W poniedziałek przed siedzibą Urzędu ds. Cudzoziemców w Brukseli odbyła się manifestacja zorganizowana przez około 130 studentów z Maroka. Młodym ludziom grozi konieczność opuszczenia Belgii, mimo że przyjechali do kraju legalnie na podstawie wiz studenckich. Protestujący mówią o administracyjnym impasie, w którym znaleźli się w ostatnich tygodniach. Jak twierdzą, otrzymali dokumenty pobytowe na podstawie kompletnych i prawidłowych akt, jednak obecnie władze migracyjne kwestionują status szkoły, do której zostali zapisani.
Studenci objęci problemem uczęszczali do szkoły IFCAD Langue z siedzibą na Ixelles. Według informacji portalu Akhbarona Aljalia to właśnie zakwestionowanie statusu tej placówki przez administrację migracyjną stanowi źródło obecnego kryzysu. Choć wizy zostały wydane na podstawie oficjalnych dokumentów, Urząd ds. Cudzoziemców uznał teraz, że szkoła nie posiada odpowiednich ram organizacyjnych, które pozwalałyby na przyjmowanie większej liczby studentów zagranicznych.
Niespójność administracyjna wskazywana przez protestujących
Uczestnicy manifestacji wyjaśniają, że przyjechali do Belgii w celu odbycia roku przygotowawczego, głównie po to, by podnieść poziom znajomości języka francuskiego przed rozpoczęciem lub kontynuacją studiów wyższych w uznanych instytucjach. Problem polega na tym, że IFCAD działa w ramach systemu kształcenia ustawicznego promotion sociale i nie jest klasyfikowana jako placówka szkolnictwa wyższego. Prowadzi to do niespójności w ocenie ich wniosków przez Urząd ds. Cudzoziemców.
Studenci podkreślają, że nie została przewidziana żadna procedura zbiorowego odwołania. Każda osoba musi wszcząć indywidualne postępowanie, często kosztowne, za pośrednictwem swojej gminy zamieszkania. Część spraw została już zamknięta bez zaproponowania jakiegokolwiek rozwiązania przejściowego.
„Kazano nam wracać i czekać do 2027 roku”
Oussama, jeden z protestujących studentów obecnych na manifestacji, opisuje dramatyczną sytuację, w jakiej znalazło się wielu jego kolegów. „Powiedziano nam, że sprawa została zamknięta i że jeśli chcemy, możemy wrócić do Maroka, aby ponownie uruchomić procedurę administracyjną, ale dopiero od lutego 2027 roku” – relacjonuje.
Oussama, absolwent inżynierii energetycznej, podkreśla, że jego celem był rozwój kompetencji językowych. „Przyjechałem do Belgii na rok przygotowawczy z języka francuskiego, ponieważ jest on kluczowy w mojej dziedzinie. Następnie chciałem rozpocząć studia licencjackie z informatyki” – wyjaśnia.
Narastający niepokój o skutki społeczne i psychologiczne
Poza wymiarem administracyjnym studenci alarmują o poważnych konsekwencjach społecznych i psychologicznych obecnej sytuacji. Utrata statusu studenta oznacza dla nich brak prawa do pracy studenckiej oraz odcięcie od wszelkich form wsparcia socjalnego.
„Studenci bardzo źle znoszą to, co się dzieje. W zeszłym tygodniu niektórzy doświadczyli ataków paniki. Inni stracili mieszkania, bo nie mogą już pracować” – mówi Oussama. „Koszty prawnika potrzebnego do wniesienia odwołania są ogromne. Część osób się zadłużyła, a ich rodziny w Maroku również ponoszą konsekwencje finansowe.”
Protestujący zwracają też uwagę, że nie wszyscy mieszkają w Brukseli. „Niektórzy przyjechali dziś protestować z Mechelen lub z Liège” – dodaje student.
Studenci domagają się wprowadzenia środka przejściowego, który umożliwiłby im albo uregulowanie sytuacji pobytowej, albo przekierowanie się do uznanych instytucji edukacyjnych bez konieczności opuszczania Belgii.
W oczekiwaniu na decyzje władz młodzi ludzie czują się zawieszeni w niepewności, zależni od rozstrzygnięcia administracyjnego, które może nagle przekreślić ich plany akademickie i dalszy pobyt w kraju.