Adwokat i profesor prawa konstytucyjnego na Université libre de Bruxelles (ULB) Marc Uyttendaele, który początkowo stanowczo zaprzeczał oskarżeniom o napaść na tle seksualnym, w sobotę 31 stycznia przyznał część odpowiedzialności za zdarzenia z przeszłości.
Jeszcze wcześniej Uyttendaele odrzucał wszelkie zarzuty. W miniony weekend, w oświadczeniu przekazanym przez jego adwokatkę Bénédicte Bovy, przeprosił jednak i wyraził ubolewanie. Stwierdził, że błędnie zinterpretował intencje stażystki, która oskarżyła go o naruszenie jej integralności seksualnej podczas stażu w 2022 r. Prokuratura w Brukseli zaproponowała w tej sprawie mediację karną. Jeżeli profesor uzna fakty, zgodzi się na określone środki, takie jak terapia lub praca społeczna, oraz wypłaci odszkodowanie poszkodowanej, postępowanie karne mogłoby zostać umorzone. Choć takie rozwiązanie jest prawnie dopuszczalne, nie wystarczyło ono, by uspokoić narastające napięcia na ULB.
Iskra mobilizacji wśród studentów
Po złożeniu skargi w 2024 r. Marc Uyttendaele całkowicie zaprzeczał oskarżeniom, przedstawiając się jako ofiara spisku związanego z jego kontrowersyjnymi wypowiedziami publicznymi, w szczególności dotyczącymi islamu i noszenia hidżabu. Dodatkowe emocje wywołał jego udział w konferencji partii MR poświęconej tematowi „Braci Muzułmańskich”, co jeszcze bardziej spolaryzowało debatę wokół sprawy.
We wrześniu 2025 r. studencki kolektyw Résistance Étudiante ULB zainicjował zbiórkę podpisów pod petycją oraz opublikował list otwarty, w którym potępił milczenie władz uczelni i zażądał wykluczenia profesora ze społeczności akademickiej. W tamtym momencie wymiar sprawiedliwości nie rozstrzygnął jeszcze kwestii jego odpowiedzialności.
„Z dnia na dzień uświadomiłam sobie, że profesor, którego początkowo lubiłam, dopuścił się czynów nie do zaakceptowania” – mówi Zoé, studentka prawa i członkini kolektywu, posługująca się pseudonimem. Jak dodaje, na forach i w grupach wydziałowych zaczęły pojawiać się kolejne relacje dotyczące islamofobicznych wypowiedzi profesora oraz niewłaściwych zachowań wobec studentek. „Zebraliśmy ponad 400 podpisów, a mimo to nic się nie zmieniło” – podkreśla.
„Boimy się zdawać u niego egzaminu ustnego”
Obecnie Zoé obawia się, że częściowe przyznanie się do winy oraz propozycja mediacji karnej doprowadzą do cichego zamknięcia sprawy. Jej zdaniem nawet ten nowy rozwój wydarzeń może nie skłonić władz ULB do zdecydowanych działań. „To bardzo znana postać, obecna na uczelni od wielu lat. Nie sądzę, by został usunięty” – ocenia.
Jednocześnie studentka zwraca uwagę, że problem wciąż pozostaje realny dla społeczności akademickiej. „Prawie trzy czwarte studentów wydziału to kobiety, które nie czują się bezpiecznie na myśl o uczestniczeniu w jego zajęciach, a tym bardziej o zdawaniu u niego egzaminów ustnych” – podkreśla.