Żołnierze na ulicach Brukseli – brak jasnych przepisów, niskie wynagrodzenie i ograniczone uprawnienia komplikują operację
Od piątku 3 kwietnia 2026 r. 45 żołnierzy będzie wspierać policję kolejową na wybranych dworcach i stacjach metra w Brukseli. Decyzja o ich rozmieszczeniu ma związek z nasilającym się problemem...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Od piątku 3 kwietnia 2026 r. 45 żołnierzy będzie wspierać policję kolejową na wybranych dworcach i stacjach metra w Brukseli. Decyzja o ich rozmieszczeniu ma związek z nasilającym się problemem handlu narkotykami w przestrzeni publicznej. Operacja od początku budzi jednak poważne kontrowersje – żołnierze działają bez jasno określonych ram prawnych, bez wcześniejszych konsultacji ze związkami zawodowymi, a ich wynagrodzenie netto wynosi zaledwie 4,95 euro za godzinę. Związek zawodowy SLFP Défense ostrzega, że rząd koalicji Arizona odwrócił właściwą kolejność działań, rozpoczynając operację przed uregulowaniem kluczowych kwestii prawnych.
Spis treści
Kontekst operacji
Skierowanie żołnierzy do brukselskich dworców i stacji metra wpisuje się w szerszy trend zwiększania obecności wojska w przestrzeni publicznej belgijskich miast. Wcześniej, po ataku na synagogę w Liège 9 marca 2026 r., około 200 żołnierzy oddelegowano do ochrony obiektów społeczności żydowskiej w Brukseli, Antwerpii i Liège. Tym razem celem jest wsparcie policji kolejowej w walce z konsekwencjami rosnącego handlu narkotykami.
Do misji wyznaczono 45 żołnierzy. Dokładne lokalizacje nie zostały jeszcze oficjalnie wskazane, jednak wszystko wskazuje na to, że patrole obejmą wcześniej zidentyfikowane miejsca problemowe, w tym dworzec Bruxelles-Midi. Po trzech miesiącach liczebność kontyngentu ma zostać zmniejszona do 90 żołnierzy. Wsparcie armii obejmuje głównie wspólne patrole z policją kolejową oraz zabezpieczanie operacji Fipa w Regionie Stołecznym Brukseli.
Luka prawna zamiast jasnych przepisów
Największe kontrowersje budzi brak odpowiednich regulacji prawnych. Aby żołnierze mogli samodzielnie działać w przestrzeni cywilnej, potrzebują wyraźnego umocowania ustawowego. Takie przepisy miały zostać ujęte w tzw. kodeksie obronności (codex Défense), o którym rząd wspomina od dłuższego czasu, lecz który do dziś nie został ani przyjęty przez parlament, ani przedstawiony reprezentantom personelu wojskowego.
Gabinet ministra obrony Theo Franckena (N-VA) przyznaje, że kodeks obronności ma uporządkować wszystkie kwestie i wkrótce trafi pod obrady parlamentu, jednak nie przedstawiono żadnego konkretnego harmonogramu. W praktyce oznacza to, że żołnierze działają w częściowej próżni prawnej – mogą chronić obiekty i kontrolować osoby zachowujące się podejrzanie, ale nie mają prawa użycia broni palnej poza sytuacjami ściśle określonej obrony koniecznej.
Boris Morenville, przewodniczący SLFP Défense, zwraca uwagę, że w przypadku poważnego zdarzenia z użyciem broni w środowisku cywilnym – na przykład oddania strzału czy powstania szkód ubocznych w napiętym kontekście geopolitycznym – nie jest jasne, kto ponosiłby odpowiedzialność prawną. Jak podkreśla, kwestie te powinny zostać rozstrzygnięte przed rozpoczęciem operacji, a nie dopiero po fakcie.
Związki zawodowe wskazują na gotowe rozwiązania
SLFP Défense przypomina, że za poprzedniego rządu przy policji federalnej utworzono korpus bezpieczeństwa liczący 1 600 etatów, przeznaczony właśnie do realizacji tego typu zadań w środowisku cywilnym. Związek pyta, dlaczego formacja ta nie jest wykorzystywana i dlaczego zamiast niej angażuje się żołnierzy, którzy nie mają odpowiednich ram prawnych do działania w takich warunkach.
Dodatkowe zastrzeżenia budzi fakt, że pierwsze rozmowy z przedstawicielami personelu wojskowego zaplanowano dopiero na piątek – czyli dokładnie w dniu rozpoczęcia operacji. Jak wskazuje jeden z żołnierzy, jest to jedynie wstępny etap przed właściwymi negocjacjami i głosowaniem w parlamencie. Jego zdaniem działania zostały przeprowadzone w niewłaściwej kolejności, a na jasne regulacje prawne wojsko czeka już od dziesięciu lat.
Wynagrodzenie dalekie od oczekiwań
Kolejnym źródłem napięć pozostaje kwestia wynagrodzenia. W przeciwieństwie do policjantów, którzy za pracę w nocy i w weekendy otrzymują dodatki, żołnierze uczestniczący w operacji mają otrzymywać wynagrodzenie netto na poziomie około 4,95 euro za godzinę – według szacunków SLFP Défense. Jednocześnie są delegowani daleko od miejsca zamieszkania na okres od dwóch do sześciu tygodni i pozostają w gotowości przez całą dobę jako „odstraszająca obecność”, podczas gdy siły policyjne pełnią rolę drugoplanową.
Minister Francken zapowiedział wprawdzie możliwość podwyżek, jednak dotąd żaden projekt w tej sprawie nie trafił pod obrady parlamentu.
Armia jako „łatwe rozwiązanie”
Rosnąca liczba tego typu misji rodzi pytania o sposób wykorzystywania sił zbrojnych. Kilka miesięcy temu generał Jean-Pol Baugnée, dowódca belgijskich wojsk lądowych, wskazywał, że przy obecnym stanie liczebnym armii nie jest możliwe równoczesne wykonywanie wszystkich zadań, a wojsko zaczyna być traktowane jako łatwe rozwiązanie w sytuacjach kryzysowych.
Podobne stanowisko prezentują związki zawodowe. Podkreślają, że nie sprzeciwiają się samemu angażowaniu żołnierzy do takich zadań, lecz domagają się, aby odbywało się to w sposób zgodny z prawem i z zapewnieniem odpowiednich warunków bezpieczeństwa. Jeśli wojsko ma działać w przestrzeni publicznej, musi mieć jasno określone uprawnienia i odpowiednie zabezpieczenia prawne.
W dłuższej perspektywie stały nadzór nad wrażliwymi obiektami ma przejąć tworzona obecnie rezerwa terytorialna. Sam kodeks obronności powinien natomiast trafić pod obrady parlamentu do końca roku. Tymczasem żołnierze już patrolują brukselskie ulice.