Amnesty International i Human Rights Watch o śmierci libańskiej dziennikarki – „możliwa zbrodnia wojenna”
Izraelski atak lotniczy w południowym Libanie, w którym w kwietniu zginęła libańska dziennikarka, mógł stanowić zbrodnię wojenną. Do takich wniosków doszły Amnesty International i Human Rights Watch...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Izraelski atak lotniczy w południowym Libanie, w którym w kwietniu zginęła libańska dziennikarka, mógł stanowić zbrodnię wojenną. Do takich wniosków doszły Amnesty International i Human Rights Watch w dwóch niezależnych śledztwach. Jak podaje VRT NWS, zdaniem obu organizacji pozarządowych uderzenie mogło być wymierzone bezpośrednio w dziennikarkę, mimo że izraelska armia wiedziała lub powinna była wiedzieć, że jest ona osobą cywilną. W ataku ciężko ranna została również druga dziennikarka.
Spis treści
Przebieg wydarzeń z 22 kwietnia
Do zdarzenia doszło 22 kwietnia. 43-letnia libańska dziennikarka Amal Khalil przygotowywała materiał w położonej na południu Libanu wsi al-Tiri wspólnie z 21-letnią fotografką Zeinab Faraj. Według Amnesty International kobiety jechały na miejsce, by zweryfikować doniesienia o wycofaniu się izraelskich sił oraz o zniszczeniach w tej okolicy.
Gdy towarzyszący im samochód został trafiony w izraelskim ataku, Khalil i Faraj wysiadły ze swojego pojazdu. Ponieważ nad okolicą nadal krążyły dwa drony, schroniły się w pobliskim budynku.
Około godzinę później ich samochód został trafiony w kolejnym uderzeniu. Następną godzinę później zaatakowany został także budynek, w którym ukrywały się obie dziennikarki. Khalil zginęła, natomiast Faraj odniosła ciężkie obrażenia.
Ustalenia organizacji pozarządowych
Amnesty International i Human Rights Watch przeanalizowały atak na podstawie zdjęć i nagrań wideo, relacji świadków, dokumentacji medycznej oraz zapisów komunikacji między służbami ratunkowymi a izraelską armią. Na tej podstawie obie organizacje uznały, że uderzenie mogło być bezpośrednim atakiem na osoby cywilne. Gdyby tak było, czyn mógłby zostać zakwalifikowany jako zbrodnia wojenna.
Zdaniem obu organizacji izraelska armia wiedziała lub powinna była wiedzieć, że w budynku przebywają osoby cywilne. Wskazują one między innymi na obecność dwóch dronów, które przez dłuższy czas krążyły nisko nad obiektem.
Faraj przekazała Amnesty International, że maszyny wleciały nawet do wnętrza budynku, w którym ukrywały się kobiety. „Drony podleciały na odległość mniejszą niż metr. Myślałam, że wybuchną mi w twarz. Nie miały na pokładzie widocznych ładunków wybuchowych, ale wciąż tam wisiały” – opisała w oświadczeniu przekazanym organizacji.
„Mimo to kontynuowali działania, które mamy uzasadnione podstawy uznawać za bezpośredni atak na ludność cywilną. W ten sposób w szokujący sposób zlekceważyli międzynarodowe prawo humanitarne” – powiedziała Heba Morayef z Amnesty International.
Utrudniona akcja ratunkowa
Obie organizacje uznały również, że izraelska armia mogła utrudniać prowadzenie akcji ratunkowej. Libański Czerwony Krzyż początkowo nie otrzymał zgody na wejście na teren ataku i ewakuację dziennikarek.
Kiedy ratownicy później uzyskali dostęp do miejsca zdarzenia, ich karetka została ostrzelana i zatrzymana przez izraelski granat hukowy. Ostatecznie udało im się ewakuować ciężko ranną Faraj.
Z analizy raportów z sekcji zwłok oraz dokumentacji szpitalnej wynika, że Khalil mogła w tym czasie nadal żyć. Ratownicy musieli jednak przerwać działania, zanim do niej dotarli, ponieważ ponownie znaleźli się pod ostrzałem. Dopiero po wielu godzinach mogli wrócić na miejsce. Około sześciu godzin po pierwszym ataku odnaleźli ciało dziennikarki pod gruzami.
Stanowisko izraelskiej armii
Izraelska armia zaprzecza, by dziennikarki były celem ataku. W odpowiedzi przekazanej Amnesty International oświadczyła, że uderzenie było wymierzone w dwóch mężczyzn znajdujących się w innym samochodzie, który towarzyszył dziennikarkom. Według strony izraelskiej mieli oni być zaangażowani w działalność wojskową Hezbollahu.
„Wszczęto wstępne postępowanie w tej sprawie. Wyciągnięto z niego stosowne wnioski, które są wdrażane” – podała armia. Dodała również, że szanuje wolność prasy i nie obiera dziennikarzy celowo za cel.
Dziennikarze nadal giną w atakach
Choć dziennikarze, podobnie jak pozostali cywile, powinni być chronieni w strefach konfliktu, izraelska armia była już wielokrotnie oskarżana o celowe atakowanie pracowników mediów.
Według Komitetu Ochrony Dziennikarzy (CPJ) w ubiegłym roku w izraelskich działaniach, między innymi na terytoriach palestyńskich, w Libanie i Jemenie, zginęło 86 dziennikarzy. Stanowiło to ponad dwie trzecie wszystkich pracowników mediów, którzy stracili życie na świecie w 2025 r. Od początku bieżącego roku w izraelskich działaniach w Libanie miało zginąć już dziewięcioro dziennikarzy.
„Nieustające śmiertelne ataki na dziennikarzy pokazują gotowość do popełniania poważnych naruszeń bez obawy przed konsekwencjami” – podsumował Ramzi Kaiss, badacz Human Rights Watch zajmujący się Libanem.