Nielegalne narkotyki w Brukseli przez Google Maps – »Chce pan dostawę teraz czy później?«
Kto chce kupić nielegalne narkotyki w Brukseli, może teraz po prostu sięgnąć po Google Maps. Od niedawna dilerzy zamieszczają tam, między zdjęciami istniejących sklepów, grafiki zawierające nazwy...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Kto chce kupić nielegalne narkotyki w Brukseli, może teraz po prostu sięgnąć po Google Maps. Od niedawna dilerzy zamieszczają tam, między zdjęciami istniejących sklepów, grafiki zawierające nazwy swoich kanałów na Telegramie, przez które można zamawiać różnego rodzaju nielegalne substancje. Za zamówienie można zapłacić między innymi przez PayPal, przelewem lub kartą podarunkową Apple. Zjawisko jest znane policji federalnej, a Google zapewnia, że analizuje sprawę.
Spis treści
Kanały na Telegramie
„Hello, how do we help you?” – tak od razu zwraca się do dziennikarzy kanał na Telegramie, nazwany na potrzeby materiału Santi. Gdy odpowiadają, że wszystko zależy od oferty, otrzymują długą listę: dziewięć rodzajów marihuany, dwa rodzaje kokainy, ketaminę, metamfetaminę, LSD, MDMA, DMT, haszysz, żelki, e-papierosy i wiele innych produktów. „Let me know what you need, sir” – pisze sprzedawca.
Handel narkotykami przez Telegram nie jest nowym zjawiskiem. Komunikator działa podobnie do WhatsAppa, ale znacznie łatwiej prowadzić w nim rozmowy z nieznajomymi i tworzyć grupy. Właśnie w taki sposób wykorzystują go dilerzy – czat służy do sfinalizowania transakcji. Wystarczy znać nazwę odpowiedniego kontaktu lub grupy.
Wirtualne sklepy na mapie
Nowością jest natomiast to, że nazwy takich kanałów są masowo rozpowszechniane za pośrednictwem zwykłego Google Maps. Rzeczywiście, po wpisaniu w Google Maps fraz „Cannabis store” lub „Cannabis magasin” na mapie Brukseli pojawia się około dwudziestu wyników.
Ponad połowa z nich jest całkowicie wirtualna i nie ma żadnego związku z prawdziwymi sklepami. Punkty te są oznaczone jako otwarte przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Zdjęcie wyświetlane po kliknięciu w wynik jest wygenerowane przez sztuczną inteligencję i przedstawia sklep z konopiami, który w niczym nie przypomina budynku, w którym rzekomo mieści się wirtualny punkt.
Na grafice dużymi literami widnieje nazwa kanału na Telegramie. Po wpisaniu jej w komunikatorze użytkownik trafia bezpośrednio do czatu. Większość wyników prowadzi do tych samych pięciu kanałów. Inne „sklepy” wykorzystują linki kierujące do rozmów na WhatsAppie lub Signalu. W obu przypadkach można tam złożyć zamówienie.
Legalne sklepy z przejętymi adresami
Część wyników jest jednak powiązana z prawdziwymi sklepami, ale także przy nich wyświetlana jest ta sama błyszcząca grafika wygenerowana przez AI z nazwą kanału na Telegramie oferującego twarde narkotyki. Tak jest między innymi w przypadku Canna House Ambiorix, Liberty Shop przy uniwersytecie ULB oraz StreetShop Ixelles przy placu Flagey. Są to sklepy, w których można legalnie kupić CBD, czyli niepsychoaktywną substancję występującą w konopiach.
Sklepy te nie mają nic wspólnego z nielegalnym handlem, który przejmuje ich adresy. Każdy użytkownik może bowiem dodać dowolne zdjęcie do dowolnego adresu. Funkcja, która miała pomagać klientom, na przykład poprzez publikowanie zdjęć potraw w restauracjach, jest teraz wykorzystywana w niewłaściwy sposób.
Niemal codziennie prosimy Google o usunięcie tych zdjęć, co trwa zwykle kilka dni. Potem znów pojawia się nowe zdjęcie z linkiem do twardych narkotyków – mówi sprzedawca StreetShop Ixelles, który prosi o niepodawanie nazwiska.
Trwa to już mniej więcej od roku i nic nie możemy z tym zrobić. W ogóle nas to nie cieszy. Wprowadza to ludzi w błąd, a jednocześnie odciąga od nas potencjalnych klientów szukających CBD i kieruje ich gdzie indziej. Mamy nadzieję, że zainteresowanie mediów coś w tej sprawie zmieni – dodaje.
Test dziennikarzy
Dziennikarze postanowili sprawdzić, czy taki kontakt rzeczywiście prowadzi do zakupu, i skorzystali z linków do twardych narkotyków. Przetestowali dwa kanały na Telegramie i jedną rozmowę na WhatsAppie, powiązaną z brytyjskim numerem telefonu. Wszystkie trzy oferowały różne narkotyki, w tym twarde.
Na kanale Santi, gdy dziennikarze zaznaczyli, że nie chcą podawać prywatnego adresu, umówiono spotkanie przy przystanku tramwajowym na placu Flagey. Ponieważ zamówienie przekraczało 100 euro – chodziło o 3 gramy ketaminy za 180 euro – dostawa przez kuriera była bezpłatna. „Kiedy życzy pan sobie dostawy, sir? Dostawy są możliwe zawsze” – zapewniał sprzedawca.
Płatność, możliwa przez PayPal, Revolut, Zelle, Apple Pay i bitcoina, musiała nastąpić przed dostawą. Sprzedawca z drugiego kanału na Telegramie wolał natomiast płatność kartą podarunkową Apple. Należało doładować ją kwotą 100 euro za 3 gramy kokainy i przesłać dilerowi zdjęcie kodu karty, aby mógł z niej skorzystać.
Ponieważ diler oferował również przelew, dziennikarze nalegali na tę opcję i otrzymali numer litewskiego konta. Wszystko działo się szybko – jeszcze zanim zdecydowali się na płatność, otrzymali wiadomość od kuriera wysłaną z innego numeru, że pod podanym tym razem adresem nikogo nie zastał.
Ostatecznie dziennikarze anulowali zakup, ponieważ nawet w ramach testu dziennikarskiego byłby on nielegalny. Nie wiadomo więc, czy narkotyki rzeczywiście zostałyby dostarczone.
Policja zna zjawisko
Policja i wymiar sprawiedliwości wiedzą o tym procederze.
Zjawisko jest nam – niestety – znane – mówi An Berger, rzeczniczka policji federalnej.
To jeden z nowszych sposobów, w jaki przestępcy wykorzystują istniejące platformy cyfrowe i aplikacje do swoich celów. Niezależnie od tego, czy chodzi o sprzedaż narkotyków, czy o oszustwa, przestępcy nieustannie dostosowują swoje metody, aby docierać do obywateli. Oczywiście odradzamy odpowiadanie na takie ogłoszenia i zalecamy każdorazowe zgłaszanie ich platformom – dodaje.
Dziennikarze zwrócili się również o komentarz do Google, jednak rzecznik firmy na kraje Beneluksu ograniczył się do informacji, że sprawa jest badana. Otwarte pozostaje pytanie, czy platforma nie powinna robić więcej, aby zapobiec mieszaniu się jej treści z ofertą nielegalnych produktów. Tą kwestią zajmują się również policja i politycy.
Współpracujemy z Europolem i Komisją Europejską nad relacjami z dużymi międzynarodowymi platformami, aby nielegalne treści można było szybciej wykrywać i łatwiej usuwać – wyjaśnia An Berger.
Różnice w przepisach, zwłaszcza w krajach spoza Europy, sprawiają, że jest to szczególnie skomplikowane. Celem jest w każdym razie szybsze reagowanie na nowe metody działania przestępców i szybsza interwencja w kanałach, które wykorzystują do celów przestępczych – podsumowuje rzeczniczka.