Flexi-jobs w centrum sporu w koalicji Arizona – CD&V chce zmian, MR się sprzeciwia
System flexi-jobs, który dopiero co rozszerzono na wszystkie branże, może wkrótce zostać ponownie zmieniony podczas narady budżetowej – pisze dziennik L’Echo. Dyskusję na nowo wywołał...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be System flexi-jobs, który dopiero co rozszerzono na wszystkie branże, może wkrótce zostać ponownie zmieniony podczas narady budżetowej – pisze dziennik L’Echo. Dyskusję na nowo wywołał minister budżetu Vincent Van Peteghem z CD&V. W poniedziałkowym wywiadzie dla gazety De Standaard stwierdził, że liczne formy elastyczności podatkowej – wskazując między innymi na spółki menedżerskie – oraz rozwiązania stosowane na rynku pracy mogą „podkopywać system zabezpieczenia społecznego i państwo opiekuńcze”. Chrześcijańscy demokraci domagają się zmian w systemie, czemu sprzeciwia się MR.
Spis treści
„Niesprawiedliwości i sprzeczności”
Wicepremier z CD&V tłumaczy, że coraz bardziej opłacalne staje się łączenie pracy na cztery piąte etatu z flexi-jobem zamiast zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin. „Może się zdarzyć, że jedna osoba osiągnie wyższy dochód netto niż druga, mimo że obie wykonują ten sam zawód” – wskazuje. Na ryzyko dyskryminacji zwracała już uwagę Rada Stanu.
Rząd federalny podniósł z 12 000 do 18 000 euro roczny limit dochodów, w ramach którego kwota brutto odpowiada kwocie netto. Oznacza to możliwość uzyskania dodatkowych 1 500 euro miesięcznie – równowartości niewielkiego wynagrodzenia – przez osobę już zatrudnioną na cztery piąte lub na pełny etat. Zdaniem Van Peteghema problem polega na tym, że pracownik wykonujący flexi-job nie odprowadza składek pracowniczych, a mimo to nabywa prawa socjalne, między innymi do zasiłku dla bezrobotnych, świadczeń chorobowych i emerytury.
Wicepremier chce w pewnym stopniu zaostrzyć przepisy, aby usunąć z systemu „niesprawiedliwości i sprzeczności”. „W przypadku pracy studenckiej płaci się wprawdzie osobistą składkę, ale nie nabywa żadnych praw emerytalnych. Z kolei osoby, które dorabiają jako wolontariusze, muszą zapłacić 20 procent podatku od tych dochodów. Tych różnic nie da się wytłumaczyć” – przekonuje.
Dziura w budżecie państwa?
Van Peteghem zwraca również uwagę na wpływ systemu na zatrudnienie i finanse publiczne. „Nigdy nie chodziło o to, by z flexi-jobów uczynić najtańszą siłę roboczą i w ten sposób wywierać presję na cały rynek pracy. Pod tym względem rosnąca liczba flexi-jobów staje się nową plagą – po problemie długotrwałych zwolnień chorobowych. Sytuacja wymyka się spod kontroli” – ostrzega minister.
Najnowsze dane urzędu ubezpieczeń społecznych ONSS/RSZ pokazują, że udział flexi-jobów i pracy studenckiej w zatrudnieniu nadal wyraźnie rośnie. Te formy pracy odpowiadają już za 3,39 procent wszystkich opłaconych godzin, czyli dwa razy więcej niż w 2017 r. W 2025 r. z flexi-jobów skorzystało około 260 000 mieszkańców Belgii. Tendencja wzrostowa może jeszcze przyspieszyć w wyniku decyzji koalicji Arizona, korzystnych dla tych form zatrudnienia.
Przy założeniu, że każde stanowisko w ramach flexi-jobu zastępuje zwykły etat, ubytek w finansach państwa wyniósł blisko 400 milionów euro w 2024 r. i niemal pół miliarda euro w 2025 r. – wynika z dobrze poinformowanych źródeł rządowych. Koszt podatkowy w 2025 r. szacowany jest na 362 miliony euro, natomiast straty systemu zabezpieczenia społecznego na około 125 milionów euro. Dalsze upowszechnianie flexi-jobów może jeszcze zwiększyć te kwoty.
Do danych tych należy jednak podchodzić ostrożnie. Nadal brakuje dokładnych informacji o wpływie flexi-jobów na tradycyjne zatrudnienie, choć kilka badań wskazywało na ich oddziaływanie na pracę tymczasową i zatrudnienie w niepełnym wymiarze. System wprowadzono natomiast po to, aby ograniczyć pracę na czarno w takich branżach jak horeca, co przynosi państwu dochody, których w innym przypadku mogłoby nie uzyskać. Ich dokładną skalę trudno jednak określić. Flexi-jobs mają także pomagać w uzupełnianiu braków kadrowych, ale również w tym przypadku nie wiadomo, ile stanowisk pozostałoby bez nich nieobsadzonych.
Według organizacji UCM, reprezentującej przedsiębiorców i osoby samozatrudnione, w przypadku nisko opłacanych stanowisk flexi-jobs przynoszą państwu podobne korzyści jak zwykłe zatrudnienie. Nisko płatne etaty są bowiem objęte korzystniejszymi zasadami podatkowymi i składkowymi, przez co zapewniają mniejsze wpływy ze składek niż flexi-job.
Z analizy Federalnego Biura Planowania z 2023 r. wynika, że flexi-jobs przynosiły państwu straty wynoszące od 106 do 213 milionów euro. Związek zawodowy FGTB/ABVV ocenia natomiast, że ubytek jest bliższy 380 milionom euro, a do 2029 r. może wzrosnąć do 600 milionów euro. Rozbieżności między poszczególnymi szacunkami pozostają więc bardzo duże.
Clarinval nie widzi problemu
Minister pracy David Clarinval z MR, zdecydowany zwolennik systemu flexi-jobs, odrzuca przedstawione wyliczenia. Jego zdaniem ta forma zatrudnienia stanowi istotne źródło dochodów publicznych dzięki bezpośredniej składce w wysokości 28 procent, wzrostowi dochodów pracowników oraz większym obrotom przedsiębiorstw, które przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i zwiększają wpływy podatkowe państwa.
Minister nie kryje zdziwienia wypowiedzią Vincenta Van Peteghema. „Zaledwie 13 dni po wejściu reformy w życie zdumiewające jest, że Vincent Van Peteghem już teraz stwierdza, iż system »wymyka się spod kontroli«. Fakty i liczby pokazują, że jest inaczej” – ocenia polityk MR.
Podczas jesiennej narady budżetowej rząd będzie musiał przeanalizować wszystkie realne możliwości, jeśli zamierza znaleźć 10 miliardów euro potrzebnych do domknięcia budżetu. Zmiany w systemie flexi-jobs mogą znaleźć się wśród rozważanych rozwiązań.