W południowej części Belgii narastają spekulacje dotyczące obsady stanowisk dyrektora generalnego oraz dyrektora informacji frankofońskiego nadawcy publicznego RTBF. Atmosfera wokół tych nominacji staje się coraz bardziej napięta po tym, jak liberalna partia MR wyraźnie zintensyfikowała swoje naciski na instytucję. Jak zwracają uwagę komentatorzy życia politycznego, przyszły szef rozgłośni będzie niemal automatycznie postrzegany jako osoba powiązana z MR, co rodzi poważne obawy o zachowanie niezależności redakcyjnej.
Jean-Paul Philippot, dyrektor generalny RTBF, oraz Jean-Pierre Jacqmin, stojący na czele redakcji informacyjnej, w najbliższym czasie przejdą na emeryturę. To otworzyło debatę na temat ich następców, a większej jasności w tej sprawie oczekuje się wiosną. Proces wyboru nowych władz nadawcy ma jednak wyraźny wymiar polityczny, na co zwraca uwagę najnowszy artykuł dziennika La Libre Belgique.
Zmieniony kontekst polityczny
Obecna sytuacja jest ściśle związana ze zmianami na frankofońskiej scenie politycznej. Partia MR stała się największą siłą polityczną w regionie i coraz ostrzej krytykuje działalność RTBF. Już w ubiegłym roku jej przewodniczący Georges-Louis Bouchez publicznie atakował redakcję po błędach w artykule opublikowanym na stronie internetowej nadawcy.
Niedawno minister mediów we frankofońskim rządzie wspólnotowym Jacqueline Galant stwierdziła podczas spotkania dyskusyjnego, że dzięki nowym nominacjom liczy na obrany inny kierunek, który – jak to ujęła – ma lepiej odzwierciedlać „drugą stronę spektrum politycznego”. Galant mówiła także o istnieniu swoistego „systemu” w RTBF, wynikającego z faktu, że najwyżsi rangą menedżerowie zbyt długo pozostają na swoich stanowiskach. Dodała przy tym, że wśród młodszych dziennikarzy dostrzega wielu pracowników o wyraźnie lewicowych poglądach.
Gra polityczna i taktyka
Kluczowym polem politycznej rywalizacji stało się stanowisko dyrektora informacji, który ma realny wpływ na linię redakcyjną nadawcy. Bouchez, występując w poniedziałek – co znamienne – na antenie RTBF, wyraził nadzieję, że następca Jacqmina będzie czuwał nad „pluralizmem”, który jego zdaniem nie zawsze jest wystarczająco obecny.
Dorian de Meeûs, redaktor naczelny La Libre Belgique, wyjaśniał w audycji De Ochtend w Radio 1, że wybór następcy Jacqmina powinien nastąpić w najbliższych tygodniach. Bouchez liczy jednak na opóźnienie tej decyzji do momentu mianowania nowego dyrektora generalnego. Inne stanowisko zajmuje Joëlle Milquet, przewodnicząca rady nadzorczej RTBF, która opowiada się za przeprowadzeniem klasycznej procedury.
Jak analizuje De Meeûs, w grę wchodzą czysto taktyczne kalkulacje. Milquet, związana z lewym skrzydłem partii Les Engagés, reprezentuje zupełnie inną linię niż Bouchez. W zarządzie RTBF mogłaby ona stworzyć większość wspólnie z przedstawicielami socjalistycznej partii PS, zwłaszcza jeśli obecny dyrektor generalny Jean-Paul Philippot, wywodzący się z otoczenia socjalistów, nadal brałby udział w procesie decyzyjnym. W takiej konfiguracji mógłby on również wyrazić swoje stanowisko wobec kandydatury nowego szefa informacji.
Z tego powodu liberałowie – jak określa to La Libre Belgique – dążą do tego, by najpierw zastąpić Philippota „kandydatem kompatybilnym z MR”.
Obawy o neutralność i niezależność
Polityczne napięcia nie pozostają bez wpływu na samą redakcję RTBF. Zdaniem De Meeûsa przyszły dyrektor informacji znajdzie się w wyjątkowo trudnym położeniu. Niezależnie od kompetencji, zawsze będzie postrzegany jako osoba mianowana pod presją MR.
Wśród nazwisk wymienianych nieoficjalnie jako potencjalni kandydaci pojawiają się m.in. Frédéric Cauderlier, były rzecznik prasowy Charlesa Michela, oraz David Maréchal, dawny doradca Didiera Reyndersa.
Frankofońskie stowarzyszenie dziennikarzy SDJ zapowiedziało, że będzie uważnie monitorować cały proces nominacyjny. Organizacja podkreśla, że kluczowe znaczenie mają zachowanie niezależności redakcyjnej oraz neutralności politycznej nadawcy publicznego.
Krytyka polityki medialnej
Niezależnie od bieżących sporów wokół RTBF, Dorian de Meeûs krytycznie ocenia szerzej pojętą politykę medialną w Walonii. Jego zdaniem wielu polityków nie rozumie specyfiki funkcjonowania sektora medialnego. RTBF dysponuje rocznym budżetem w wysokości około 370 milionów euro, czyli o ponad 100 milionów euro większym niż flamandzki VRT, mimo że dociera do mniejszej publiczności.
Tak wysoki poziom finansowania odbija się także negatywnie na kondycji prywatnych mediów, w tym prasy. RTBF udostępnia swoje treści bezpłatnie w internecie, podczas gdy gazety zmuszone są do wprowadzania płatnych subskrypcji. W efekcie przekonanie odbiorców do opłacania dostępu do prasy staje się coraz trudniejsze. Zdaniem De Meeûsa potrzebne jest wypracowanie realnej współpracy między mediami publicznymi a prywatnymi. Dyskusje na ten temat trwają od lat, jednak jak dotąd nie przyniosły konkretnych rezultatów.