Profesor psychologii z ponad dwudziestoletnim stażem na francuskojęzycznym Uniwersytecie Katolickim w Louvain (UCLouvain), uznany naukowiec o dużym dorobku, pozwał uczelnię przed sądem pracy w Nivelles. Spór dotyczy kary dyscyplinarnej polegającej na trzymiesięcznym zawieszeniu w obowiązkach bez wynagrodzenia. Sankcja została nałożona po skardze doktorantki, która w 2023 r. oskarżyła profesora o napaść na tle seksualnym. Sprawa ma jednak znacznie szerszy kontekst – za formalną skargą kryją się sygnały o możliwym molestowaniu psychicznym i seksualnym, które według pracowników wydziału pojawiały się już od około 2010 r. Uczelnia jest dziś krytykowana zarówno za wieloletnią bezczynność wobec tych sygnałów, jak i za sposób prowadzenia obecnego postępowania dyscyplinarnego.
Skarga doktorantki z 2023 r.
Zdarzenie, które zapoczątkowało formalne postępowanie, miało miejsce 22 czerwca 2023 r. podczas wieczoru konferencyjnego na wydziale psychologii, w obecności około stu osób. Doktorantka twierdzi, że stojąc w kolejce przy barze poczuła, jak stojąca za nią osoba ociera się o nią intymnymi częściami ciała. Po odwróceniu się rozpoznała profesora, oznaczanego w dokumentach inicjałami P.P., który był członkiem jej komitetu nadzorującego pracę doktorską.
Dziewięć dni później kobieta poinformowała o zdarzeniu swojego promotora. Ten zwrócił się do profesora z prośbą o opuszczenie komitetu doktorskiego – na co P.P. przystał. Mimo prośby doktorantki o zachowanie dyskrecji profesor poinformował później wszystkich kierowników laboratoriów o sytuacji, podając imię i nazwisko skarżącej. W listopadzie 2023 r. doktorantka złożyła oficjalną skargę wewnętrzną na uczelni, co doprowadziło do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Profesor zaprzeczył wszystkim zarzutom.
Kara dyscyplinarna i spór sądowy
W sierpniu 2024 r. rektor ad interim UCLouvain Didier Lambert – działając na wniosek komisji dyscyplinarnej – zdecydował o zawieszeniu profesora na trzy miesiące we wszystkich funkcjach akademickich oraz o wstrzymaniu jego wynagrodzenia od 1 września. Była to najsurowsza forma zawieszenia przewidziana regulaminem uczelni – katalog kar obejmuje bowiem środki od upomnienia aż po zwolnienie dyscyplinarne.
Adwokat profesora, mec. Laurent Dear, zakwestionował sposób prowadzenia postępowania, wskazując na jego rzekomą stronniczość. Według niego nie przesłuchano świadków mogących potwierdzić dobrą reputację jego klienta, a część dokumentów – w tym protokoły przesłuchań – nie została udostępniona obronie. Sąd pracy trzykrotnie zawiesił wykonanie sankcji w trybie zabezpieczenia, do czasu pełnego rozpoznania sprawy. Utrzymano jedynie nakaz przeniesienia profesora do innego gabinetu, na innym piętrze niż doktorantka.
W postanowieniach tymczasowych sędzia odnotowała również, że studenckie oceny profesora są pozytywne, a studenci deklarują, iż czują się w jego obecności komfortowo. Sędzia zwróciła też uwagę, że doktorantka po opisywanym zdarzeniu nie skorzystała z pomocy lekarza ani specjalisty zdrowia psychicznego.
Podczas rozprawy 19 lutego 2026 r. obrońca profesora ponownie zaprzeczył wszystkim zarzutom i podkreślił, że sprawa nie była rozpatrywana na drodze karnej. Określił zgromadzony materiał jako „skargi i plotki powtarzane od 1992 r.” i zażądał od UCLouvain odszkodowania w wysokości 35 000 euro – równowartości trzech miesięcznych wynagrodzeń brutto – za naruszenie dobrego imienia swojego klienta.
Adwokat uczelni, mec. Jacques Clesse, argumentował natomiast, że choć nie ma bezpośrednich świadków napaści, zeznania doktorantki są spójne i zachowują „wysoki stopień wiarygodności”. Przypomniał również, że już w 2012 r. do władz uczelni docierały sygnały o podobnych zachowaniach profesora. W tamtym czasie – jak podkreślił – wrażliwość instytucjonalna na takie sprawy była jednak znacznie mniejsza, a podobne sytuacje często były ignorowane.
Piętnaście lat sygnałów wewnętrznych
Zarzuty wobec profesora pojawiały się już wcześniej. W grudniu 2010 r. kilku pracowników Instytutu Badań Nauk Psychologicznych zgłaszało niepokojące zachowania P.P. Delegacja związkowa określała je wówczas jako możliwe „molestowanie psychiczne i seksualne” i informowała prorektora Jacques’a Grégoire’a, że działania profesora od lat negatywnie wpływają na dobrostan pracowników.
W 2012 r. jeden z profesorów złożył formalną skargę poprzez medycynę pracy. Inna pracowniczka naukowa opisywała „cierpienie w miejscu pracy” i „poczucie braku bezpieczeństwa”, które wiązała z zachowaniem P.P., wskazując m.in. na jego systematyczne podważanie kompetencji współpracowników. Dochodzenie prowadzone przez medycynę pracy doprowadziło do uznania przez prorektora „niestosownego charakteru” zarzucanych zachowań, jednak nie zdecydowano się na postępowanie dyscyplinarne. Profesor zrezygnował jedynie z części funkcji, a zaplanowana mediacja miała rozładować napięcia. W marcu 2013 r. prorektor wskazywał dodatkowo, że profesor znajduje się „niemal na granicy wypalenia zawodowego”.
Jacques Grégoire tłumaczył później brak sankcji tym, że osoby zgłaszające problem nie chciały ujawnić swojej tożsamości ani wskazać konkretnych sytuacji pozwalających na wszczęcie formalnego postępowania. Bez takich informacji – jak podkreślił – niemożliwe było umożliwienie oskarżonemu odniesienia się do konkretnych zarzutów.
Relacje świadków: od nieodpowiednich zachowań po napaść
W toku policyjnego dochodzenia, które wszczęto po skardze doktorantki, przesłuchano kilkadziesiąt osób z wydziału psychologii. Jeden z profesorów zeznał, że sam przez lata doświadczał „molestowania psychicznego”, polegającego na publicznym podważaniu jakości jego zajęć i badań.
Była współpracowniczka z poradni psychologicznej założonej przez P.P. opisała seminaria wyjazdowe organizowane nad morzem lub w Ardenach z udziałem doktorantów, podczas których – jak twierdzi – zwracano uwagę na obecność sauny i jacuzzi. Relacjonowała również zdarzenie z lat 2005-2007, gdy profesor zaproponował jej masaż, zasugerował zdjęcie koszulki i odpiął jej biustonosz, a jego ręce zaczęły przesuwać się w kierunku pośladków. Sytuację miało przerwać wejście stażystki do pomieszczenia. Kobieta dodała, że w czasie studiów widziała studentkę siedzącą na kolanach profesora w jego gabinecie.
Promotor doktorantki, który wcześniej bronił P.P., przyznał później, że z czasem zmienił zdanie. Wspominał zachowania, które kiedyś uważał za „graniczne”, a dziś ocenia jako niedopuszczalne – między innymi komentarze dotyczące wyglądu współpracowniczek czy natarczywe wpatrywanie się w ich biust. Opisywał też sytuację, gdy profesor masował ramiona doktorantki, która wyraźnie czuła się z tym niekomfortowo. Po pierwszej prezentacji doktorantki będącej bohaterką obecnej sprawy profesor miał powiedzieć „She’s cute”. Adwokat profesora utrzymuje jednak, że w rzeczywistości padły słowa „It’s cute”, odnoszące się do pracy doktorskiej.
Inna pracowniczka naukowa opowiadała o wyjazdach służbowych, podczas których profesor chodził w kąpielówkach i żartował w sposób o podtekście seksualnym, a także o sytuacjach, gdy podnosił ją i obejmował na korytarzu.
Koleżanka z wydziału określiła zachowanie profesora jako „tajemnicę poliszynela”. Według niej w środowisku panowała atmosfera napięcia – niektórzy pracownicy unikali spotkań z P.P., a część z nich przychodziła do pracy w stanie silnego stresu. Inny świadek przywołał sytuację z kampanii uczelnianej przeciw przemocy #RESPECT, gdy profesor miał zwrócić się do młodej kobiety słowem „Mademoiselle”, a następnie stwierdzić, że jest ona „wyraźnie dostępna emocjonalnie”. W innym przypadku miał powiedzieć o mijanych na korytarzu kobietach: „Nie wiedziałem, że są tu tak czarujące istoty”.
Umorzenie postępowania karnego i dalsze kroki
Pomimo licznych zeznań postępowanie karne dotyczące domniemanej napaści seksualnej zostało 26 stycznia 2026 r. umorzone, a sprawę pozostawiono do rozstrzygnięcia na drodze cywilnej. Dokumenty z postępowania dołączono do sprawy toczącej się przed sądem pracy między profesorem a uczelnią. Adwokat doktorantki, mec. Tirolo, stwierdził, że nie został poinformowany o tej decyzji przez prokuraturę i określił sytuację jako „godną ubolewania”. W dniu rozprawy 19 lutego 2026 r. poszkodowana nie wiedziała jeszcze, że proces karny nie zostanie przeprowadzony.
Profesor zaprzecza zarzutom, uczelnia broni nowego podejścia
Profesor nadal prowadzi zajęcia dydaktyczne oraz kieruje pracami magisterskimi i współpromuje doktoraty. Twierdzi, że od 1992 r. jest celem działań niewielkiej grupy osób i zapowiada złożenie zawiadomienia o fałszywe oskarżenia. Jego zdaniem zarzuty wynikają z zazdrości i niepewności części współpracowników, a uczelnia wykorzystuje sprawę, aby – jak twierdzi – „odkupić swoje sumienie”.
Profesor ma także swoich obrońców. Jedna z byłych doktorantek i wieloletnich współpracowniczek oświadczyła, że przez ponad trzy dekady współpracy nigdy nie była świadkiem niewłaściwego zachowania z jego strony ani nie czuła się w jego obecności niekomfortowo. Twierdzi również, że była obecna podczas wydarzenia w 2023 r., kiedy miało dojść do napaści, i nie zauważyła niczego niepokojącego.
UCLouvain podkreśla natomiast, że obecne władze uczelni nie mogą odpowiadać za decyzje sprzed lat. Po otrzymaniu formalnej skargi w 2023 r. wszczęto postępowanie dyscyplinarne i wprowadzono konkretne środki zapobiegawcze, w tym fizyczne rozdzielenie profesora i doktorantki. Równolegle audytorat pracy prowadził wieloletnie dochodzenie dotyczące dobrostanu pracowników uczelni. Postępowanie zakończyło się warunkowym odstąpieniem od ścigania oraz wpłatą przez UCLouvain 30 000 euro do Skarbu Państwa.
Sąd pracy w Nivelles ma ogłosić wyrok 19 marca 2026 r. Sprawa ma pilny charakter – profesor planuje przejść na emeryturę jesienią tego roku, a uczelnia poinformowała go już, że po tym terminie nie będzie mógł kontynuować działalności akademickiej.