»Z pani konta pobrano 1 250 euro« – oszuści wyłudzili od Elke około 17 000 euro
„Na pani koncie wykryto podejrzaną transakcję. Łączymy z doradcą Card Stop”. Telefon, który odebrała Elke, na pierwszy rzut oka wyglądał jak próba udzielenia jej pomocy. W rzeczywistości był...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be „Na pani koncie wykryto podejrzaną transakcję. Łączymy z doradcą Card Stop”. Telefon, który odebrała Elke, na pierwszy rzut oka wyglądał jak próba udzielenia jej pomocy. W rzeczywistości był początkiem oszustwa, w wyniku którego kobieta straciła blisko 17 000 euro. Jak relacjonuje matka rodziny, pierwsze poważne wątpliwości pojawiły się dopiero wtedy, gdy w tle rozmowy usłyszała coś, co zupełnie nie pasowało do profesjonalnego działu bankowego.
Spis treści
Fałszywy alarm z Düsseldorfu
Elke właśnie zabierała się do przygotowania posiłku, gdy zadzwonił jej telefon. Na ekranie wyświetlił się zastrzeżony numer. Po drugiej stronie początkowo nie odezwał się człowiek, lecz automatyczny komunikat informujący o podejrzanych operacjach na jej koncie.
Rzekomo dokonano płatności na 1 250 euro w serwisie Bol.com z Düsseldorfu. To strona, na której każdy z nas od czasu do czasu coś kupuje. Zapytali, czy to ja. Oczywiście, że nie, nigdy nie byłam w Düsseldorfie – opowiada Elke.
Ta odpowiedź zdawała się potwierdzać, dlaczego rzekomy dział bezpieczeństwa w ogóle się z nią skontaktował. „Proszę nie rozłączać się” – usłyszała Elke, po czym została przełączona. I to nie do byle kogo, lecz rzekomo do działu ds. oszustw jej własnego banku, BNP Paribas Fortis.
Udostępnienie ekranu przez WhatsApp
Od tego momentu rozpoczęła się najbardziej wyrafinowana część oszustwa. Mężczyzna po drugiej stronie mówił spokojnie, profesjonalnie i sprawiał wrażenie osoby, która chce pomóc.
Człowiek myśli sobie: uff, on mi pomoże. Coś jest nie tak z moim kontem, a on właśnie rozwiązuje problem – wspomina Elke.
Propozycja, aby kontynuować rozmowę przez WhatsApp, przez krótką chwilę wydała jej się dziwna, ale nie na tyle, by od razu zorientowała się, że to podstęp. Rzekomy pracownik banku poprosił ją następnie o udostępnienie ekranu telefonu – nie za pomocą skomplikowanego programu, o którym nigdy nie słyszała, lecz po prostu przez WhatsApp.
Powiedział: proszę kliknąć w trzy kropki. Wybrać tę opcję. Nacisnąć tutaj – relacjonuje.
Elke zrobiła to, o co ją poproszono.
Po fakcie człowiek oczywiście zastanawia się: jak mogłam to zrobić? Ale w tamtej chwili nie wydawało się to aż tak absurdalne. Widziałam już kiedyś, jak ktoś zdalnie przejmował komputer, żeby rozwiązać problem techniczny. Pomyślałam: pewnie wiele osób nie wie, gdzie kliknąć, więc robią to w ten sposób – wyjaśnia.
Od tej chwili oszuści widzieli wszystko, co robiła.
Nigdy nie powiedziałam: oto mój kod. Ale oczywiście widzieli, co robię na ekranie – mówi Elke.
Rozmówca przez cały czas kontynuował rozmowę. Twierdził, że doszło do kilku podejrzanych transakcji, a różne konta trzeba „zabezpieczyć” albo „zweryfikować”.
Wątpliwości przyszły za późno
Podczas rozmowy obok Elke siedział jej najstarszy syn, a kobieta włączyła tryb głośnomówiący. Wtedy oboje usłyszeli coś, co zupełnie nie pasowało do profesjonalnego działu zajmującego się oszustwami.
W tle usłyszałam coś w rodzaju: a ty co robisz na obiad? – opowiada Elke.
Matka i syn spojrzeli na siebie. Był to pierwszy moment prawdziwych wątpliwości. Ponieważ Elke nie mogła wtedy swobodnie korzystać ze swojego telefonu, poprosiła syna, aby zadzwonił do jej znajomej pracującej w sektorze bankowym. Ta nie wahała się ani chwili.
To niemożliwe. Bank nigdy by tak nie postąpił – usłyszeli.
Elke się rozłączyła. Od tego momentu wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Skontaktowała się z bankiem, a jej konta i karty zostały zablokowane. Następnego dnia złożyła zawiadomienie na policji. Pieniądze, które próbowała chronić, w dużej części już jednak zniknęły. Ostatecznie straty wyniosły około 17 000 euro.
Kolejne 2 500 euro z karty kredytowej
Kiedy wydawało się, że to już koniec, przyszedł kolejny cios. Przeglądając później swoje rachunki, Elke zauważyła, że około 2 500 euro zniknęło również z jej karty Mastercard.
Kiedy poszłam w tej sprawie do banku, najpierw miałam wrażenie, że ta kwota zostanie mi zwrócona. Ostatecznie usłyszałam jednak, że według nich te płatności również zostały prawidłowo uwierzytelnione – mówi.
To właśnie budzi jej największy sprzeciw. Elke stanowczo podkreśla, że nigdy świadomie nie zgodziła się na przekazanie oszustom tysięcy euro.
Nie przekazałam żadnego kodu. Nie powiedziałam: oto mój numer, oto moje hasło. Nic – zaznacza.
Kobieta formalnie wezwała następnie BNP Paribas Fortis do zapłaty i zwróciła się również do mediatora. Do tej pory nie odzyskała pieniędzy. Bank nie odpowiedział na pytania w tej sprawie.
Pytania o odpowiedzialność banku
Elke nie zaprzecza, że dała się oszukać. Trudno jej jednak zaakceptować, że jej zdaniem na tym kończy się dyskusja.
Zawsze mówi się o rażącym niedbalstwie i własnej odpowiedzialności. A co z odpowiedzialnością banku? – pyta.
Od tamtego wieczoru nie daje jej spokoju wiele pytań, a zwłaszcza jedno: dlaczego tak nietypowe operacje mogły trwać aż do momentu, w którym sama podniosła alarm?
Chodzi o niezwykle wrażliwe informacje. Jako największy bank w Belgii trzeba też zadać sobie pytanie: co możemy lepiej zabezpieczyć, żeby to się więcej nie powtórzyło? – podkreśla.
Początkowo nadzieję dawał jej fakt, że niektóre kwoty nadal widniały jako „zarezerwowane”.
Pomyślałam: uff, te pieniądze jeszcze nie zniknęły. Może jeszcze da się je zablokować. Tak się nie stało. Po co pisać „zarezerwowane”, jeśli w rzeczywistości pieniądze już przepadły? – pyta Elke.
Oszust odebrał telefon jeszcze następnego dnia
Gdy syn Elke oddzwonił na numer, z którego kontaktowali się oszuści, mężczyzna odebrał telefon.
I następnego dnia również – mówi kobieta.
Już na komisariacie policji Elke zauważyła, że dane związane z rozmową na WhatsAppie stopniowo znikają. Profil, który wcześniej podszywał się pod Fortis, później zaczął odwoływać się do innego banku.
Dla Elke jest to przede wszystkim dowód na to, jak dobrze zorganizowani są przestępcy.
Ci ludzie nie sprawiają wrażenia, jakby działali na oślep. Świetnie się wysławiają. Wiedzą, co powiedzieć. Wiedzą, jak człowieka uspokoić – zaznacza.
Właśnie dlatego zdecydowała się opowiedzieć swoją historię. Nie dlatego, że chce publicznie przyznawać, iż dała się oszukać, lecz dlatego, że widzi, jak szybko wciąż ocenia się ofiary oszustw internetowych.
Są ludzie, którzy patrzą na ciebie i myślą: jak można się na to nabrać? Ale znam też bardzo wiele osób, które mówią mi: to mogło spotkać również mnie – mówi.
Ci ludzie są niezwykle sprytni. W tamtej chwili jesteś w panice i nie myślisz: ktoś próbuje mnie okraść. Myślisz: całe szczęście, że ktoś dzwoni, żeby mi pomóc – podsumowuje Elke.