Rodzice szukają ratunku dla szkoły w Aalst zagrożonej zamknięciem
Rodzice uczniów miejskiej szkoły podstawowej De Zonnebloem w dzielnicy Meldert w Aalst postanowili samodzielnie poszukać rozwiązania, które pozwoliłoby uratować placówkę przed zamknięciem. Władze...
© De Zonnebloem Rodzice uczniów miejskiej szkoły podstawowej De Zonnebloem w dzielnicy Meldert w Aalst postanowili samodzielnie poszukać rozwiązania, które pozwoliłoby uratować placówkę przed zamknięciem. Władze miasta podjęły już wstępną decyzję o likwidacji szkoły od września przyszłego roku ze względu na zbyt niską liczbę uczniów, co oznacza utratę dotacji rządowych. Całą sytuację dodatkowo komplikuje kontrowersyjna rola miejskiego radnego odpowiedzialnego za edukację.
Spis treści
Nieudana walka o wymaganą liczbę zapisów
W ubiegły piątek radny ds. edukacji Matthias De Ridder z N-VA poinformował o planowanym zamknięciu De Zonnebloem. Od dłuższego czasu placówka zmagała się z niewystarczającą liczbą uczniów, co groziło utratą flamandzkich subsydiów oświatowych. Kilka tygodni wcześniej ogłoszono apel do rodziców, wyznaczając 28 listopada jako ostateczny termin osiągnięcia minimum szesnastu zapisanych przedszkolaków.
Przez pewien czas wydawało się, że cel zostanie osiągnięty, jednak ostatecznie okazało się, że liczba zapisów była niewystarczająca. W związku z tym zapadła decyzja o zamknięciu szkoły od 1 września 2026 roku – od nowego roku szkolnego placówka nie będzie już kwalifikować się do otrzymywania dotacji rządowych.
Burzliwe spotkanie z radnym
W środę odbyło się spotkanie radnego De Riddera z nauczycielami i rodzicami. Jak relacjonuje była uczennica szkoły Hasse Biesemans, atmosfera była napięta, a rozmowy pozostawiły więcej pytań niż odpowiedzi. Ustalono jednak jedno – radny nie zamierza wycofać się z decyzji, nawet jeśli w ostatniej chwili udałoby się zgromadzić wymaganą liczbę uczniów.
W reakcji na to stanowisko rodzice planują samodzielnie zbadać możliwe rozwiązania, w tym fuzję z inną szkołą lub przejęcie placówki przez innego operatora edukacyjnego. Choć zadanie wydaje się trudne, liczą na utrzymanie szkoły w dotychczasowym miejscu – choćby pod innym szyldem – oraz na zachowanie wspólnoty uczniowskiej.
Radny osobiście weryfikował zapisy
Podczas spotkania ujawniono zaskakujące okoliczności dotyczące sposobu, w jaki radny De Ridder sprawdził listę zapisów. Zamiast opierać się wyłącznie na dokumentach, odwiedził jedną z rodzin, aby zweryfikować, czy zgłoszenie zostało dokonane świadomie. Po rozmowie skreślił dziecko z listy uczniów – a właśnie to wykreślenie przesądziło o nieosiągnięciu wymaganego progu zapisów.
De Ridder przyznaje, że udał się do rodziny, ponieważ otrzymał sprzeczne informacje dotyczące tego zapisu – również od własnej administracji. Wyjaśnia, że działając pod presją czasu, dzień przed terminem podjęcia decyzji, postanowił osobiście ustalić fakty. Ustalił, że rodzina – w wyniku nieporozumienia – nie była świadoma, że jej dziecko zostało zapisane do De Zonnebloem.
Radny broni swojego działania, argumentując, że było ono konieczne. W przeciwnym razie miasto mogłoby ponieść konsekwencje finansowe wynikające z przyznania dotacji na podstawie zawyżonej liczby uczniów.