Ustawa o pracy seksualnej na umowę o pracę wciąż z trudem się przyjmuje – Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie o jej losie
Osiemnaście miesięcy po wejściu w życie ustawa pozwalająca świadczyć usługi seksualne na podstawie umowy o pracę nadal z trudem znajduje praktyczne zastosowanie w Belgii – wynika z analizy...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Osiemnaście miesięcy po wejściu w życie ustawa pozwalająca świadczyć usługi seksualne na podstawie umowy o pracę nadal z trudem znajduje praktyczne zastosowanie w Belgii – wynika z analizy dziennika Le Soir. Przepisy, opisywane jako przełomowe, napotykają bariery administracyjne, opór części branży oraz spór ideologiczny. Ich bilans pozostaje niejednoznaczny, tym bardziej że Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć, czy ustawa powinna zostać uchylona. Jak dotąd tylko dziewięciu pracodawców uzyskało zezwolenie konieczne do legalnego zatrudniania osób świadczących usługi seksualne.
Spis treści
Na początku maja około stu sygnatariuszy uznało ustawę regulującą pracę seksualną na podstawie umowy o pracę za całkowitą porażkę. Organizacje te złożyły do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uchylenie przepisów obowiązujących od 2024 r., których jednym z autorów był ówczesny minister pracy Pierre-Yves Dermagne (PS). Orzeczenie Trybunału ma zapaść w lipcu, choć bardziej ostrożne przewidywania mówią o terminie po wakacjach. Osiemnaście miesięcy po wejściu ustawy w życie dane liczbowe pozostają skromne. Czy to wystarczy, by reformę przedstawianą jako historyczną uznać za niepowodzenie? Nie musi tak być.
Dziewięciu pracodawców z zezwoleniem
Ustawa z 3 maja 2024 r. miała uzupełnić dekryminalizację pracy seksualnej, przyjętą w 2022 r. Jej celem było umożliwienie osobom świadczącym usługi seksualne uzyskania statusu pracownika najemnego, a wraz z nim ubezpieczenia społecznego, prawa do zasiłku dla bezrobotnych, płatnego urlopu oraz ochrony przed nadużyciami. Pracodawcy, którzy chcą zatrudniać takie osoby, muszą jednak otrzymać zezwolenie władz federalnych. To właśnie na tym etapie widoczne są opóźnienia.
Z danych przekazanych przez gabinet federalnego ministra ds. zatrudnienia Davida Clarinvala (MR) wynika, że od wejścia przepisów w życie złożono 21 wniosków o zezwolenie. Do tej pory wydano ich dziewięć, siedem spraw pozostaje w trakcie rozpatrywania, a kilka wniosków odrzucono lub wycofano. Dziewięciu zatwierdzonych pracodawców oznacza w praktyce blisko sto osób pracujących na podstawie umowy.
Gabinet ministra podkreśla jednak, że do tych danych należy podchodzić ostrożnie. Nie ma jeszcze oficjalnych statystyk dotyczących liczby osób faktycznie zatrudnionych na podstawie umowy. Sama ustawa przewiduje ocenę dopiero po dwóch latach od wejścia w życie, czyli pod koniec 2026 r. lub na początku 2027 r. Ewaluacja ma umożliwić ewentualne dostosowanie ram prawnych tak, aby rozwiązanie mogło działać w pełni skutecznie.
Organizacje: liczby nie oddają sensu ustawy
Organizacje broniące praw osób świadczących usługi seksualne przekonują, że obecne, niewielkie liczby nie przesądzają o zasadności przyjętego rozwiązania. Guilhem ze stowarzyszenia Alias uważa, że kwestionowanie tej ustawy oznacza w praktyce podważanie samej dekryminalizacji. „Skuteczności ustawy nie mierzy się liczbą przypadków jej zastosowania: to, czy skorzystano z niej raz, czy dwanaście razy, nie ma znaczenia – podobnie jak w przypadku małżeństw jednopłciowych” – powiedział. Stowarzyszenie, które wspiera mężczyzn oraz osoby transpłciowe świadczące usługi seksualne, wskazuje, że najbardziej szkodliwe byłoby całkowite porzucenie regulacji, ponieważ bezpośrednia lub pośrednia kryminalizacja jest niebezpieczna dla osób, których dotyczy.
Podobnie sprawę ocenia Utsopi, organizacja prowadzona przez osoby świadczące usługi seksualne i działająca na ich rzecz. Jej rzecznik Daan Bouwers zwraca uwagę, że po czterech dekadach funkcjonowania w warunkach tolerancji trudno oczekiwać, aby nowe przepisy zostały od razu powszechnie przyjęte i respektowane. „Potrzeba czasu, aby ludzie je przyswoili” – stwierdził. Organizacja informuje, że otrzymała blisko 300 zapytań dotyczących nowych rozwiązań, a razem z partnerami – stowarzyszeniami Alias, Espace P i Violett – dociera do około 5 000 osób w branży. Zdaniem Bouwersa ustawa obejmuje wprawdzie mniejszość, ale przede wszystkim uznaje świadczenie usług seksualnych za pracę, a wymiarowi sprawiedliwości daje dodatkowe narzędzie do rozpoznawania sytuacji wyzysku.
Isabelle z Espace P zwraca uwagę na kulturową zmianę, jaką niesie ze sobą ustawa. „Gdy dana branża od dziesięcioleci funkcjonuje na marginesie społeczeństwa, wejście w uregulowane ramy z ochroną socjalną nieuchronnie budzi obawy i pytania” – powiedziała. Proces ten porównuje do profesjonalizacji pracy domowej, która również zajęła wiele lat. Jak dodaje, teraz potrzebna jest zmiana sposobu myślenia – zarówno w społeczeństwie, jak i wśród samych osób świadczących usługi seksualne.
Bariera biurokratyczna
W praktyce główną przeszkodą wydaje się jednak nie tyle spór ideologiczny, ile biurokracja. Brukselski adwokat Yamen Midani wspierał jednego z pierwszych pracodawców, którzy otrzymali zezwolenie. Jego ocena jest jednoznaczna: dokument daje wprawdzie ochronę prawną, ale formalności wymagają czasu. Od złożenia wniosku do uzyskania zezwolenia minęło od sześciu do siedmiu miesięcy. Jak wyjaśnia mecenas, procedura wymaga między innymi założenia odrębnej spółki, wykazania braku wyroków karnych, wdrożenia rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa oraz zapewnienia stale dostępnej osoby kontaktowej.
Mecenas Midani zauważa, że wielu pracodawców zadaje sobie pytanie, dlaczego mieliby przyjmować na siebie tak wiele obowiązków, skoro mogą nadal współpracować z osobami prowadzącymi działalność na własny rachunek. „Dziś wielu obserwuje, co robią inni, i zastanawia się, czy naprawdę warto” – stwierdził. Według niego do tej ostrożności przyczynia się także brak widocznych kontroli. Skalę szarej strefy pokazuje Stéphane Boyer, jeden ze współzałożycieli Utsopi. Wskazuje on, że na Schaerbeek przy rue d’Aerschot działa 83 lokali związanych z pracą seksualną, które funkcjonują poza ramami ustawy, na zasadzie wynajmu przestrzeni. Znamienne jest również to, że żaden z pracodawców, którzy uzyskali zezwolenie ministerstwa, nie prowadzi działalności w Brukseli.
Głosy organizacji abolicjonistycznych
Organizacje abolicjonistyczne widzą w słabym odzewie potwierdzenie, że ustawa odpowiada na niewłaściwie postawione pytanie. Natasha Malviya, rzeczniczka stowarzyszenia Isala, które przyłączyło się do skargi skierowanej do Trybunału Konstytucyjnego, twierdzi, że od początku było wiadomo, iż przepisy nie będą skuteczne. Jej zdaniem najpilniejsze potrzeby osób w prostytucji są inne: chodzi o mieszkanie, dokumenty, wsparcie oraz możliwość wyjścia z prostytucji, a nie o umowę o pracę.
Organizacja podaje, że w 2025 r. przeprowadziła 261 spotkań w miejscach świadczenia usług seksualnych. Jak mówi Natasha Malviya, spotykane kobiety nie traktują prostytucji jako zajęcia, które chciałyby utrwalać. „Ta ustawa dotyczy w najlepszym razie od 5 do 10 procent branży” – oceniła. Isala zajmuje bardziej ideologiczne stanowisko, zgodnie z którym umowa o pracę jest nie do pogodzenia z prostytucją, a w praktyce może umożliwiać osobom czerpiącym korzyści z aktywności seksualnej innych zakładanie spółek i wypłacanie sobie wynagrodzeń.
Doświadczenia samych zainteresowanych
Osoby, których ustawa dotyczy bezpośrednio, opisują bardzo różne doświadczenia. Alexa, pracująca w barze z hostessami w regionie Namuru, którego właściciel uzyskał zezwolenie, była wcześniej zatrudniona na umowie w sektorze horeca. Jej pracodawca postanowił dostosować się do nowych przepisów – co, jak zaznacza, nie jest regułą – dzięki czemu ma obecnie oficjalną umowę odpowiadającą charakterowi wykonywanej pracy. Przyznaje, że nie zmieniło to znacząco jej codzienności, bo już wcześniej pracowała na podstawie umowy, jednak w razie utraty zatrudnienia nowe rozwiązanie daje jej ochronę. Podkreśla także ulgę wynikającą z tego, że jej zajęcie jest uznane prawnie i nie musi go już ukrywać. Jednocześnie zaznacza, że minie sporo czasu, zanim osoby zainteresowane przyswoją nowe zasady.
Inaczej patrzy na to Tima, która od pięciu lat świadczy usługi seksualne w Brukseli, a klientelę zbudowała wyłącznie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Debaty wokół ustawy obserwowała z dystansu i nigdy nie czuła się nimi szczególnie zainteresowana. Podkreśla, że pomogła jej dekryminalizacja z 2022 r., natomiast nowe przepisy są korzystne dla osób pracujących u pracodawców, ale nie dla niej. Chce zachować niezależność i sama decydować o sobie, nawet jeśli wiąże się to z trudnościami w razie choroby i utraty dni pracy. Prowadzi działalność na własny rachunek i przyznaje, że pierwsze rozliczenia podatkowe były kłopotliwe, ale wsparcie można łatwo znaleźć w organizacjach branżowych. Imiona Timy i Alexy zostały zmienione na ich prośbę.
Ustawa „mglista” i sprzeczna z konwencją
Dla Stéphane’a Boyera, który poświęcił nowej ustawie obszerną pracę dyplomową, bilans pozostaje niejednoznaczny. Docenia niektóre rozwiązania, w tym dostęp do zasiłku dla bezrobotnych, ale wskazuje też na niewiedzę, pośpiech oraz brak konsultacji z organizacjami podczas tworzenia przepisów, które uznaje za mgliste i pod wieloma względami niedostosowane do rzeczywistości. Jak zauważa, zasadniczy problem polega na tym, że ustawa obejmuje osoby mające pozwolenie na pracę w Belgii, czego nie posiada wiele osób świadczących usługi seksualne. Jego zdaniem rozsądniejsze byłoby pozostanie przy modelu spółdzielni tworzonych przez same zainteresowane osoby.
Boyer zwraca również uwagę na podstawową sprzeczność. Belgia zreformowała kodeks karny w 2022 r., a następnie w 2024 r. stworzyła status pracownika najemnego, ale nadal jest związana konwencją nowojorską z 1949 r., która penalizuje wszelkie organizowanie prostytucji innych osób. Według Boyera godne pożałowania jest to, że Belgia nie wypowiedziała tej konwencji przed rozpoczęciem dekryminalizacji.
Jak dodaje, nowe zasady utrzymują znaczną niepewność prawną. Kodeks karny słabo rozróżnia korzyść ekonomiczną, korzyść nienależną, sutenerstwo, wyzysk i handel ludźmi, pozostawiając wyznaczanie granic sędziom. Ustawa z 2024 r., która miała rozjaśnić te kwestie, chroni osoby świadczące usługi seksualne, ale pozostawia pracodawców w szarej strefie: mogą oni zatrudniać legalnie, a jednocześnie ryzykować postępowanie karne. W rezultacie, zdaniem Boyera, powstały ramy niejasne, rozdarte między logiką represyjną a próbą regulacji, i wciąż rzadko stosowane.
Osiemnaście miesięcy po wejściu w życie nowe przepisy znalazły się pod presją z dwóch stron. Z jednej strony skromne liczby wzmacniają krytykę organizacji abolicjonistycznych oraz sceptyczne oceny części osób świadczących usługi seksualne, które dostrzegły ograniczenia ustawy. Z drugiej strony działacze pracujący w terenie apelują, aby dać regulacjom czas, i przypominają, że po dekadach prawnej tolerancji oraz niewidzialności normalizacji całej branży nie da się przeprowadzić w kilka miesięcy. Właściwa ocena, zaplanowana przez rząd na koniec 2026 r., pokaże, czy reforma wyprzedziła swój czas, czy też wymaga przebudowy, aby nie rozminąć się z celem.