Boris Dilliès, nowy premier Regionu Brukselskiego, znalazł się w ogniu krytyki po swoim pierwszym publicznym wystąpieniu w języku niderlandzkim, które ujawniło wyraźne braki językowe. Były burmistrz Uccle w sobotę rano dowiedział się o nominacji, a zaledwie 45 minut później stanął przed mediami. Odpowiadał na pytania po francusku oraz – z widocznymi trudnościami – po niderlandzku. Jego niepewne i mało precyzyjne wypowiedzi szybko wywołały falę komentarzy po flamandzkiej stronie kraju. W rozmowie z RTL-TVi Dilliès przyznał, że nie używał niderlandzkiego od około dwudziestu lat i potrzebuje czasu, aby wrócić do dawnej biegłości.
Ostra reakcja Theo Franckena
Choć premier Brukseli deklarował gotowość do poprawy swoich umiejętności językowych, jego niezdecydowane „We zullen zien” – czyli „zobaczymy” – stało się symbolem całej sytuacji i spotkało się z krytyką we Flandrii. Wiele osób publicznych podkreślało, że dobra znajomość niderlandzkiego jest niezbędna na tak eksponowanym stanowisku.
Najostrzej zareagował minister obrony Theo Francken (N-VA). Oświadczył on, że premier Brukseli powinien biegle posługiwać się niderlandzkim. Jeśli tego nie potrafi, musi szybko nadrobić zaległości, a jeśli nie zamierza się uczyć – powinien rozważyć zmianę pracy. Francken zaznaczył również, że mieszkańcy Flandrii nie są obywatelami drugiej kategorii, lecz dumną, otwartą i serdeczną wspólnotą.
„Nie pozwolę się poniżać”
Minister obrony poszedł o krok dalej, wykorzystując sytuację do wyraźnego zaakcentowania swojego stanowiska. Zapowiedział, że w kontaktach z władzami w Brukseli również w najbliższych latach będzie posługiwał się wyłącznie językiem niderlandzkim, powołując się na swoje konstytucyjne prawo jako mieszkańca flamandzkiej Brabancji. Jak stwierdził, jeśli druga strona nie będzie chciała go zrozumieć, będzie to przede wszystkim jej problem.
Francken podkreślił, że jest ministrem dla wszystkich mieszkańców kraju – niezależnie od tego, czy żyją we Flandrii, w Walonii czy w Brukseli – i że nie czyni w tym względzie żadnych różnic. Dodał jednak, że nie pozwoli się poniżać.
Spór o język w kontekście dwujęzyczności Brukseli
Choć wypowiedzi Theo Franckena nadają sprawie wyraźny wymiar tożsamościowy, część ekspertów zwraca uwagę, że problem ma przede wszystkim charakter prawny i demokratyczny. W porozumieniu koalicyjnym Regionu Brukselskiego jednym z priorytetów jest bowiem tzw. Masterplan Bilinguisme – kompleksowy plan działań na rzecz wzmocnienia dwujęzyczności.
Słaba znajomość niderlandzkiego przez szefa rządu regionalnego stoi w sprzeczności z tymi zapowiedziami i rodzi pytania o zdolność nowych władz do skutecznego wdrażania reform językowych w stolicy, która formalnie pozostaje regionem dwujęzycznym.