Dynamiczny wzrost cen na hiszpańskim rynku nieruchomości wakacyjnych nie zniechęca nabywców z Belgii. W 2025 r. osoby mieszkające w Belgii dokonały łącznie 4 445 transakcji kupna, co oznacza średnio 12 zakupów dziennie. W niektórych regionach Hiszpanii ceny za metr kwadratowy przekroczyły już rekordowe poziomy z 2007 r., czyli sprzed pęknięcia bańki na rynku nieruchomości. Mimo to perspektywa dalszego wzrostu wartości i atrakcyjnych zysków kapitałowych wciąż przyciąga kupujących z Belgii oraz innych państw Unii Europejskiej.
Ceny biją historyczne rekordy
Z danych firmy Zapinvest, specjalizującej się w hiszpańskich nieruchomościach wakacyjnych, wynika, że w 2025 r. średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego osiągnęła 2 317 euro, natomiast w nowych inwestycjach wyniosła 2 500 euro. Statystyki hiszpańskich biur rejestracji nieruchomości pokazują, że cudzoziemcy odpowiadają za 14 procent wszystkich zakupów na rynku, a obywatele Unii Europejskiej realizują niemal sześć na dziesięć zagranicznych transakcji, płacąc średnio 3 010 euro za metr kwadratowy.
Skala wzrostów najlepiej widoczna jest na konkretnych przykładach. Jeszcze trzy lata temu Zapinvest oferował dwupokojowe mieszkania w pierwszej fazie kompleksu mieszkaniowego w San Miguel de Salinas na Costa Blanca w cenie od 149 000 euro. Obecnie identyczne lokale w drugiej fazie tego samego projektu kosztują już 229 900 euro, co oznacza wzrost cen o 54 procent.
Duże różnice regionalne w zależności od atrakcyjności turystycznej
Poziom cen znacząco różni się w zależności od prestiżu i popularności turystycznej regionu. Na Costa del Sol, szczególnie cenionej przez zamożniejszych inwestorów, ceny domów wahają się od 600 000 do 700 000 euro, a mieszkań od 350 000 do 400 000 euro. Costa Blanca pozostaje relatywnie bardziej dostępna cenowo – domy można tam kupić za 350 000-400 000 euro, a mieszkania za 250 000-300 000 euro. Również w tym regionie ceny potrafią jednak szybko rosnąć, co potwierdza przykład inwestycji w San Miguel de Salinas.
Rynek na poziomie sprzed pęknięcia bańki
Hiszpański rynek nieruchomości pozostaje bardzo aktywny we wszystkich regionach kraju. W 2025 r. odnotowano 705 307 transakcji, co oznacza wzrost o 11 procent w porównaniu z 2024 r. i najwyższy wynik od pierwszego kwartału 2008 r. Wolumen sprzedaży wrócił tym samym do poziomu obserwowanego tuż przed pęknięciem bańki na rynku nieruchomości.
„Osoby mieszkające w Belgii, które sprzedały swoje nieruchomości po zakończeniu budowy, osiągnęły solidne zyski kapitałowe” – wyjaśnia Jonathan Buchet, dyrektor belgijskiego oddziału Zapinvest. Jak dodaje, dla kupujących z mniejszym budżetem, gotowych poczekać na zakończenie inwestycji trwającej zwykle od dwóch do trzech lat, najlepsze okazje pojawiają się na początku pierwszych faz dużych projektów, przy zakupie z planu.
Czy grozi kolejna bańka?
Tak szybki wzrost cen budzi wśród części potencjalnych nabywców obawy przed powtórzeniem scenariusza sprzed niemal dwóch dekad. Jonathan Buchet uspokaja jednak, że obecna sytuacja zasadniczo różni się od tej z połowy pierwszej dekady XXI w. „W tamtym okresie hiszpańskie banki udzielały kredytów sięgających nawet 120 procent wartości nieruchomości, przy bardzo niskich zmiennych stopach procentowych, które później gwałtownie wzrosły” – przypomina.
Od tamtej pory rynek został gruntownie uporządkowany, a banki stosują dziś znacznie bardziej restrykcyjne kryteria kredytowe. Standardem stał się wkład własny na poziomie około 30 procent wartości nieruchomości, powiększony o koszty transakcyjne, co znacząco ogranicza ryzyko nadmiernego zadłużenia i gwałtownych załamań rynku.