We wtorek o godzinie 11:00 przedstawiciele siedmiu ugrupowań zasiedli do rozmów w siedzibie Fondation universitaire, podejmując kolejną próbę zakończenia trwającego od ponad 600 dni kryzysu w Regionie Stołecznym Brukseli. Inicjatywa zorganizowania spotkania w formule konklawe wyszła od przewodniczącego MR Georges’a-Louisa Boucheza, który zapowiedział, że nie opuści budynku bez wypracowanego porozumienia. „Wchodzimy i nie wyjdziemy, dopóki nie będzie wyniku. Jestem przekonany, że nam się to uda” – relacjonowała agencja Belga, opisując przybycie polityka na obrady. Uczestnicy rozmów zakładają, że negocjacje mogą potrwać nawet kilka dni.
Proponowana koalicja i arytmetyka parlamentarna
Rozmowy dotyczą koalicji tworzonej przez MR, PS, Les Engagés, Groen, Vooruit, Anders oraz CD&V. Taki układ dawałby większość w parlamencie regionalnym – 55 mandatów na 89. Większość byłaby zachowana także w obu grupach językowych: 46 z 72 mandatów po stronie frankofońskiej oraz 9 z 17 po stronie niderlandzkojęzycznej. Poza tym porozumieniem pozostaje N-VA.
Georges-Louis Bouchez chce oprzeć negocjacje na ramach uzgodnionych w lipcu 2024 r. przez MR, PS i Les Engagés. Lider MR ponownie zaakcentował, że jednym z kluczowych celów powinno być osiągnięcie równowagi budżetowej do 2029 r.
Eksperci tonują nastroje
Analitycy podchodzą do konklawe z ostrożnością. Nawet jeśli rozmowy doprowadzą do sfinalizowania umowy koalicyjnej, będzie to przede wszystkim efekt trudnego godzenia sprzecznych interesów i daleko idących ustępstw. Część partii nie ukrywa, że celem jest przede wszystkim zapewnienie stabilnego funkcjonowania regionu do końca kadencji, a nie realizacja szeroko zakrojonych reform.
Warunki i oczekiwania poszczególnych ugrupowań
Choć wszystkie partie deklarują gotowość do kompromisu, każda z nich stawia własne warunki. Przewodniczący PS Ahmed Laaouej ocenia, że porozumienie jest możliwe, jednak wciąż otwarte pozostaje pytanie o sposób jego osiągnięcia. „Kluczowe pytanie brzmi: jak to zrobić. To właśnie sprawia, że negocjacje są tak trudne. Od miesięcy mówi się o sporach ambicjonalnych, tymczasem mamy do czynienia z realnymi różnicami politycznymi – z odmiennymi wizjami społeczeństwa” – podkreślił. Dodał, że ewentualne oszczędności nie mogą odbywać się kosztem mieszkańców Brukseli ani osłabiać tkanki społecznej, stowarzyszeniowej i gospodarczej miasta.
Reprezentująca Vooruit Ans Persoons zapowiedziała poszukiwanie kompromisu, wyrażając jednocześnie obawy o skutki dla najbardziej wrażliwych grup. „Nie będziemy dokładać niepotrzebnego cierpienia, bo to najsłabsi odczują je najdotkliwiej” – zaznaczyła.
Yvan Verougstraete, przewodniczący Les Engagés, apelował o nadanie priorytetu działaniom zmierzającym do ograniczenia zadłużenia. „Dwa i pół miesiąca bezczynności to 250 milionów euro dodatkowego długu dla mieszkańców Brukseli. Jeśli wszyscy wykażą wolę działania, sprawy mogą potoczyć się bardzo szybko” – przekonywał.
Elke Van den Brandt z Groen opowiedziała się za skupieniem rozmów na konkretach programowych. „To ważne, że partie, które wcześniej nie potrafiły się porozumieć, teraz zasiadły wspólnie do stołu” – stwierdziła, wskazując na oczekiwania związane z tym spotkaniem.
CD&V przedstawiło własną listę priorytetów, obejmującą kwestie bezpieczeństwa, jakości życia w dzielnicach, aktywizacji zawodowej mieszkańców Brukseli oraz zapewnienia dwujęzyczności w administracji – podała agencja Belga.
Partia Anders, w ostatnich miesiącach krytykowana za blokowanie wcześniejszych propozycji, akcentuje konieczność powrotu do równowagi budżetowej. Jej przewodniczący Dirk De Smedt uczynił z tego jeden z warunków wstępnych dla flamandzkich liberałów. Anders domaga się ograniczenia wydatków administracyjnych, uproszczenia struktur instytucjonalnych, ulg podatkowych dla klasy średniej oraz wyraźnego wzmocnienia polityki bezpieczeństwa.