandrii
- Trudne negocjacje ze związkami zawodowymi
- Praca w niedziele w Belgii opiera się na dobrowolności
- Spór o utrwalone prawa i równowagę między pracą a życiem prywatnym
- Presja konkurencji i upodabnianie się do innych krajów
- Wyższe koszty i negocjacje z hamulcem ręcznym
Lista zamkniętych sklepów obejmuje wiele placówek we Flandrii
W piątek nie otwarto m.in. sklepów Aldi w Stabroek, Ekeren, Olen, Antwerpii (Slachthuislaan), Sint-Job, Beerse, Turnhout, Mol, Hoboken (Zeelandstraat) oraz Ronse. Zamknięte pozostają także placówki w Knokke-Heist, Evergem, Ronse, Lochristi, Sint-Niklaas, Zelzate, Wachtebeke i Zele. Niewykluczone, że do protestu dołączą kolejne sklepy. Strajk może poszerzyć się również o Brukselę i Walonię – ostrzegają związki zawodowe.
Strajk rozpoczął się w czwartek i miał natychmiastowy przebieg – pracownicy przerwali pracę i zamknęli placówki. Głównym powodem jest sprzeciw wobec potencjalnego obowiązku pracy w niedziele, który firma rozważa w odpowiedzi na działania konkurencji.
Trudne negocjacje ze związkami zawodowymi
Sieć zapowiedziała rozpoczęcie rozmów ze związkami zawodowymi. Zdaniem profesora marketingu Gino Van Ossela z Vlerick Business School, który wypowiadał się w audycji De Ochtend, negocjacje mogą być szczególnie wymagające. Kluczowe znaczenie będzie miało to, jak stanowczo związki będą bronić swoich postulatów.
Pracownicy Aldi obawiają się, że nie otrzymają odpowiedniej rekompensaty za pracę w niedziele – podobnie jak miało to miejsce wcześniej w sieci Delhaize. Van Ossel podkreśla jednak, że sytuacja nie jest w pełni porównywalna, ponieważ w sektorze obowiązują różne statusy zatrudnienia.
Delhaize przekazał swoje sklepy niezależnym operatorom, którzy podlegają innej komisji parytetowej i oferują niższe wynagrodzenia. W przypadku Aldi, Lidla czy Colruyt obowiązują inne zasady – sieci te są zobowiązane do wypłacania wyższych stawek swoim pracownikom.
Praca w niedziele w Belgii opiera się na dobrowolności
Jak zauważa ekspert, jeśli Aldi zdecyduje się na otwarcie sklepów w niedziele, będzie musiał oprzeć się również na pracy studentów. W Belgii dominuje model, w którym praca w niedziele ma charakter dobrowolny, a nie wszyscy pracownicy etatowi będą skłonni pracować w tym dniu.
Takie rozwiązanie bywa korzystne także dla pracodawców, ponieważ powszechna praca niedzielna oznacza konieczność wypłacania wyższych dodatków. Jak wskazuje Van Ossel, w sieci Carrefour dodatki za pracę w niedziele mogą sięgać nawet 200 procent podstawowej stawki.
W przypadku Carrefour związki zawodowe wykazały większą elastyczność, uzyskując w zamian zobowiązanie firmy do nieprzekazywania sklepów niezależnym operatorom w najbliższych latach. Jak podkreśla ekspert, cała kwestia opiera się na negocjacyjnym balansie ustępstw.
Spór o utrwalone prawa i równowagę między pracą a życiem prywatnym
Zdaniem Van Ossela opór pracowników wynika przede wszystkim z chęci zachowania dotychczasowych praw oraz utrzymania równowagi między pracą a życiem prywatnym. Osoby przyzwyczajone do standardowego rytmu pracy chcą go utrzymać i będą go bronić.
Ekspert przywołuje przykład bpost, gdzie również pojawiły się napięcia wokół zmian w organizacji czasu pracy. Firma uzasadnia je koniecznością dostosowania się do nowych realiów rynku przesyłek.
Van Ossel zaznacza, że potrzeby pracowników są zróżnicowane, a związki zawodowe reprezentują głównie stanowisko większości. Rodzice małych dzieci preferują wolne niedziele, natomiast część osób samotnych deklaruje większą gotowość do pracy w tym dniu i robienia zakupów w tygodniu.
Inaczej do pracy niedzielnej podchodzą studenci, dla których taki system jest atrakcyjny ze względu na zajęcia w tygodniu. Ekspert zauważa także, że dla części osób ze społeczności muzułmańskiej niedziela nie ma szczególnego znaczenia religijnego – tradycyjnie dniem wolnym jest piątek.
Presja konkurencji i upodabnianie się do innych krajów
Wydłużanie godzin otwarcia sklepów wynika przede wszystkim z dostosowania się do oczekiwań klientów. Na konkurencyjnym rynku zawsze znajdzie się podmiot gotowy pracować dłużej, aby przyciągnąć konsumentów.
Zdaniem Van Ossela Belgia stopniowo zbliża się do modelu znanego z innych krajów, gdzie sklepy działają siedem dni w tygodniu. Istotna jest także presja konkurencyjna – sklepy otwarte w niedziele mogą przejąć klientów od tych, które pozostają zamknięte.
W przypadku Aldi kluczowe znaczenie ma ewentualna decyzja Lidla. Jeśli konkurent rzeczywiście wprowadzi niedzielne otwarcia, Aldi prawdopodobnie będzie zmuszony pójść w jego ślady.
Wyższe koszty i negocjacje z hamulcem ręcznym
Rozszerzenie godzin otwarcia to złożona decyzja, dlatego wiele firm prowadzi negocjacje ostrożnie, z dużą rezerwą. Dłuższe funkcjonowanie sklepów oznacza bowiem wzrost kosztów operacyjnych, co sprawia, że nie wszystkie sieci reagują natychmiast na działania konkurencji.
Choć otwarcie sklepów przez siedem dni w tygodniu może zwiększyć sprzedaż, jednocześnie generuje wyższe wydatki. Bez odpowiednich porozumień dotyczących wynagrodzeń koszty mogą szybko rosnąć. W zależności od sektora stawki godzinowe mogą się nawet podwoić lub potroić, co rodzi pytania o opłacalność całego modelu.