Lekarze tracą ubezpieczenie OC – „To ubezpieczyciele decydują, kto może pracować”
Po ponad 40 latach kariery Alice postanowiła zrezygnować z wykonywania zabiegów chirurgicznych i ograniczyć swoją działalność do mniej ryzykownych konsultacji. Spodziewała się, że w związku z tym jej...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Po ponad 40 latach kariery Alice postanowiła zrezygnować z wykonywania zabiegów chirurgicznych i ograniczyć swoją działalność do mniej ryzykownych konsultacji. Spodziewała się, że w związku z tym jej składka ubezpieczeniowa spadnie. Tymczasem 71-letnia specjalistka z Brukseli spotkała się z odmową ze strony ubezpieczycieli. „Brakuje lekarzy. Mam szczególne doświadczenie w bardzo poszukiwanej dziedzinie. A to ubezpieczyciele będą decydować, kto pracuje, a kto już nie” – mówi lekarka.
Spis treści
Rezygnacja z chirurgii
Alice przez całą swoją karierę pracowała w tej samej placówce w Brukseli. Na początku 2025 r., mając już ponad 70 lat, zdecydowała się zrezygnować z chirurgicznej części swojej specjalizacji. „Zaczynałam być trochę zmęczona” – wyjaśnia. Przez pewien czas nadal asystowała przy zabiegach, po czym przekazała te obowiązki dwóm młodym lekarkom zatrudnionym po to, by odciążyć zespół. „Po namyśle uznałam, że nie postawię już nogi w szpitalu – ani przy operacji, ani przy porodzie. Chciałam tylko przyjmować pacjentów w swoim gabinecie” – dodaje.
Jak podaje lekarka, roczne składki z tytułu ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej w jej specjalizacji wynoszą od 8 000 do 12 000 euro. Przejście wyłącznie na konsultacje powinno obniżyć składkę do około 2 000 euro. Prawniczka reprezentująca ubezpieczyciela szpitala odpowiedziała jednak, że firma nie obejmuje ochroną lekarzy prowadzących prywatne gabinety, jeśli nie pracują już w szpitalu. Odmowę wydał również inny ubezpieczyciel, a firm działających w tym segmencie rynku jest bardzo niewiele.
Dwa procesy sprzed lat
Dwóch brokerów próbowało znaleźć dla Alice odpowiednie ubezpieczenie, ale za każdym razem decyzja była taka sama i opierała się na tym samym wewnętrznym raporcie. „Wystarczy wpisać do algorytmu »71 lat, dwa procesy« i od razu zostaje się odsuniętym” – zauważa Alice.
Chodzi o dwa postępowania – karne oraz prowadzone przed Funduszem Wypadków Medycznych (FAM) – które toczyły się około dziesięciu lat temu i zakończyły się bez wyroku skazującego. „W długiej karierze dwa procesy to rzecz powszechna” – podkreśla lekarka. Ponieważ nie znalazła rozwiązania pozwalającego ubezpieczyć działalność w gabinecie, poprosiła szpital o ponowną akredytację, aby móc korzystać z ubezpieczenia zbiorowego. Jest to jednak rozwiązanie awaryjne. „Co się stanie, gdy skończę 75 lat? Regulamin wewnętrzny zabroni mi wtedy pracy w szpitalu” – zastanawia się.
Trzy przyczyny gospodarcze i trzy związane ze zdrowiem
Zdaniem dr. Gilberta Bejjaniego, anestezjologa i przewodniczącego związku lekarzy Absym-Bruxelles, przypadek Alice nie jest odosobniony. „Od dwóch lat mówię o ryzyku utraty możliwości ubezpieczenia przez lekarzy w Belgii. Dziś jest ono realne, a nie tylko teoretyczne” – podkreśla. Jak wyjaśnia, na sytuację wpływają trzy czynniki gospodarcze: inflacja po pandemii Covid-19, koszty klęsk żywiołowych, w tym przede wszystkim powodzi w Liège, a także zasady ostrożnościowe wprowadzone po kryzysie bankowym. Zmuszają one ubezpieczycieli do zamrażania bardzo dużych kwot jako zabezpieczenia. „To wymogi znacznie bardziej rygorystyczne niż wcześniej” – dodaje.
Do tego dochodzą trzy czynniki związane z opieką zdrowotną. Pierwszym jest starzenie się społeczeństwa i związany z nim wzrost potrzeb, co oznacza coraz bardziej złożone zabiegi oraz cięższe i bardziej specjalistyczne terapie. Drugim jest obowiązek tworzenia rezerw dla każdej otwartej sprawy, nawet jeśli nie ma rzeczywistej skargi. Trzecim jest zmiana, którą dr Bejjani sam określa jako kulturową, „na wzór amerykański”. „Rośnie skłonność do domagania się odszkodowań. Od strony prawnej mnożą się postępowania powołujące się na utratę szansy, czasem bez dogłębnego badania związku przyczynowego” – zauważa.
Dziesięciokrotne różnice między specjalizacjami
Ubezpieczyciele dzielą lekarzy na kategorie ryzyka, a różnice w wysokości składek między poszczególnymi grupami są bardzo duże. „Mówimy o stosunku jeden do dziesięciu. Lekarz rodzinny płaci od 500 do 800 euro rocznie, a chirurg od 8 000 do 9 000 euro. Dla niektórych to równowartość miesiąca pracy” – podkreśla dr Bejjani. Przy ustalaniu składek uwzględniana jest ponadto szkodowość, która nie zawsze jest potwierdzona. Sprawa może wpłynąć na wysokość składki już w momencie, gdy pacjent złoży skargę, nawet jeśli później nie zapadnie żaden wyrok skazujący. „Otwiera się sprawy bez konieczności skazania, a nawet zanim skarga trafi do wymiaru sprawiedliwości” – wyjaśnia.
Jak podaje przewodniczący Absym-Bruxelles, w ciągu ostatnich pięciu lat składki części lekarzy i placówek wzrosły o blisko 100 procent. Negocjacje dodatkowo utrudnia specyfika belgijskiego rynku: w tym segmencie działają czterej ubezpieczyciele, z czego tylko trzej po stronie francuskojęzycznej. „To bardzo mały rynek dla europejskich i międzynarodowych ubezpieczycieli” – zaznacza.
Słaba konkurencja na rynku
Zdaniem Gilberta Bejjaniego problem wymaga obecnie spojrzenia z perspektywy polityki publicznej. „Przy tak wąskim rynku wystarczy, że jeden gracz zaostrzy warunki, a pozostali się dostosują. Nie twierdzę, że istnieje zmowa. Twierdzę, że struktura rynku ją umożliwia” – mówi. Nie wyklucza zwrócenia się do Belgijskiego Urzędu Ochrony Konkurencji, podobnie jak miało to miejsce podczas debat dotyczących fuzji szpitali. W jego ocenie możliwe są dwa scenariusze: albo składki gwałtownie wzrosną, albo całe szpitale spotkają się z odmową jakiegokolwiek ubezpieczenia. „Nie mówimy o przyszłym roku. Mówimy o perspektywie pięciu do dziesięciu lat” – dodaje.
Fundusz solidarnościowy jak w motoryzacji?
Propozycja dr. Bejjaniego opiera się na prostym porównaniu. „W przypadku samochodów, gdy kierowca nie może już uzyskać ubezpieczenia, istnieje krajowy fundusz gwarancyjny. Dlaczego nie wyobrazić sobie podobnego mechanizmu dla lekarzy?” – pyta. Przewodniczący Absym-Bruxelles zamierza zwrócić się do ministra zdrowia z pytaniem, jakie rozwiązania w tej sprawie mogłyby zaproponować władze federalne lub regiony. Jego zdaniem problem wykracza poza pojedyncze przypadki. „Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której personel medyczny, którego i tak brakuje, pozostanie bez ubezpieczenia” – podkreśla.
Alice sprowadza cały problem do perspektywy własnego gabinetu. „Brakuje lekarzy. Mam szczególne doświadczenie w bardzo poszukiwanej dziedzinie. A to ubezpieczyciele będą decydować, kto pracuje, a kto już nie. To naprawdę daje do myślenia” – mówi.